Anna Gornostaj – aktorka teatralna i filmowa, znana także ze szklanego ekranu między innymi z serialu „Barwy Szczęścia”. Absolwentka PWST w Warszawie. Założycielka Towarzystwa Teatrum, obecnie dyrektor Teatru Capitol w Warszawie. Opiekunka czworonogów, kota Kluska i suni Luli.

Zwykle pytamy naszych rozmówców na początku wywiadu, kiedy pojawiła się w ich życiu miłość do zwierząt. Jak było w Pani przypadku?
Zwierzęta były zawsze obecne w moim życiu. Uważam, że bez czworonogów w rodzinie nie ma poczucia wspólnoty i dobrej energii. Zwierzęta leczą nas, rozładowują nasze emocje, są ogromnym wsparciem. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt w moim otoczeniu. W domu rodzinnym pojawiały się różnorakie. Mój ojciec miał nawet kunę. Przez chwilę opiekowaliśmy się osieroconym niedźwiadkiem. Nie zliczę psów i kotów jakie mieszkały z nami. Ogromną tragedią było więc dla mnie gdy okazało się, że moja córka ma alergię na sierść zwierząt. Długi czas staraliśmy się nie przejmować tym i zbagatelizowaliśmy problem. W pewnym momencie musieliśmy na chwilę pożegnać się ze zwierzętami. Jednak po leczeniu udało nam się znowu mieć czworonożnych podopiecznych. Najpierw kota Kluska, a następnie, po roku Lulę. Obydwa zostały z nami, ponieważ moja córka wyprowadziła się. Czworonogi dostarczają mi bardzo dużo radości, codziennie rano uśmiecham się kiedy je widzę. Rozpoczynam pracę na planie dość wcześnie, wszyscy po przyjściu do garderoby są jeszcze zaspani. Natomiast ja śpię z moimi zwierzakami i przychodzę z dawką pozytywnej energii.

Czy zdarza się Pani zabierać ze sobą czworonogi na plan?
Poczyniłam taką próbę z Kluskiem. W jednym ze spektakli odbywała się scena z kotem. Ponieważ Klusek jest z wyglądu bardzo efektowny (co nie licuje z jego imieniem), pomyślałam, że nada się do tej roli. Okazało się, że nie podołał zadaniu aktorskiemu, za co go nie winię. Najpewniej ma charakter domatora i nie chciał zostać gwiazdą. Natomiast Lusia jest terrierem, tak więc nie potrafi zachowywać się wystarczająco spokojnie aby siedzieć w garderobie i czekać na mnie.

Jakie są ulubione zajęcia Lusi?
Jej ulubionym hobby są zabawki. Pewnego razu wybrałyśmy się do sklepu zoologicznego. Lusia wpadła w szał, niesamowicie cieszyła się z ilości nowych zabawek które zobaczyła. Chyba żadne dziecko na świecie nie cieszyłoby się bardziej. Lusia daje nam ogromne dawki bezinteresownej miłości. Inaczej okazuje ją każdemu z członków rodziny, ale daje nam odczuć swoją pozytywną energię każdego dnia.

Jak Lusia funkcjonuje z Kluskiem?
Jak pies z kotem, czy jest między nimi przyjaźń? Jak wcześniej wspomniałam, najpierw w naszym domu zamieszkał Klusek, a następnie pojawił się szczeniak, czyli właśnie Lusia. Przez pierwszy rok sunia bardzo dużo chorowała. Moja córka pomagała jej uporać się z wieloma problemami. Okazało się, że Lusia pochodziła z nielegalnej hodowli, która także dzięki Basi została później zamknięta. Natomiast wracając do przyjaźni Lusi i Kluska. Kot jest bardzo flegmatyczny w swoim zachowaniu i ruchach. Natomiast Lusia zamieniła się z Kluskiem rolami. Czasami chodzi po meblach. Od początku sunia traktowała Kluska jak tatę, kogoś kto był w domu pierwszy, natomiast po 5 latach przejęła rolę gospodyni w domu. Jest także o Kluska zazdrosna. W łóżku każde z nich ma swoje terytorium. Najgorzej mam chyba ja, bo muszę się dopasować do kształtu grupy. Lusia ma w sobie ogromną energię. Być może wynika to z charakteru jej rasy. Uwielbia pokonywać przeciwności.

Czy poza opieką nad swoimi zwierzakami, uczestniczy Pani także w akcjach pomocy zwierzętom bezdomnym?
Zdecydowanie tak. Staram się wspierać organizacje pomagające bezdomnym czworo­nogom. Organizujemy w teatrze wspólnie z kolegami i koleżankami akcje propagujące adopcję zwierząt. Wiele spotkań przedadopcyjnych jest organizowanych właśnie w naszym teatrze. Wielu z aktorów Teatru Capitol zaadoptowało zwierzaki ze schronisk. Pamiętam historię, w której dwie aktorki z naszej teatralnej obsady jadąc na spektakl do jednego z polskich miast, na stacji benzynowej podczas postoju zobaczyły błąkające się psy i niewiele się zastanawiając, postanowiły zabrać je ze sobą. Sytuacja była o tyle zabawna, że spektakl na który jechały, nosił nazwę „Kiedy kota nie ma”. Tak więc jak widać, gdy kota nie ma… jest pies! Raz do roku pracownicy teatru organizują akcję zbiórki karmy i koców dla schronisk. Mamy atmosferę życzliwą dla zwierząt.

W tym roku 10-lecie Teatru Capitol. Postanowiła Pani napisać książkę, aby opowiedzieć w niej o swoich podróżach.
Od wielu lat podróżujemy z mężem po całym świecie. Kiedyś z plecakami, dziś częściej z walizkami. Jednak jedno się nie zmieniło. Zawsze chcemy w nowym miejscu poznawać zjawiska teatralne. Można zaobserwować niezwykłe rzeczy. W jednym z krajów głównym rodzajem teatru są sztuki przedstawiane za pomocą kukiełek. W teatrze narodowym wystawiane są wyłącznie przedstawienia z udziałem lalek. W Chinach natomiast bardzo popularne są spektakle wodne. Poznawanie innej kultury właśnie w teatrze, to wyjątkowe doświadczenie. Te wspaniałe podróże śladami teatru postanowiłam opisać w mojej książce.

Rozmawiała: Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała: Magdalena Wiśniewska-Krasińska