Leszek Talko – z wykształcenia archeolog, pisarz, felietonista, scenarzysta. Jest autorem przezabawnych książek 
o bardzo poważnych sprawach związanych z wychowaniem dzieci, m. in.: „Dziecko dla odważnych” i „Pomocy, jestem tatą!”. Napisał również 3 kryminały pod pseudonimem Wiktor Hagen. Jest pasjonatem gotowania oraz fotografii. Wybudował dom w lesie i mieszka tam 
z żoną Moniką Piątkowską (wspaniałą towarzyszką, pisarką, autorką wydanej dwa miesiące temu książki „Życie Przestępcze II Rzeczypospolitej”), dziećmi inspirującymi go nieustannie i czworonożnymi przyjaciółmi.

Jakie doświadczenia związane ze zwierzętami pamięta Pan z dzieciństwa?
Pierwszym psem w rodzinnym domu był olbrzymi, bardzo łagodny wodołaz Iza – pozwalał robić ze sobą wszystko. Potem był niezmiernie mądry kundelek Lolek.

A jak jest teraz? Jakie zwierzęta mają Państwo w domu?
2 psy i 5 kotów. Wtorek trafił do nas 6 lat temu. Budowaliśmy wtedy dom. Pies wyszedł z lasu, obszczekał robotników i dał do zrozumienia wszystkim, że będzie pilnował posesji. Od razu rozpoznał we mnie właściciela: pomerdał ogonem i zaczął chodzić przy mojej nodze. Wtorek jest połączeniem kilku ras. Prawdopodobnie ubolewa na tym, że ma krótkie nóżki i posturę niezbyt bojową, za to łeb i naturę wilczura. Wszystkie psy lubi, ale kiedy spotyka prawdziwego wilczura staje do walki i z tych spotkań ma niestety szramy. Nie traci jednak nadziei, że kiedyś zwycięży. W domu najchętniej jest psem poduszkowokanapowym. Na zewnątrz to czujny stróż odstraszający szczekaniem dziki i lisy wychodzące czasem z lasu. Wtorek jest psem bardzo stadnym, więc postanowiliśmy przygarnąć mu towarzysza zabaw i kogoś, z kim mógłby dzielić życie. Tak pojawiła się u nas Tuluza (w skrócie Tula), ze schroniska na Paluchu. Ujęła nas swoją determinacją – niemal rozniosła klatkę, tak bardzo chciała się do nas przedostać. Teraz ma 4 miesiące i jest najbardziej optymistycznie nastawionym do świata zwierzęciem, jakie widzieliśmy. Tula cieszy się na nasz widok mniej więcej 30 razy dziennie. Nawet jeśli wychodzimy z łazienki po umyciu rąk, rzuca się na nas z radością – oto znowu nas widzi!

Proszę opowiedzieć nam o kotach.
Pierwszym kotem był Ptiszon. Pochodzi z Francji,  z campingu w Langwedocji. Ogrzewał się pod maską auta i miauczał. Widzieliśmy wcześniej jego mamę z kilkorgiem maluchów – tego prawdopodobnie odrzuciła, bo był chory. Kociak miał zapalenie płuc, potworną biegunkę i zatkany przełyk, w którym lekarz znalazł resztki cykady. Ptiszon miał małe szanse na przeżycie, ale antybiotyk zadziałał. Przemycaliśmy go przez kolejne, jeszcze wtedy istniejące granice, z duszą na ramieniu, a kot z każdym dniem cudownie zdrowiał. Po drodze Francuzi wołali: „oh! jolie petit chatton!”. Tak zostało imię Ptiszon, choć to kotka. Mamy też córki Ptiszona, też biało-czarne. Matka 
i jej dzieci (już 4-letnie) są bardzo silnie ze sobą związane. Razem śpią. Bardzo się o siebie troszczą. Każdemu życzę takich wspaniałych relacji. Dwa pozostałe koty znalazł Wtorek. Byliśmy na spacerze i pies tak długo szczekał aż podeszliśmy zobaczyć, co go tak poruszyło. Ktoś pozostawił 
w lesie pudło z maleństwami. Zostały z nami 
i z Wtorkiem, który jest dla nich niezwykle troskliwym ojcem. Małe kociaki przenosił delikatnie 
w pysku na swoje posłanie, a one zasypiały wtulone w jego brzuch.

Co takiego daje nam kontakt ze zwierzętami? Dlaczego jest ważny?
Pewnie każdemu coś innego. Kontakt z Tulą, to powiew świeżości i uśmiech każdego dnia. Ona czerpie radość życia z najzwyklejszego odkrycia, jakiego dokona. Wtorek bardzo potrzebuje ludzi, najchętniej chodziłby za nami wszędzie, śpi pod naszym łóżkiem. To jest strasznie fajne, że są zwierzęta, którym tak bezwarunkowo zależy na człowieku. Dla nas niezwykłe jest podglądanie tej gromadki: jak układają między sobą relacje, jak wyrastają z nich indywidualności. Bardzo ciekawe są ich sposoby wzajemnego porozumiewania się.

Czego zwierzęta nas uczą?
Uczą nas całej masy rzeczy. Wtorek widzi siebie jako bojowego, wielkiego wilczura, który może walczyć z innymi. Jednym słowem ma wysoce przerośnięte ego i całkiem nieadekwatne pojmowanie siebie. Sądzę, że z nami ludźmi jest dokładnie tak samo – widzimy siebie jako groźne psy, 
a jesteśmy często pekińczykami, czy kundelkami (sympatycznymi, ale całkiem innego rozmiaru 
i wagi). To bardzo ważna lekcja. Patrzymy na niezwykłe więzi, jakimi darzą się nasze koty. Widzimy matkę, która rzuca się na myszołowa w obronie swoich dzieci, narażając życie. Widzimy córki, które pokazują matce jak zejść z czubka sosny, na którą weszła ale bała się wrócić. Mimo to ich wzajemne relacje wcale nie są przesłodzone. Ptiszon wychowuje swoje dzieci bardzo surowo – istnieje hierarchia, której nie wolno kotkom naruszyć. Ta kocia, rodzicielska miłość mogłaby być wzorem dla wielu ludzkich rodzin. Z jednej strony widać czułość i troskę, a z drugiej odrębność i dystans, co kocica zawsze podkreśla, jeśli maluchy przekroczą pewną ustaloną granicę.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Ewa Pszczółkowska