Katarzyna Dowbor z Dyziem

Katarzyna Dowbor – jedna z najbardziej popularnych prezenterek i dziennikarek, od lat związana z TVP 2. Prywatnie właścicielka kota Dyzia, psa Pepe i konia Rodezji. Ma na swoim koncie sukcesy w ujeżdżeniu na Jeździeckich Zawodach Gwiazd w Zakrzowie. Razem z 9-letnią córką Marysią kochają zwierzęta. Spotkaliśmy się w ich domu w Konstancinie.

Dzieciństwo spędziła Pani w Toruniu. Czy w Pani domu rodzinnym były zwierzęta?
W naszym domu było ich pełno. Mój ojciec był biologiem, wykładał na uniwersytecie. Dzieciaki mieszkające w okolicy myślały chyba, że jest lekarzem weterynarii. W rezultacie wszystkie znalezione na podwórku chore czy potrzebujące zwierzaki przynoszono do nas. Tata znakomicie się nimi zajmował. Zwierzęta lubiła zawsze także moja mama. Mieliśmy psy, koty, ptaki, świnki morskie, chomiki.

Czy Marysia również wychowywała się blisko nich?
Tak. Jeszcze jak byłam z Marysią w ciąży miałam dwa koty i trzy psy. Wśród nich była cudowna dożyca Czesia. Pamiętam, że po urodzeniu Marysi suczka kładła się obok jej wózka. Był to niezwykły widok – wielki pies pilnował malutkiego dziecka. Uwieczniono to nawet na sesji fotograficznej do jednej z gazet. Gdy Marysia miała rok, uczyła się chodzić trzymając dożycę za obrożę. W tym okresie mieliśmy również ukochaną 14-letnią kotkę Zuzię. Wcześniej ze zwierzakami wychowywał się również mój starszy syn Maciej. Obecnie ma labradorkę Dziunię.

Marysia nadal lubi zwierzęta?
Bardzo. Wymyśla o nich bajki, uczy się jeździć konno i marzy o tym, by mieć kucyka. To na jej prośbę kupiłyśmy Pepka i Dyzia. Psa dostała ponad dwa lata temu, kiedy przeprowadzałyśmy się do tego domu. Wybrałam jack russell teriera, ponieważ psy tej rasy lubią konie. Pepe jest wesoły i towarzyski. Często zabieram go ze sobą do stajni, gdzie trzymam moją klacz Rodezję. Kocurek Dyzio trafił do nas półtora roku temu. Po raz pierwszy zobaczyłyśmy go z Marysią w hodowli kotów rosyjskich niebieskich, kiedy miał zaledwie jeden dzień. Czekałyśmy, aż skończy osiem tygodni. Po tym czasie zabrałyśmy go do siebie i przedstawiłyśmy psu. Na szczęście Pepcio od razu zaakceptował Dyzia i do dziś są w przyjaźni.

Jaki jest Dyzio?
To uroczy kot, który ma swój świat. Całe dnie spędza na dworze. Trzeba przyznać, że trochę zdominował psa. Kiedy kot je, Pepe cierpliwie czeka na swoją kolej. Dyzio nie jest zbyt wylewny, za to bardzo łagodny. Marysia bawi się z nim, przytula go, nosi na ramieniu. Nie zdarzyło się, żeby ją podrapał. Muszę powiedzieć, że podziwiam charakter kotów. Każdy z nich jest inny. Są niezależne, dlatego gdy okazują uczucie, człowiek to docenia. Czasami znajomi dziwią się, że mam takie udane zwierzaki. A ja myślę, że są takie, bo czują się bardzo kochane.

Czy projektując swój dom, tworzyła go Pani również z myślą o podopiecznych?
Oczywiście. Pepe ma tutaj swój ulubiony fotel i zabawki. Razem z Dyziem śpią w łóżku. Kiedy chcą, mogą wychodzić do ogrodu przez specjalnie zamontowane wyjście. Na ścianie wiszą zdjęcia moich zwierzaków, również tych, których już z nami nie ma. Marzy mi się, żeby w przyszłości mieszkać w odzyskanym starym dworze, gdzie mogłabym mieć zwierzęta i stajnię dla koni.


Rozmawiała Natalia Gierymska