Krzysztof Jankowski „Jankes” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce głosów radiowych. Od lat znany słuchaczom z anteny Radia ESKA. Obecnie prowadzi poranny program Obudź Się Na Jankesa. Dumny opiekun jack russel terriera o imieniu Jimmy. Aktywnie zaangażowany w akcje pomocy bezdomnym zwierzętom oraz promowanie adopcji.

Gwiazdą dzisiejszego dnia jest Jimmy. Ale jak wyglądały Twoje relacje z in­nymi zwierzakami? Czy czworonogi były obecne w Twoim domu rodzinnym?
Jimmy jest drugim psem w moim życiu, pierwszym czworonogiem była krótkowłosa jamniczka Kaja. Mieszkała z nami w domu rodzinnym 14 lat. Bardzo miło wspominam ten czas. Była pełnoprawnym członkiem rodziny, szanowaliśmy jej potrzeby i zwyczaje. Praktycznie nie było z nią żadnych kłopotów. Pozostały miłe wspomnienia i wielka sympatia do czworo­nogów. Przez około 20 lat żyłem bez psa u swojego boku. Na szczęście pojawił się Jimmy. Mogę powiedzieć, że mam szczęście do zwierzaków, które pojawiają się w moim życiu. Pomimo, że obydwie rasy z którymi miałem do czynienia są uważane za dość „trudne”, nigdy nie miałem z nimi większych problemów.

Jaka jest historia Jimmy’ego?
Moja partnerka wyjechała na weekendowy wypad z przyjaciółkami. Z jedną z nich przyjechał właśnie Jimmy. Miał wtedy około 6 miesięcy. Okazało się, że nie może trafić do rodziny, która wcześniej go wybrała, ponieważ ma krzywy kieł i nie będzie psem wystawowym. Szukano więc domu dla Jimmy’ego. Początkowo miał go wziąć ktoś inny, ale przyznam, że czekaliśmy jak na szpilkach na decyzję osoby, która miała go przygarnąć. I udało się. Chyba Jimmy był nam pisany. Nie wyobrażamy sobie obecnie życia bez naszego czworonożnego synka.

Jak zmieniło się Wasze życie po wkroczeniu do niego Jimmy’ego?
Przede wszystkim, z radością wstaję, wiedząc, że wyjdziemy na spacer. Kiedyś, miałem z tym większy problem, bo jest to zwykle 5:30 rano. Bardzo polubiłem nasze poranne szybkie spacerki. Uśmiechamy się do siebie od rana, Jimmy podnosi głowę, wita mnie swoją mądrą miną i kilkoma pozycjami jogi. Bez przeciągnięcia, nigdzie się nie rusza. Po powrocie karmię go, a on, najedzony, wraca dalej spać. Kolejnym rytuałem jest to, że pozostawiam swojej dziewczynie informację o tym, jak wyglądał nasz spacer z Jimmym, czy udało mu się załatwić wszystkie potrzeby. Zapisuję na karteczce S albo S+K.

Jakie rytuały, poza wspólnymi spacerami towarzyszą Wam z Jimmym?
Od początku nie mieliśmy z Jimmym problemów wychowawczych. Czytaliśmy wprawdzie w poradnikach, jak wychować psa. Jednak moim zdaniem, jeśli pomiędzy nami, a czworonogiem od początku zaistnieje wyjątkowa więź, a tak było w naszym przypadku, sami naturalnie wyznaczamy granice, których nie przekraczamy. Tak więc Jimmy śpi z nami w łóżku, towarzyszy nam w codziennym życiu i nie sprawia żadnych kłopotów. Czuje, że szanujemy go i kochamy i odwzajemnia nam się tym samym. Mamy ulubiony rytuał, który nazywamy „zbiorczym przytulakiem”. Bierzemy Jimmy’ego na ręce i mocno porządnie się przytulamy przez przynajmniej minutę. Uwielbiamy także razem podróżować, zarówno samochodem, jak i pociągiem czy tramwajem. Nasz pupilek wsiada, kładzie się (oczywiście zapięty pasami bezpieczeństwa) i idzie spać. Możemy go wszędzie zabrać i dostarczać mu tym samym różnorodnych bodźców. Jack russel terriery słyną z tego, że bywają nieznośne i zwariowane, ale nasz Jimmy jest absolutnym wyjątkiem. Ja wprawdzie nie uczę go specjalnych sztuczek, ale moja partnerka ma więcej cierpliwości i doskonale wychodzą mu wszystkie komendy.

Aktywnie angażujesz się w pomoc bezdomnym zwierzakom? Zawsze włączałeś się w tego typu akcje? Czy zmieniło się to po pojawieniu się Jimmy’ego?
Z pewnością kiedy mamy psa pod swoją opieką w domu, zaczynamy zwracać większą uwagę na zwierzęta w ogóle, szczególnie te, które potrzebują wsparcia. Otwieramy się na nowe sytuacje i możliwości pomocy. W pewnym momencie zeszły się drogi moje i Doliny Noteci. Od niedawna Jimmy stał się Prawą Łapą Prezesa, czyli psiaka który reprezentuje markę. On sam nie zawsze ma czas, aby jeździć i pomagać swoim czworonożnym braciom i siostrom w potrzebie. Tak więc Jimmy, jako jego Prawa Łapa, a ja jako opiekun Jimmy’ego, jeździmy i wspólnie odwiedzamy schroniska w potrzebie, przekazując im karmę. Zaczęliśmy od Warszawy, kilka dni temu byliśmy w Bytomiu. A przywozimy ze sobą nie mało, bo około 500 kilogramów pysznego pożywienia. Promuję także akcje pomocy na swoim fanpage’u. I widzę, że to działa. Jimmy wprawdzie pochodzi z hodowli, ale gdybym miał stać się opiekunem kolejnego zwierzaka, na pewno byłby to psiak ze schroniska.

Rozmawiała: Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała: Taida Tarabuła