Katarzyna Kwiatkowska – aktorka teatralna i filmowa. W 1997 r. ukończyła warszawską akademię teatralną. Znana z parodii w programach Szymona Majewskiego, 
a także roli w serialu „Reguły gry” czy „Prawo Agaty”. Przed nią premiera filmu „Dzień Kobiet”, w reżyserii Marii Sado-wskiej. Z przedstawieniem „Wielki apetyt, czyli monolog na 40 postaci” War-szawskiego Teatru Studio Buffo będzie jeździć po całej Polsce.

Pamiętasz wszystkie swoje zwierzaki?

Oczywiście. W naszym domu mieszkały nie tylko nasze zwierzęta, ale także tzw. zwierzęta „przechodnie” od wszelkich cioć, wujków i dalszych krewnych. Te nasze żyły zawsze długo i szczęśliwie. Przykładem jest wieloowocowy, gigantyczny kot Buras, pieczołowicie dokarmiany przez moją babcię. Mama opowiadała mi, że gdy się urodziłam, on strasznie chciał mnie powitać. W końcu mu się to udało: obwąchał mnie, otrzepał z obrzydzeniem łapkę i pewnie pomyślał: „Będą kłopoty!”. Miał rację, bo przez kolejne lata tarmosiłam go niemiłosiernie. Potem nastał czas Burki. Ta żyjąca ponad 19 lat kotka, była najbardziej obrażalskim kotem na świecie. Były też rybki, żółwie, chomik. Prawdziwy zwierzyniec.

A w jaki sposób trafił do Ciebie Wacio?
6 lat temu szłam Nowolipiem i zobaczyłam, że chodnikiem podąża pies bez smyczy i kagańca. Początkowo sądziłam, że należy do któregoś z przechodniów. Gdy podeszłam bliżej okazało się, że zwierzę ma na całym ciele zadrapania i jest strasznie brudny. Pomyślałam, że pewnie jest też głodny. Czym prędzej poszłam do pobliskiej budki z mięsem. Tam kłębił się tłum emerytów. Zatem mówię, że chcę coś kupić dla wygłodniałego psa, który stoi przed sklepem. Emeryci chętnie mnie przepuszczają, a pani sprzedawczyni z zaplecza przynosi mi specjały, za które nawet nie muszę płacić. Karmię go, ale jakaś kobieta krzyczy, że pies pożera kiełbasę z opakowaniem. Nie zastanawiam się długo: wkładam rękę do jego pyska, aby wyjąć mu resztki kiełbasy. Emeryci są zachwyceni, że piesek taki grzeczny i mnie nie ugryzł. Zastanawiam się, co dalej. Postanawiam wziąć go „na chwilę” do siebie, choć wiem, że mamy kota 
i mogą być kłopoty. Poza tym, jak wytłumaczę mamie, że w naszym domu, oprócz kota, zamieszka także pies? Ryzykuję.

I co było dalej?
Idziemy do domu. Pies jest w szoku, ja chyba też. On rozgląda się, ja biegam i szukam koca, aby przygotować mu legowisko. W końcu ulga – śpi. Zaraz, muszę wyjść... Ale co z nim zrobić? Ostatecznie pies u nas został. Zaprzyjaźnił się z kotem.

Były trudności?
Były. Dlatego musiałam nauczyć się tzw. myków. Na przykład, gdy Wacio był niegrzeczny, do pustej puszki wkładałam klucze i rzucałam na podłogę, aby nieprzyjemny dźwięk przerwał niepożądane zachowanie. I to działało.

Nigdy nie żałowałaś swojej decyzji?
Nigdy. Wybierając psa ze schroniska, stawiamy sobie mnóstwo pytań: czy będzie pasował do mojego stylu życia? Czy zaprzyjaźni się z pozostałymi zwierzętami? Czy zaakceptuje i polubi moje dziecko lub partnera? Dlatego wybór staje się bardzo trudny. W takim momencie część ludzi rezygnuje w ogóle z adopcji. W moim przypadku to było super zrządzenie losu. Spotkałam zwierzę, które potrzebowało pomocy; chciałam pomóc; zdecydowałam się na tę pomoc – i to było cudowne! Z jednej strony czułam, że popełniam głupstwo, z drugiej – rozpierała mnie duma, że to zrobiłam. Działanie było i ryzykowne, i przyjemne.

Żyjemy w kraju przepełnionych schronisk. Nasz miesięcznik od początku istnienia propaguje pomoc najbardziej potrzebującym zwierzętom, obecnie w ramach programu Dobra Adopcja. Czy Twoim zdniem, można mieć wpływ na ograniczenie bezdomności w Polsce?
Każdego namawiam do tego, aby pojechał do schroniska. Nie tylko w celu adopcji zwierzaka, ale także po to, aby zobaczyć, jak wiele jest tam wspaniałych zwierzaków, które czekają na swoją życiową szansę. Następnie tę wiedzę warto przekazać kolejnym osobom. Nawet jeśli one zaadoptują tylko jednego psa lub kota, to i tak warto.

Chodzisz z Waciem do lekarza weterynarii?
Póki co Wacio cieszy się bardzo dobrym zdrowiem. Mój pies jest histerykiem, dlatego wybór lekarza jest trudny. Pamiętam, że gdy chodziłyśmy do lekarza z Burką, pan doktor nie tylko leczył kota, ale był też wyraźnie zainteresowany moją mamą. Wszystkie trzy bardzo lubiłyśmy te wizyty (śmiech).

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Bogna Czechowska