Marek Sierocki

Marek Sierocki jest bez wątpienia jednym z najbardziej znanych i utalentowanych polskich prezenterów muzycznych. Swoje życie zawodowe od zawsze wiązał z muzyką. Od 1986 r. prowadzi kącik muzyczny w ramach programu informacyjnego „Teleexpress” i to właśnie dzięki niemu mieliśmy szansę poznać wiele zagranicznych zespołów. Na początku lat 90-tych został redaktorem naczelnym polskiej edycji magazynu młodzieżowego „Bravo”. Marek Sierocki pełnił także funkcję dyrektora artystycznego dwóch najważniejszych festiwali: w Sopocie i Opolu. Uwielbia muzykę lat 70-tych i 80-tych. To właśnie te klimaty panują na prowadzonych przez niego imprezach. Jest także autorem wielu książek o tematyce muzycznej, takich jak biografia zespołu Depeche Mode, czy „Gwiazdy pop & rock”. Od 2006 roku współpracuje z Radiem VOX FM.

 

Kiedy w Pana życiu pojawiły się zwierzęta?
Od dzieciństwa miałem psy. Jeden z kundelków dożył nawet 20 lat! Przez parę ładnych lat nie mieliśmy żadnych zwierząt, a potem był taki czas, że mieliśmy dwa owczarki niemieckie: Sarę, której nie ma już dzisiaj z nami i Sabę. Ta ostatnia dołączyła do naszej rodziny ok. 10 lat temu, gdy Sara miała już sześć lat. Mimo, iż były to dwie suczki bardzo szybko się polubiły i wyglądało na to, że Saba traktowała Sarę jak matkę i początkowo to właśnie ta starsza była alfą w stadzie. Nadszedł jednak czas przekazania pałeczki i Saba przejęła rolę „przywódcy”. Była to bardzo wyraźna zmiana, to Saba pierwsza podchodziła do jedzenia, czy jako pierwsza witała się z nami. Gdy w wieku 13 lat Sara od nas odeszła, ta druga bardzo to przeżyła.
W międzyczasie do naszej rodziny dołączył kot Ryszard. Gdy pojawił się w naszym domu miał niecały rok. Widać było, że aby przeżyć musiał walczyć. Pierwsze pół roku był dzikim kotem, mieszkał na osiedlu i powoli się z nami zaprzyjaźniał. Dopiero późną jesienią, gdy przyszły mrozy, wprowadził się do nas na stałe. Początkowo mieszkał na strychu i z niego nie wychodził, widocznie właśnie tam czuł się wystarczająco bezpiecznie.

Jak zareagowały psy na nowego lokatora?
Sara w ogóle na niego nie reagowała, ją koty po prostu nie interesowały. Saba natomiast potrzebowała więcej czasu, żeby zaakceptować nowego domownika. Początkowo obawialiśmy się, że nie będą w stanie ze sobą żyć, ale po pewnym czasie się zaprzyjaźnili i tak jest do dzisiaj. Czasami zdarza się że śpią razem, wtuleni – to jest niesamowity widok. Podobnie jest z drugim kotem, Kuntą. Co ciekawe, Saba toleruje „swoje koty” i żyją w dużej przyjaźni, natomiast obce goni na drzewo!

W jaki sposób Kunta stała się częścią zwierzęcej gromadki?
Kunta mieszka z nami od pół roku. Syn znalazł ją na ulicy, przyniósł do domu i została z nami.

Jak wyglądały początki kocich relacji?
Początkowo trzymały duży dystans wobec siebie. Tylko na siebie ostrzegawczo miauczały. Szczególnie Ryszard był zazdrosny, że ktoś wszedł na jego terytorium. Ponieważ Ryszard jest kastratem, a Kunta jeszcze nie, wytworzyła się między nimi naturalna hierarchia i czasami próbują ze sobą walczyć. Często jednak są takie dni, że śpią razem i nie ma między nimi żadnych animozji.
Co ciekawe, zanim Kuntusia pojawiła się u nas 
w domu, w zachowaniu Ryszarda widać było znacznie większą rezerwę w stosunku do nas. Kocica natomiast uwielbia się łasić, przytulać 
i często przychodzi do nas, aby brać ją na ręce. Od czasu gdy mieszka z nami, Ryszard stał się bardziej „milusiński”.

Czy pamięta Pan jakieś ciekawe historie 
z udziałem zwierząt?
Jeżeli już oglądam telewizję, to najczęściej są to mecze piłkarskie. Głównie interesuje mnie liga angielska. Otóż, przez wiele lat bramkarzem drużyny Arsenal Londyn był Jens Lehmann, będący jednocześnie bramkarzem reprezentacji Niemiec. Mówi się, że pies nie widzi tego, co dzieje się na ekranie telewizora. Jak więc olbrzymie było moje zdziwienie, gdy zaobserwowałem, że jak tylko Lehmann pojawiał się na ekranie, to Saba natychmiast zrywała się z kanapy i obszczekiwała telewizor. I nie był to szczek entuzjastyczny! Początkowo myślałem, że to może pomarańczowy kolor bluzy wywołuje taką reakcję. Ale nie! Sytuacja powtórzyła się podczas transmisji mistrzostw świata, kiedy to Lehmann reprezentując wówczas Niemcy grał w zupełnie innych barwach. Pomyślałem, że może to jego bujna czupryna nie podoba się Sabie. Też nie, bo gdy ściął włosy, reakcja była identyczna. Do tej pory nie wiem, co powodowało u niej tego typu zachowania. Domyślam się, że musiał to być jakiś charakterystyczny ruch, gest… To było coś niesamowitego. Żona przez długi czas mi nie wierzyła, do czasu gdy na własne oczy nie zobaczyła Saby w akcji. Ciekawe jest to, że jak Lehmann przestał grać, Saba przestała rzucać się na telewizor.
Aczkolwiek, zdarza się również, że gdy oglądamy „Czterech Pancernych” to szczeka na Szarika. (śmiech)

Czy podobnie reaguje na inne psy?
Absolutnie nie. Z innymi psami żyje bardzo dobrze. Ma nawet swoich wielbicieli, a szczególnie jednego – Reksia, są bardzo zaprzyjaźnieni. Czasami zdarza mi się wychodzić na spacer z psem sąsiada, gdy go nie ma w domu i proszę sobie wyobrazić, że Saba doskonale wie, kiedy idę po tamtą suczkę. Klucze do jego mieszkania zawsze leżą w jednym miejscu, i gdy je biorę ze sobą,  Saba zawsze zatrzymuje się pod drzwiami sąsiada. Gdy ich nie biorę, ona idzie prosto na spacer.
A wracając jeszcze do ciekawych historii, Saba jest mistrzynią w „podwędzaniu” jedzenia. Nauczyła się tego od Sary. O ile ta ostatnia miała zwyczaj chowania ewentualnych trofeów w różnych dziwnych miejscach (żółty ser pod poduszką, czy kostka masła w koszu ze świeżym praniem), o tyle Saba biesiaduje jawnie ze swoją zdobyczą na dywanie. To taki jej rytuał.

A co jest wspaniałego w kontaktach ze zwierzętami?
Przede wszystkim, psy mobilizują mnie do kilku spacerów dziennie, zapewniając mi tym samym rodzaj aktywności fizycznej. Próbowaliśmy jeździć na rowerze, ale psy nie były specjalnie zachwycone tym pomysłem. Jednak zwykły spacer jest najprzyjemniejszy. Mamy stałe miejsca spacerowe. Pies sobie może spokojnie wszystko obwąchać… W końcu wąchanie to takie psie czytanie gazet. Wieczorem i rano trzeba zobaczyć, co tam słychać w okolicy. Można powiedzieć, że są to wiadomości, które przekazują sobie zwierzaki.
Poza tym, szczególnie psy, wprowadzają w domu dobrą atmosferę. Wyczuwają nastrój człowieka, kiedy jest zadowolony, smutny czy zmęczony. Mało tego, potrafią wówczas przyjść, przytulić się, polizać, zwyczajnie pocieszyć. To jest nieprawdopodobne. To w dużej mierze odróżnia psy od kotów, które są indywidualistami, najczęściej przychodzą, gdy widzą w tym jakiś szczególny interes. To kot jest panem człowieka, to kot rządzi! Nasze koty zdecydowanie wolą moją żonę i to u niej zabiegają o wszelkie pieszczoty. Do mnie głównie przychodzą prosić o jedzenie. Za to nauczyłem się doskonale rozróżniać dźwięki, które wydają. Ryszard, na przykład, miauczy na trzy różne sposoby, w zależności od tego czy chce jeść, pić, czy wyjść. Potrafi obudzić mnie o drugiej w nocy, żebym go wypuścił na zewnątrz. I wie, że to właśnie do mnie należy przyjść w tej sprawie. Kunty natomiast do czasu sterylizacji postanowiliśmy nie wypuszczać z domu, żeby nie dopuścić do niechcianej ciąży.

Czy zatem Ryśkowi zdarzają się jakieś dłuższe wycieczki?
Raz go nie było półtora dnia i byłem przerażony, szukałem go po okolicy, ale bez skutku. Na szczęście wrócił następnego dnia po południu. Naprawdę mi ulżyło.

Tak to właśnie jest jak się kocha zwierzęta…
Przyznam się, że od zawsze kochałem psy, a koty traktowałem z małym dystansem. Natomiast, gdy już pojawił się nasz pierwszy kot, to można powiedzieć, że poddaliśmy się losowi. Bardzo nam było szkoda, takiego bezbronnego zwierzęcia, więc nie widzieliśmy innej opcji, niż przygarnąć go pod nasz dach. Z kolejnym było tak samo. Mamy trochę miejsca w domu, więc wszyscy się pomieszczą.

 

Rozmawiała Agnieszka Pieczerak
Fotografowała Dorota Szulc-Wojtasik