Emilia Krakowska

Emilia Krakowska – aktorka filmowa i teatralna. Związana z warszawskimi teatrami: Powszechnym, Narodowym, Współczesnym i Rozmaitości. Pamiętamy ją przede wszystkim z rewelacyjnej roli Jagny w słynnej ekranizacji „Chłopów” W. Reymonta. Współpracowała z Andrzejem Wajdą w filmach „Brzezina”, „Wesele” czy „Bez znieczulenia”. Występuje w serialach telewizyjnych, takich jak „Na dobre i na złe” oraz „Pierwsza miłość”. Prywatnie miłośniczka zwierząt, właścicielka dwóch kotów i psów.

Kiedy miało miejsce Pani pierwsze zetknięcie z kotami?
Po raz pierwszy miałam do czynienia 
z kotami już w dzieciństwie. Kiedy moja mama pracowała, ja spędzałam czas 
w domu starszej pani, u której miałam kotka. Pewnego ranka przyszłam do niej i kota nie zastałam. Nikt nie chciał mi powiedzieć, co się stało, ale ja przypadkiem usłyszałam, że była to sprawka łobuzów. Przeżyłam wtedy pierwszą traumę i zrozumiałam, że ludzie potrafią być okrutni. Później miałyśmy 
z mamą białego ślicznego kota, którego przywiozłyśmy z letniska. Szybko stał się członkiem naszej rodziny. Pamiętam, że rano jak jeszcze spałam, chcąc zwrócić na siebie uwagę, wchodził na stół i… przewracał wazon z kwiatami. Niestety, nie miałyśmy wystarczająco dużo czasu, aby się nim opiekować, ponieważ mama dużo pracowała, a ja cały dzień byłam w szkole. Dlatego ze względu na jego dobro oddałyśmy go w dobre ręce.

Jak wyglądał dalszy ciąg Pani przygód ze zwierzętami?
Po latach przyszedł czas, kiedy mogłam już sobie pozwolić na posiadanie zwierząt. Wspólnie z mężem mieliśmy psa Blondyna, którego przygarnęliśmy. Kiedy pojawiły się moje dzieci, więcej czasu spędzałam w domu i mogliśmy mieć zwierzaki, zwłaszcza, że moja córka Lena bardzo tego chciała. Był więc pies Felix, suczka Morżi, a nawet żółw.

Jakie zwierzaki posiada Pani obecnie?
Mam dwa psy – Leona i Kubę oraz koty Ciciura (na zdjęciu) i Daisy. Najchętniej przebywają w mojej chacie na wsi pod Warszawą. Ciciura (na zdjęciu) przyniosła mi pani, która nie była w stanie się nim opiekować. Miał wtedy około roku. Obecnie jest słodkim starszym kotem. W czasie moich długich podróży Ciciur wraz z Daisy (maine coon skrzyżowany z najpiękniejszym dachowcem z Powiśla) przebywają w rodzinie zastępczej. Oba koty dobrze się ze sobą dogadują. Żyją w przyjaźni również z psami.

Co najbardziej lubi Pani 
w swoich kotach?
To, że są mądre, szczere i czułe. Kiedy jestem zajęta i idę do pracy, nie zawracają mi głowy. Jednak gdy wieczorem wracam do domu, przychodzą i proszą o czułość. Często zapominamy, że zwierzęta również pragną bliskości, dotyku. Potrzebują przytulenia, głaskania. Staram się być wobec nich czuła. Jeśli czesząc Ciciura, coś go zaboli, przepraszam go. Tłumaczę mu, że zrobiłam to niechcący. Ze zwierzakami trzeba umieć rozmawiać. Warto do nich mówić, one rozumieją więcej niż się nam wydaje.

Uważa się Pani za kociarę?
Tak, ale nie w rozumieniu takim, że koty cenię bardziej niż psy. Nie jestem zwolenniczką sztucznego podziału na kociarzy i psiarzy. Kiedy ktoś mówi, że lubi wyłącznie psy, zawsze staram się go przekonać również do kotów. Cieszę się, że mam to szczęście, że nie muszę wybierać, mam i koty, i psy.

Skąd u Pani taka miłość do zwierząt?
Szacunek do przyrody i zwierząt wyniosłam z dzieciństwa. Mimo że byłam miejskim dzieckiem, zawsze doceniałam kontakt z naturą – tak zostałam wychowana. Edukację moją i wiedzę 
o zwierzętach rozpoczęłam od albumu pana W. Puchalskiego „Bezkrwawe łowy” – prezent gwiazdkowy od mamy. Wychodzę z założenia, że jesteśmy częścią przyrody. Cenię życie prawdziwe 
i nie udawane. Dlatego najlepiej czuję się w mojej chałupie poza miastem. Miłość do zwierząt i przyrody starałam się również przekazać swoim córkom.


Rozmawiała Natalia Gierymska