Krzysztof Cugowski

Krzysztof Cugowski – wokalista rockowy. Od wielu lat działa na polskiej scenie muzycznej. W 1969 roku założył zespół „Budka Suflera”, w którym jest wokalistą. W połowie lat 80. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie wraz z zespołem dawał koncerty. W 1992 postanowił wrócić do Polski i nagrywać kolejne płyty już w kraju. Największy sukces w karierze przyniosła mu płyta „Nic nie boli, tak jak życie”, której sprzedaż przekroczyła milion egzemplarzy. W 2011 roku dołączył do obsady „Bitwy na głosy”, przewodnicząc w programie jednej z uzdolnionych muzycznie drużyn.

Czy przy tak intensywnym trybie życia można mieć jakieś zwierzę?
Pamiętam, że od zawsze chciałem mieć duże psy, czyli takie jak ja. Bo przecież śmiesznie bym wyglądał np. z jamnikiem (śmiech). Niestety, przez wiele lat warunki lokalowe mi na to nie pozwalały. A uważam, że mieszkanie z pokaźnych rozmiarów psem w wieżowcu, na ograniczonym metrażu, powoduje, że męczy się nie tylko właściciel, ale i pies. Gdy kiedyś spostrzegłem pana, wychodzącego z bloku, z dwoma chartami rosyjskimi, to pomyślałem, że jest to nieludzkie, bo przecież takie psy mają w naturze potrzebę pędu, pogoni...

Ale teraz sytuacja się zmieniła...
Mój dom w podlubelskiej wsi pozwala na utrzymanie małego „zwierzyńca”. Zaczęło się od shar peia, mastifa angielskiego, mastifa brazylijskiego, czyli Hipka Ciapka i Morusa.

Skąd taki wybór ras?

Na początku był shar pei. Potem pojawiły się następne psy. Mastify, a szczególnie mastify angielskie, uważam wręcz za fenomenalne zwierzęta ze względu na ich zrównoważoną, silną psychikę. Niegdyś były wykorzystywane głównie 
w wojnach – Rzymianie używali ich do walk z ludźmi i dzikimi zwierzętami na arenach. Z Rzymu psy trafiły do całej, podbitej przez imperium, Europy, dając początek wszystkim europejskim odmianom mastifów. To psy zrównoważone, opanowane, spokojne i bardzo lojalne. Śmiem twierdzić, że one, nawet gdy nie są szkolone, wiedzą dosłownie wszystko... Mastify są znakomitymi stróżami, czujnymi, ale mało hałaśliwymi – mastif nie będzie stał przy ogrodzeniu i szczekał. Jest na to zbyt dostojny! Nie zwraca uwagi na przechodniów i zwykle sprawia wrażenie niezainteresowanego otoczeniem, ale wszystko kontroluje. Doskonale widzi, co się dzieje... Jako obrońca nas – domowników jest zawsze uważny, inteligentny i majestatyczny. 
Z całą pewnością są to psy, które znają swoją wartość i nie boją się byle czego. Podczas nocy sylwestrowej nie okazują oznak niepokoju z powodu blasku czy huku petard.

Zdarzały się konflikty między nimi?
Zdecydowanym panem domu był shar pei Hipek. Ale musiał abdykować. Po prostu dwaj pozostali przyjaciele postanowili przywołać go do porządku... Natomiast na zaczepki ze strony obcych czworonogów, mastify nie odpowiadają, ignorując je, ale myślę, że zaatakowane potrafią być bardzo groźne.

A mają jakieś wady?
Decydując się na zakup mastifa, należy zdawać sobie sprawę, iż psy te starzeją się szybciej i w związku 
z tym żyją krócej. Mogą też chorować, ale zawsze odchodzą w sposób niezwykle dostojny.



A obecnie rezydują dwa owczarki.
Są to Stefan i Beks. Zupełne dwa przeciwieństwa. Stefan jest groźny, natomiast Beks łagodny. Stefana wzięliśmy do domu, gdy miał 7 miesięcy. Podejrzewam, że jego dzieciństwo pozostawiło na nim straszne piętno. Pies do tej pory boi się smyczy i obroży. Dlatego domyślam się, że najprawdopodobniej był przywiązywany i być może bity. Stefan zachowuje dystans, niełatwo nawiązuje nowe przyjaźnie i jest samotnikiem. Jeszcze wiele czasu upłynie zanim zaufa ludziom, a może nie nastąpi to nigdy. Z całą pewnością świetnie czuje się 
w towarzystwie drugiego owczarka niemieckiego, czyli Beksa.

Czy w męskim towarzystwie jest jakaś „dama”?

O, tak. To nasza kotka, zwana Kicią. Jest ulubienicą mojego syna Krzysztofa. Gdy syn ma wrócić ze szkoły, wówczas siada na stole w kuchni i czeka na niego. Zachodzę w głowę, skąd ona to wie, bo przecież nie zna się na zegarku.

Kocica żyje w zgodzie z męską częścią towarzystwa?
Zdecydowanie tak, bo nie wchodzą sobie w drogę. Psy wychodzą, biegają, nieustannie się kręcą, 
a kotka jest zawsze w domu. Nie wychodzi na zewnątrz. Myślę, że dom traktuje jako swoje naturalne środowisko. Lubi spędzać z nami czas, ale gdy przyjeżdżają goście, zawsze gdzieś znika, przepada. Zaszyje się w kącie i nie można jej stamtąd wyciągnąć.

„Nic nie boli tak jak życie”, ale czy ze zwierzętami jest łatwiej? Pokazują nam inną perspektywę?
Uwielbiam zwierzęta. Lubię na nie patrzeć, obserwować, gdy wydaje im się, że nikt na nie zwraca uwagi. Myślę, że to fenomen natury. Współczesny świat coraz częściej mnie dziwi, a w zwierzętach odnajduję to, co stałe, ponadczasowe. To one przybliżają człowieka do prawdziwych, realnych związków. Zwierzęta potrzebują bliskich relacji 
z człowiekiem, kontakty wirtualne w ich przypadku są niewykonalne. Dlatego należy mieć jakieś stworzenie w domu – nawet to najmniejsze.

 

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Aleksandra Wojtasik