Majka Jeżowska z Melą

O swojej kotce Meli opowiada nam Majka Jeżowska - jedna z najpopularniejszych polskich artystek. Autorka wielu znanych piosenek dla dzieci. Wśród licznych jej płyt ważne miejsce zajmuje, nagrany przed laty, album "Kochaj czworonogi", którego tytuł do dziś jest cennym przesłaniem.

Kiedy zaczęła się Pani sympatia do kotów i jak Mela trafiła do Pani?
W pobliżu naszego domu w Nowym Sączu, gdzie się wychowałam, zawsze było dużo kotów. Uwielbiałam je obserwować. Razem z siostrą nadawałyśmy im imiona, naśladowałyśmy ich głosy. Koty towarzyszyły mi przez cały okres szkoły podstawowej i średniej. Podobnie było, gdy opuściłam dom rodzinny i wyjechałam do Chicago. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych zamieszkałam na warszawskim Ursynowie, gdzie również chciałam mieć kota. Długo nie mogłam się na to zdecydować, ponieważ dużo podróżowałam. Pewnego dnia odwiedziłam moich przyjaciół Piotra i Ewę Fronczewskich. Zobaczyłam, że oprócz kocura, którego znałam od dawna, mieli także trzymiesięczną, trójkolorową kotkę Melę. Namówili mnie, żebym wzięła ją do siebie. I tak wróciłam do domu taksówką z malutką Melą w koszu wiklinowym. Kotka od razu się u mnie zadomowiła. Od tamtej pory minęło już dziewięć lat.

Jaka teraz jest Mela?
Jest bardzo gadatliwa. Nauczyłam się rozpoznawać jej głosy i dobrze wiem, kiedy chce jeść, a kiedy potrzebuje czułości. Przyznaję, że trochę ją rozpieściłam. Mela lubi wylegiwać się na fotelach, które są już całe podrapane. Śpi również na parapecie i w łóżku. Chętnie poluje na owady. Często przytula się do mnie i prosi, by ją pogłaskać. Bywa płochliwa wobec obcych. Jednak jej najbardziej niezwykłą cechą jest to, że codziennie wychodzi na spacery. Wyprowadzamy ją z mężem na smyczy, zupełnie jak psa. Stało się to już jej nawykiem do tego stopnia, że każdego wieczoru czeka przy drzwiach i domaga się wyjścia. Na dworze biega wzdłuż ogrodzenia, węszy i obserwuje. Nie przeszkadzają jej nawet największe mrozy. Mela zachowuje się niczym najlepszy ochroniarz. Prawdopodobnie wyczuwa inne zwierzęta i chce je przegonić ze swojego terenu. W ten sposób próbuje zadbać o swoje i nasze bezpieczeństwo.

Za co najbardziej lubi Pani koty?
Lubię odtykać miękkiego kociego futra, słyszeć ich rozmaite dźwięki, patrzeć w ich piękne oczy. Podziwiam wszystkie koty, również te wielkie i dzikie, żyjące w Afryce. Wierzę w to, że zwierzęta mają duszę.
Posiadają swój rozum i emocje. Potrafią również wyczuwać nasze nastroje i intencje. Są jak małe dzieci, którymi powinniśmy się opiekować. Mela należy do rodziny i jest ważną częścią naszego życia.

Czy zdarzyło się Pani kiedykolwiek uratować życie jakiemuś zwierzakowi?
Tak. Kiedyś wracając samochodem z koncertu, zobaczyłam potrąconego kota na jezdni. Zatrzymałam się i przeniosłam go na chodnik. Był w takim szoku, że poderwał się i natychmiast gdzieś czmychnął. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Zawsze staram się wspierać różne inicjatywy mające na celu pomoc zwierzętom.


Rozmawiała Natalia Gierymska