Robert Kantereit, dziennikarz i prezenter telewizyjny. W latach 1995–2004 związany z Polskim Radiem Gdańsk. Prowadził popołudniowe wydania audycji Zapraszamy do Trójki w Programie III Polskiego Radia. Prowadził także poranne programy: Kawa czy herbata? Pytanie na Śniadanie i Dzień Dobry TVN. Od dwóch lat jest gospodarzem programu Poranek w TVN 24. Uważa, że w przypadku decyzji o posiadaniu nowego członka rodziny jakim jest pies wybór jest jeden, udanie się do schroniska po czworonoga, który potrzebuje pomocy. Wspólne z żoną i córką opiekuje się przygarniętą, uroczą kundelką o imieniu Moli.


Relacje z psami, jak to się zaczęło?
Można powiedzieć, że pochodzę z rodziny psiarzy. Naszym pierwszym był cocker spaniel angielski. Znalazłem go w wieku 10 lat, przywiązanego na ulicy. Było to spełnienie moich dziecięcych marzeń, postanowiłem uratować mu życie i zabrać do domu. Jednak po tygodniu okazało się, że nie uratowałem go przed złym losem, a jedynie odwiązałem psa, który pod sklepem czekał na swoją opiekunkę załatwiającą tam sprawunki. To zabawne wspomnienie, świadczy o tym, jak bardzo od najmłodszych lat, chciałem mieć przyjaciela na czterech łapach. Potem mieliśmy już naszego, rodzinnego psa – pudla Dinę. Była bardzo inteligentna. W latach 80’tych kiedy zakupiliśmy Dinę w Polsce modne były najbardziej właśnie cocker spaniele i pudle. Nie było, jak obecnie czasopism, książek i programów edukacyjnych. Każdy wybierał swojego przyszłego psa kierując się tym jakie doświadczenia mają znajomi. Pomocny był również jedyny dostępny Atlas Psów.

Jaka jest historia Twojej pierwszej osobistej suczki?
Niunia, zwana także owczarkiem kaszubskim, czy też miss schroniska w Sopocie, znalazła się u nas w bardzo ciekawych okolicznościach. Chcieliśmy w tamtym czasie z moją ówczesną dziewczyną, obecnie już żoną, kupić buldoga francuskiego. Mieliśmy wybraną hodowlę i miot. Los jednak chciał, że po drodze zajrzeliśmy do schroniska w Sopocie. Trafiliśmy tam na bardzo odpowiedzialnego dyrektora placówki, który na początku przeprowadził z nami rozmowę o odpowiedzialności. Służył także radą i bardzo przekonywał do adopcji. Opowiedzieliśmy mu o naszych planach i wtedy przyniósł nam właśnie Niunię. Przez pierwsze tygodnie to było takie poznawanie siebie nawzajem. Sunia obwąchiwała wszystkie kąty, poznawała nasz rytm dnia i przyzwyczajenia. Jak już szczęknęła pierwszy raz, socjalizacja poszła szybko i zachowywała się jakby była nasza
od zawsze. Niunia szybko przekonała się, że jest bezpieczna, ma wsparcie, opiekę i czas na przytulanie i zabawę. Z czasem nawet wymusiła spanie w łóżku. Niunia była uroczą i kochaną 7 kilogramową sunią, która zauroczyła nas od pierwszego wejrzenia. Z biegiem dni otwierała się na świat i staliśmy się nierozłączni. Zmieniała z nami miasta, mieszkania, a nawet towarzyszyła w każdej podróży. Przeżyliśmy wspólnie 17 lat fajnego życia z członkiem rodziny na czterech łapach.

Dlaczego warto mieć psa z adopcji?
Tamtego dnia 20 lat temu, w schronisku, zakodowałem sobie, że jeśli szukamy pupila na czterech łapach, powinien to być psiak adoptowany z trudnych warunków, który nie ma domu. Najlepszy przyjaciel czeka na każdego w schronisku. Okazało się, że podarowanie domu psu, który tego potrzebuje to wielka frajda. Może są sytuacje, kiedy trzeba z czworonogiem dłużej pracować aby przystosować go do życia w rodzinie, każdy przecież przypadek jest inny. A w schroniskach przebywają psy różnej wielkości, o różnych temperamentach i upodobaniach. Aby dopasować psa do opiekuna i jego warunków bardzo ważna jest długa i szczera rozmowa z pracownikiem placówki lub wolontariuszem, który socjalizuje czworonoga przed wydaniem go do domu docelowego. Miłośnikom ras przypominam, że oprócz kundelków są tam także tacy pensjonariusze. Jestem o tym przekonany i namawiam wszystkich do zabrania psa ze schroniska. Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich lat obserwujemy „wielki marsz kundelków”. Coraz więcej osób decyduje się na adopcję psa wielorasowego ze schroniska, mam w tym może jakiś udział…

Jaka jest historia Moli?
Ponieważ wiem, że schronisko to jest to miejsce, gdzie powinno szukać się psa, jak Niunia już odeszła wiedzieliśmy, że właśnie tam trafimy po następną znajdkę. Potrzebowaliśmy czasu na żałobę po Niuni i czekaliśmy na dzień, kiedy już będziemy gotowi. Jednak życie samo pisze scenariusze. Suczka Moli, zwana też Gabrysią była z wielodzietną rodziną, która musiała nagle wyjechać do Anglii i nie mogła zabrać ze sobą szczeniaka. Zamiast do schroniska kundelek trafił do nas. Moli wychowywała się z dziećmi i lubi ich towarzystwo. Ma pogodny charakter, jest zabawowa i cały czas uśmiechnięta i oczywiście nas zaraża tym uśmiechem. Moli jest z nami trzeci rok, przestaje być dzieciakiem i staje się psem autonomicznym i potrafi też postawić na swoim. Lubi biegać z nami i z psami a ja próbuję znaleźć klucz, dlaczego jedne psy kocha bardziej od innych. Niezbadane są wyroki, jak psy do siebie pasują. Moli ma taki ulubiony rytuał. Lubi siedzieć na oparciu kanapy i obserwować przez okno co dzieje się na zewnątrz. Pilnuje psy na podwórku, jak coś jest nie tak to potrafi szczeknąć. Obserwuje też dokarmiane ptaki, które odwiedzają karmnik na balkonie. Znowu przegraliśmy walkę o spanie w łóżku. Moli śpi, rozpycha się i chrapie. Zgodnie z rekomendacją lekarzy zdecydowaliśmy się na sterylizację naszej suczki.

Czy pies i dziecko to dobry pomysł?
Z mojego punktu widzenia jak najbardziej, jeśli dziecko to również pies. Pies i dziecko w jednym domu to idealna kompozycja. Nie podpisuję się pod koncepcją pies dla dziecka, gdyż zawsze jest to pies dla rodziny, gdzie dziecko może mieć konkretny zakres obowiązków związanych z przyjacielem na czterech łapach. Dziecko, które od zawsze ma psa uczy się empatii, miłości, dbałości. Uczy się też żeby być uważnym i ostrożnym w kontaktach z czworonogiem. Moja kundelka z moją córką stanowią znakomity duet. Zbliża się piękny czas Świąt. Czy na członka rodziny na czterech łapach będzie czekał prezent pod choinką?
Tak oczywiście, zawsze jest prezent dla pieska. Moli wyczuwa swój prezent nosem. Najfajniejszy to dla niej taki prezent, który można od razy posmakować lub się nim pobawić.