Katarzyna Grochola z Zarazem
fot. Krzysztof Jarczewski

Jej książki sprzedają się w tysiącach egzemplarzy i zostały przełożone na kilka języków. Sukces odniosły powieści takie jak "Nigdy w życiu!" czy "Ja wam pokażę!", a także filmy nakręcone na ich podstawie. Przygody głównej bohaterki Judyty bawiły nas i wzruszały. Ostatnio wydana powieść "Trzepot skrzydeł" również zyskuje uznanie czytelników. My rozmawiamy z Katarzyną Grocholą o jej sympatii do zwierząt.

Urodziła się Pani w Krotoszynie. Czy w Pani domu rodzinnym były zwierzęta?
Urodziłam się w Krotoszynie, ale mój dom rodzinny był w Poznaniu. I tu pewnego dnia pojawił się w drzwiach duży rudy pies, a za nim moja mama. Pies przyjechał z daleka, piękny mieszaniec pudla białego królewskiego i chyba setera, budził sensację na ulicy, ponieważ do połowy był jasnorudy, to znaczy głowa, kark, przednie łapy, a od połowy ciemnorudy. Ludzie pukali się w głowę, że farbujemy psa. Był z nami przed siedemnaście lat.

Obecnie ma Pani dwa koty o imionach Zaraz i Przytul oraz psa Ałgana. Proszę o nich opowiedzieć.
Kot Zaraz ma jedenaście lat i został wychowany przed mojego poprzedniego psa, Supła, w związku z tym podaje łapę, kiedy prosi o jedzenie. Jak pojawił się mały Ałgan, golden retriever, Zaraz zaczął go natychmiast wychowywać – wobec tego pies łazi po stole w ogrodzie (tak jak to robi kot) i po parapecie zewnętrznym od strony kuchni. A pewnego dnia pies przyniósł w mordzie małego kotka – który przeszedł do nas chyba przez oczko siatki i Przytul został na zawsze, uznał psa za swoją matkę, do dzisiaj ssie mu ucho i zasypia na jego brzuchu. Nam nie daje się dotknąć, nazywa się nieadekwatnie do swojego imienia. Uważa, że to pies mu otwiera puszki.

Czy zwierzaki dobrze dogadują się ze sobą? Czy rywalizują o Pani uczucia?
Koty niespecjalnie się lubią, bo rywalizują o uczucia psa. Zaraz poczuł się odrzucony, bo to on zasypiał w jego objęciach. Właściwie powinnam powiedzieć, że ja mam tylko jednego psa i jednego kota, bo drugi kot jest psa. Co niezwykłego jest w naturze Pani kotów? No cóż, może to, że uważają psa za matkę? Że one dokonują wyboru? Robią co chcą? Ale przy całej swojej niezależności kochają i chcą być kochane?

Często mówi Pani w wywiadach, że lubi towarzystwo zwierząt. Czy mając duży dom pod miastem może się Pani nimi otaczać? Czy wyobraża sobie Pani dom bez zwierząt?
Wyobrażam sobie spokojnie, albowiem mam wyobraźnię. Ale mój dom jest pełen zwierząt, a kiedy mieszkała ze mną córka miałyśmy – 22 myszki japońskie, jednego szczura (który pięknie bawił się z psem), trzy koty, jednego psa, jednego chomika (którego bardzo nie lubił szczur), kijanki, dwie żaby, trzy dzikie polne myszy (które przyniósł do domu kot i wypuścił w kuchni), jednego psa przybłędę o imieniu Kurczak i małą hodowlę raków.

W swoich książkach podejmuje Pani różne tematy. Pisze Pani o miłości, związkach międzyludzkich, a czy lubi Pani pisać o zwierzętach? Czy czworonogi, które Pani posiada, kiedykolwiek zainspirowały Panią do wprowadzenia podobnych postaci do Pani powieści?
Owszem, wszystkie cztery tomy Judyty są również opowieścią o moich zwierzętach. Zaraz jest kotem Judyty tak samo jak moim i psa też jej pożyczyłam.


Rozmawiała Natalia Gierymska