Ewa Telega

Ewa Telega – aktorka związana z Teatrem Dramatycznym 
w Warszawie. Znana z filmów takich jak „Łóżko Wierszynina” 
czy „Córy szczęścia”. Obecnie możemy ją oglądać w serialach telewizyjnych „Czas honoru” oraz „Plebania”. Pani Ewa twierdzi, że wcześniej nie była kociarą, dopiero Bruno sprawił, że się nią stała. Ośmioletni kocurek jest przyjacielem całej rodziny.

Jak to się stało, że ma Pani kota?
Kiedy moja córka Zosia była jeszcze 
w przedszkolu, bardzo chciała mieć jakiegoś zwierzaka, wspominała o psie. Na jej szóste urodziny postanowiliśmy sprawić jej niespodziankę i przygarnąć jakieś zwierzątko. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy, że najlepszy będzie kot. Wcześniej nie mieliśmy żadnych doświadczeń z tymi zwierzakami. Jedyne, co wiedzieliśmy, to że kot, 
którego szukamy, ma być czarny, ponieważ uważamy, że jest w nich jakaś magia. Dzwoniliśmy do różnych schronisk, aż okazało się, że do schroniska 
w Milanówku dzień wcześniej ktoś podrzucił trzy czarne kocięta. Były malutkie, musiały wcześnie zostać oddzielone od matki, bo miały dopiero 2-3 tygodnie.

Zapewne trudno było wybrać jednego kotka z takiej gromadki?
Oj, tak. Wybór był trudny, ponieważ kocięta wyglądały identycznie. Zwracaliśmy uwagę na jednego, ale zaraz potem kotki nam się myliły i już nie wiedzieliśmy, który wzbudził nasze zainteresowanie. Ostatecznie wybór ułatwił fakt, że wśród nich były dwie samice i jeden kocurek, a my chcieliśmy właśnie kocurka.

Jak wyglądały pierwsze chwile kotka w nowym domu?
Kocurek bardzo dobrze odnalazł się 
w nowym otoczeniu i od razu zdobył nasze serca. Już pierwszego dnia załat-wił się do kuwety. Zosia była ogromnie szczęśliwa, gdy go zobaczyła. Kotek spał w jej łóżku, znosił cierpliwie jej zabawy. Nigdy nas nie podrapał, ani niczego nie zniszczył w domu.

Dlaczego nadaliście mu Państwo imię Bruno?
Mój mąż pisał scenariusz o Brunonie Schulzu, stąd jego imię. Natomiast do czarnych kotów mamy sentyment od kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” M. Bułhakowa.

Na jakiego kota wyrósł Bruno?
Na pewno na niezależnego. Bruno został wykastrowany, dlatego może być kotem wychodzącym, ma swój świat na dworze. Opanował nie tylko nasz ogród, ale i sąsiadów. Kiedyś mocno obrywał od innych kotów, raz wrócił z bójki z nadszarpniętym uchem. Dziś to on jest królem okolicy. Dawniej był grzecznym pieszczochem, teraz się „rozpanoszył”. Przychodzi, gdy go wołam. Chce, żeby go pogłaskać, ale od czasu do czasu. Nie jest nachalny.

Czy ma jakieś ulubione nawyki?
Oczywiście. Lubi chować się w szafie. Czasami zastanawiamy się, gdzie się podział, choć znamy większość jego kryjówek. Latem potrafi spać na masce naszego samochodu, z kolei zimą uwielbia leżeć na kaloryferze. Bruno jest uroczym, magicznym kotem. Ma tylko jedną wadę – stanowczo za wcześ-nie wstaje. Już o 4-5 rano miauczy, żeby wypuścić go na dwór, a potem wpuścić z powrotem do domu. Na szczęście nauczyliśmy się radzić z tą sytuacją 
i lubimy Bruna takiego, jaki jest.


Rozmawiała Natalia Gierymska