Marzena Rogalska z Kolą

O swojej uroczej kotce Koli opowiada nam dziennikarka radiowa i telewizyjna Marzena Rogalska. Możemy ją oglądać w telewizyjnym talk-show "Miasto kobiet" oraz usłyszeć w porannych audycjach Antyradia.

Kiedy zaczęła się Pani sympatia do kotów?
Miłością do kotów zaraziłam się od mojej siostry, która mieszka w leśniczówce niedaleko Bielska Białej. Pewnego dnia przyszła do niej dzika kotka po wypadku trzymająca w zębach małego kociaka. Położyła go na progu, zupełnie jakby chciała oddać go ludziom i w ten sposób uratować. Kociej mamy nie dało się wyleczyć, za to kotek został w leśniczówce. Był to pierwszy kot w naszej rodzinie, bardzo go pokochaliśmy. Dzięki niemu zrozumiałam, że sama chcę mieć takiego przyjaciela.

Czy to wtedy trafiła do Pani Kola?
Najpierw mieliśmy śliczną szylkretową kotkę Tosię, którą dostałam w prezencie od mojej koleżanki. Niestety po paru latach ktoś mi ją ukradł. Kotka lubiła przesiadywać na zewnętrznym parapecie i podejrzewam, że to stamtąd musiała zostać zabrana. Natychmiast rozpoczęłam poszukiwania, ale bez skutku. Po paru tygodniach zadzwoniła koleżanka mówiąc, że podobny kot błąka się na jakimś osiedlu i drapie w okna na parterze domagając się wpuszczenia do środka. Pojechałam tam, ale okazało się, że to nie była Tosia tylko inna kotka, która przypominała ją kolorem futerka. Zabrałam ją do domu z myślą, że znajdą się jej właściciele. Nikt jednak się po nią nie zgłosił i całe szczęście, bo już zdążyłam się w niej zakochać. Można powiedzieć, że Kola w pewien sposób wynagrodziła nam odejście Tosi. Jest z nami już dziesięć lat.

Jakim kotem okazała się Kola?
Wspaniałym! To kot, który kocha ludzi. Domaga się kontaktu. Lubi się przytulać, śpi na poduszce. Jest również bardzo gadatliwa i głośna. Kola ma dość silny charakter, potrafi zdominować zarówno inne koty, jak i psy. Bez żadnych problemów podróżuje z nami samochodem między Warszawą a Krakowem. Tylko gdy wyjeżdżamy za granicę, opiekuje się nią mój tata. Kola jest piękną kotką. Podobnie jak ona mam niebieskie oczy. Najmilszy komplement, jaki w życiu usłyszałam, pochodził od mojej koleżanki, która stwierdziła, że jesteśmy z Kolą do siebie podobne.

Co w kotach jest takiego niezwykłego, że tak je Pani lubi?
Koty są dla mnie ideałami piękna. Podziwiam grację, z jaką się poruszają. Są zgrabne, dystyngowane i zwinne. Lubię słyszeć odgłos drepczących kocich łapek po drewnianej podłodze. Cenię je również za ich niezależność. Podoba mi się w nich także to, że nigdy się nie śpieszą. Poza tym żadne inne zwierzę nie potrafi tak uwodząco mruczeć. Wierzę w to, że koty mają właściwości terapeutyczne. Głaskanie ich uspokaja i odstresowuje. Dzięki nim człowiek musi zwolnić tempo.

Czy zdarzyło się Pani uratować jakieś zwierzę?
Tak, wiele razy. Jestem mistrzynią w akwizycji kotów. Pomagam szukać im nowych domów. W tym celu wykorzystuję głównie moje znajomości towarzyskie. Obdzieliłam już kotami całą rodzinę i większość znajomych.


Rozmawiała Natalia Gierymska