Sara Jaroszyk – piosenkarka, autorka tekstów i kompozytorka. Absolwentka szkoły muzycznej pierwszego stopnia w klasie fortepianu. Na swoim artystycznym koncie ma cztery płyty, trzy z nich były zbiorami utworów dla dzieci, natomiast ostatni, pierwsze „dorosłe dziecko” artystki to album „Wild At Heart”. Obecnie nagrywa płytę „Światłocienie”, która ukaże się w 2018 roku i będzie debiutem fonograficznym artystki. Jest wielką miłośniczką zwierząt. Bierze udział w wielu akcjach charytatywnych mających na celu dobro i pomoc zwierzętom bezdomnym.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze zwierzętami?
Obecnie jestem opiekunką 17-letniego jamnika o imieniu Bingo. Jednak od zawsze w domu rodzinnym mieliśmy czworo­nogi. Zaczęło się od jamnika, który mieszkał z moimi dziadkami. Mama spotkała go w autobusie, w drodze do domu. Był z nami 18 lat. To właśnie on nauczył mnie pierwszych pozytywnych emocji jakie mogą dać nam zwierzęta. Miał bardzo silny charakter. Wszystkie jamniki, z którymi się spotkałam miały osobowość. Następnym psem w moim życiu był golden retriever. Nie mieszkał z nami jednak długo ponieważ okazało się, że mam uczulenie na długą sierść. Przekazałyśmy ją do domu przyjaciółki mojej mamy, w dobre i kochające ręce. Bardzo doskwierał mi brak przyjaciela na czerech łapach. Pewnego dnia, a była to Wigilia, okazało się, że moja mama postanowiła sprawić mi wspaniały rodzinny prezent w postaci Binga. Jesteśmy razem już 17 lat. Od razu chciałabym zaznaczyć, że nie był to prezent wyłącznie dla mnie, od początku mama zdawała sobie sprawę z konsekwencji posiadania psa i opiekowałyśmy się nim razem.

Czy przyjaźń Twoja i Binga rozpoczęła się właśnie tego dnia?
Tak, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Był bardzo ruchliwy, uwielbiał się ze mną bawić. Jak się okazało, już na etapie wybierania psa w hodowli, Bingo zadecydował że to właśnie on dołączy do naszej rodziny. Wszystkie pozostałe szczeniaki były bardzo spokojne, natomiast właśnie Bingo od razu przybiegł do mojej mamy. Jak się później dowiedziałam, już pierwszej nocy postanowił także spać w łóżku i tak pozostało do dziś. Historią która także bardzo nas do siebie zbliżyła była choroba nowotworowa Binga. W wieku 5 lat zachorował na czerniaka. Wspólnie z lekarzami weterynarii podjęliśmy się leczenia pieska na wszelkie możliwe sposoby. Po jakimś czasie wyjechałyśmy na wakacje zostawiając Binga u dziadków.Po powrocie okazało się, że piesek podczas pobytu na działce wsadził nos w gniazdo os, które go pogryzły. Na szczęście udało się go uratować zastrzykiem adrenaliny. Jego wola życia i walki była ogromna. Najdziwniejsze jest to, że po tej właśnie sytuacji Bingo przestał chorować na raka. Niestety nie była to ostatnia nieprzyjemna przygoda Binga, ponieważ kilka lat temu doznał urazu kręgosłupa. Przestał chodzić, lekarze nie dawali mu zbyt wielkich szans na przeżycie. Byłyśmy załamane i oczywiście próbowałyśmy różnych rodzajów terapii. Pewnego dnia, po wielu dniach bezruchu, kiedy traciłyśmy już nadzieję Bingo wstał i przyczołgał się do nas. Za bardzo nas kochał, aby odejść. Dziś, mimo wielu nieprzyjemnych przygód i urazów, piesek normalnie chodzi i cieszy się życiem u naszego boku. Można naprawdę uczyć się od niego woli do walki o życie.

Jakie są zwyczaje Binga i jego ulubione zajęcia?
Kiedy był młodszy spędzaliśmy czas bardzo aktywnie, uwielbialiśmy bawić się w chowanego. Pewnie w ten sposób spełniał swoje myśliwskie umiejętności. Przepada także za spacerami po lesie. Nauczyłam go wielu komend. Czy zgadzasz się z powiedzeniem „Są psy i jamniki”? Zdecydowanie tak, jamnik ma swój unikalny charakter. Jest to bardziej pies partner. Nie chce aby mu coś narzucać. Informuje nas o tym, co akurat chciałby zrobić. Bardzo kocham mojego psa i nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciela na czterech łapach.

Rozmawiała i fotografowała:
Dorota Szulc-Wojtasik

 

Zachęcamy do przekazania 1% podatku
na rzecz Fundacji SOS dla JAMNIKÓW
KRS: 0000413378, cel szczegółowy JAMNIKI.
kom. 882 022 891, e-mail: [email protected]

 

 

Na pytania odpowiada Dorota Gorczyca-Wożniak Prezes Fundacji SOS dla Jamników

Na czym polega działalność fundacji SOS dla Jamników?
Wszelkie nasze działania związane są z pomocą jamnikom, jamnikopodobnym, parówkowatym ale także psom innych ras w potrzebie. Pracujemy zawodowo, mamy rodziny, dzieci, własne psy, życie osobiste. Pomoc psiakom to nasze hobby, pasja, której jednak poświęcamy się codziennie. Postanowiliśmy połączyć siły i zadbać nie tylko o psy tej wspaniałej rasy, które są członkami naszych rodzin, ale też o te, którym w życiu szczęścia zabrakło. Stworzyliśmy zespół osób, które w gąszcz swych codziennych spraw wplatają pomoc jamnikom w potrzebie. Działaliśmy wiele lat, przyszedł czas na sformalizowanie. Dlatego złożyliśmy wniosek o rejestrację ogólnopolskiej Fundacji SOS dla Jamników. Dla nas nieważne jest skąd pochodzi jamnik, ważne ze potrzebuje pomocy. Nie mówimy, że zawsze się uda, ale zawsze staramy się i podejmujemy wszelkie realne i możliwe działania. I udaje się to częściej niż można przypuszczać. Chcieć to móc, móc to chcieć – i tego się trzymamy. Staramy się działać szybko, rozsądnie i sprawnie. Ratujemy psy które tkwią uwięzione w schroniskach, są w domach, w których nie mogą dłużej być. Zabieramy je zza krat, z pseudohodowli. Odżywiamy, leczymy, socjalizujemy. Dajemy im wiarę w to, że będą jeszcze cieszyć się własną kanapą. W miarę możliwości, dzięki ludziom dobrej woli, pokrywamy koszty leczenia, badań, transportu. Potem szukamy dla nich domów, odpowiedzialnych, kochających, na całe życie. Praktyka pokazała, że warto. Coraz więcej osób zgłasza się do nas z informacjami o jamnikach w potrzebie. Każdy z tych psów ma dla nas wyjątkowe znaczenie i w każdego z nich wkładamy maksimum sił, wiary i czułości.

Jakie są wasze bieżące potrzeby?
Potrzebujemy pomocy w opłatach weterynaryjnych i hotelowania. Marzymy o własnym Hoteliku. Szukamy ludzi, którzy zechcą prowadzić dom tymczasowy. Zapewniamy karmę, koszty weterynaryjne i opiekę zoopsychologa. Potrzebujemy także akcesoriów czyli legowisk, szelek, smyczy, obroży.