Maria Gładkowska – aktorka. Wystąpiła w wielu spektaklach Teatru Telewizji, filmach i serialach, grała w teatrach w Łodzi i Warszawie. Zadebiutowała w serialu „Polskie drogi”. Została uhonorowana Nagrodą im. Z. Cybulskiego za rolę księżnej Daisy w dramacie historycznym F. Bajona „Magnat”.

Jakie miała Pani doświadczenia ze zwierzętami?
Moi rodzice, a zwłaszcza tata, bardzo kochali zwierzęta. Z dzieciństwa pamiętam psy wszelkich ras i kundelki, które były bardzo mądre i kochane. Mój tata uczył ich różnych sztuczek i nagradzał, a one chodziły za nim krok w krok. To była bardzo silna więź. Ojciec powtarzał: pamiętaj, zawsze uciekaj od ludzi, którzy nie kochają zwierząt, nie znajdziesz z nimi porozumienia.

Jaką wartość ma wychowywanie się ze zwierzętami?
Ogromną. Nawet w dorosłym życiu, gdy już miałam swoje dzieci – zwierzęta zawsze były w domu. Dzieci uczy to obowiązku dbania o drugą żywą istotę. To kształtuje wrażliwość, empatię w stosunku do stworzenia, które czuje i reaguje na każdą pozytywną czy negatywną emocję. Moja Kika i Kawka (suczka córki) są często razem. Jeśli ja jestem zajęta wiozę psa do córki i odwrotnie. Więc w zasadzie wychowują się razem. Doskonale odbieram nastroje mojej suczki. Wiem kiedy jest obrażona, niezadowolona, a kiedy radosna. To oczywiście przychodzi z czasem. Tak jak człowiek zżywa się z człowiekiem i rozpoznaje każdą emocję u tej drugiej osoby znanej od lat, tak samo jest ze zwierzęciem, że wyczuwamy u niego różne nastroje. Podobno mózg psa funkcjonuje tak samo jak mózg człowieka, jeśli chodzi o odbiór stanów emocjonalnych tego, co się dzieje w otoczeniu. Wszystko, co jest związane z naszym wychowaniem, bierze się z wczesnych lat naszego dzieciństwa. Moja mama mówiła o tym, że dziecko jest jak walizka, co włożysz to wyjmiesz. Coś w tym jest. To, co ja wyniosłam z domu, w sposób naturalny, bardziej podświadomy, dawałam swoim dzieciom. Wierzę, że dzieci, wszystko co dobre, też będą przekazywały dalej. Doświadczenia zdobyte na początku życia są bardzo ważne: książki, empatia wobec drugiego człowieka, wobec psa i każdego innego żywego stworzenia. Później to się przekłada na stosunek do innych ludzi i na otoczenie. Bardzo często taki sposób kształtowania charakterologicznego psychiki młodego człowieka jest ogromną bazą do czerpania w życiu i ma wpływ na nasze decyzje, zachowania i reakcje wobec innych.

Co nam daje kontakt z psem?
Mamy różne dni. Są takie, gdy jest trudniej: przychodzi się do domu i zwierzę czuje, że coś jest z nami nie tak – podchodzi, przygląda się z uwagą, liże. Okazuje swoją sympatię, przywiązanie i miłość. Zastanawiam się ile razy bym się nie uśmiechnęła, gdyby nie mój pies. Przed Kiką mieliśmy yorka Pako, z którym wychowywały się dzieci. Był z nami 13 lat. Wystarczyło bym pomyślała, że pójdę z nim na spacer, natychmiast patrzył na mnie okrągłymi oczkami, biegł do smyczy i merdał ogonkiem.

Proszę nam opowiedzieć o Kice.
To moja zaczarowana księżniczka. Teraz wie, że o niej mówimy i słucha z dumną miną. Po stracie Paco rozmawiałyśmy z córką, że brak psa w domu jest dotkliwy i bolesny. Więc pojawił się nowy członek rodziny. Kika jest maltańczykiem z typowymi cechami dla swojej rasy: jest radosna, przyjazna i otwarta wobec ludzi, łatwo się adaptuje w nowym otoczeniu. Uwielbia podróże.

Jakie macie wspólne rytuały?
One są bardzo ważne, bo budują nasze wzajemne poczucie bezpieczeństwa. Gdy tylko sięgam do szuflady po jej szelki, to jest wielka radość, bo będzie wspólny spacer. Jeśli szykuję się do wyjścia, chodzi za mną krok w krok pytając wzrokiem: zabierasz mnie ze sobą czy nie? Wtedy mówię jej, że niestety musi zostać i przed wyjściem dostaje ode mnie jakiś smakołyk na osłodę rozstania. A gdy wracam, jest bardzo zadowolona. Wieczorem, kiedy układam się na kanapie, jest cały czas przy mnie z pytaniem: czytasz książkę czy bawimy się? Kontakt ze zwierzęciem bardzo dużo człowiekowi daje. Każdy, kto ma zwierzę o tym wie, a tym, którzy nie mają gorąco polecam świadomy wybór takiej możliwości. Pies daje tyle miłości – to co nas łączy, to magia nierozerwalnej więzi.

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik