Roman Czejarek

Roman Czejarek – znany dziennikarz, autor wielu książek i artykułów. Możemy go usłyszeć m.in. w porannych audycjach 
„Kto rano wstaje...” w radiu VOX FM. Nam opowiada o swoim 
kocie Fikusiu oraz o tym, jakie niezwykłe zwierzaki miał okazję obserwować w czasie swoich podróży.

Jak Fikuś trafił do Pana?
W czerwcu ubiegłego roku moja żona Sylwia dowiedziała się, że są kocięta do oddania. W miocie było ich sześć. Mogliśmy wybrać jednego z nich. Wszystkie maleństwa miały czarne lub czarno-białe umaszczenie. Fikuś wyróż-niał się, ponieważ był barwny, a także największy i najbardziej żywiołowy spośród rodzeństwa. Miał zaledwie osiem tygodni, kiedy wzięliśmy go do siebie. Jego imię to zdrobnienie od Fikandera, jednego z bohaterów zbioru opowiadań dla dzieci "Bromba i inni".

Jaki teraz ma charakter?
Fikuś jest bardzo grzeczny i przyjacielski. Chętnie się przytula, wyleguje na kana-pie. Ma cały koszyk zabawek. Najbar-dziej lubi jednak zwykłe piłeczki ze sreberka, które nauczył się aportować. Często wskakuje na parapet i obserwuje przelatujące ptaki za oknem. W ciepłe dni wyprowadzamy go na spacery na smyczy. Niezwykłe jest jego upodobanie do wody. Ma zwyczaj spacerowania po krawędzi wanny, zaglądania do zlewu, łapania spadających kropel z kranu.

Czy Fikuś ma jakieś inne niecodzienne nawyki?
Tak. Lubi oglądać telewizję, zwłaszcza mecze. Podąża wzrokiem za piłką i pró-buje ją złapać. Nauczył się, że jak naciśnie na klawisze pilota, coś porusza się na ekranie. W ten sposób sam potrafi zmieniać kanały. Doszło do tego, że włącza telewizor, gdy nie ma nas 
w domu. Podobnie jest z komputerem. Fascynuje go klawiatura i to, co dzieje się na monitorze. Piszę obecnie nową książkę 
i kot towarzyszy mi w czasie pracy. Kładzie się na klawiaturze, trąca ją łapką. Śmiejemy się, że powinienem umieścić Fikusia jako współautora.

Efektem Pana licznych podróży są książki, zdjęcia. Czy w czasie tych wyjazdów napotkał Pan na jakieś wyjątkowe zwierzaki?
Oczywiście. Moja ostatnia wyprawa zaprowadziła mnie do Peru. W szcze-gólny sposób wspominam spotkanie z kondorami. Nie zdawałem sobie sprawy, że stworzenia te są tak olbrzymie. Miałem okazję obserwować je w locie. Widok krążących nad górami kondorów jest niesamowity. Udało mi się uwiecznić je na zdjęciach. Na wysokości dwóch tysięcy metrów spotkałem samotnego psa, którego również sfotografowałem.

W jaki sposób stara się Pan pomagać zwierzętom?
Jeżdżąc samochodem po kraju wozimy zawsze w bagażniku karmę dla zwierząt. Jeśli widzimy bezdomne koty, dokar-miamy je. Staram się wspierać różne akcje organizowane na rzecz pomocy zwierzętom. Myślimy o przeprowadzce do domu za miastem, co pozwoliłoby nam na posiadanie większej ilości zwierzaków – zwłaszcza tych, które moglibyśmy przygarnąć.


Rozmawiała Natalia Gierymska