Urszula Dudziak, światowej sławy polska wokalistka jazzowa, kompozytor. Debiut piosenkarki nastąpił w 1958 roku, kiedy została solistką zespołu Krzysztofa Komedy, współpracowała też z orkiestrą Edwarda Czernego, oraz Michałem Urbaniakiem. Jej piosenka „Papaya” z roku 1976 stała się w hitem m.in. w Azji i Ameryce Południowej. Dodano do niej charakterystyczny taniec zwany „papaya dance”. Wspólnie ze swoim partnerem Bogusławem opiekują się młodym kundelkiem Jaco. Oto historia ich wyjątkowej ludzko-psiej przyjaźni.



Kiedy w Twoim życiu pojawiły się psy?

Kiedy byłam w drugiej klasie, mieszkaliśmy z rodzicami w Zielonej Górze, wtedy właśnie do naszego domu po raz pierwszy trafił pies. Tata przyniósł go do domu z pracy. Nazwaliśmy go Laluś. Mama nie była zachwycona pomysłem, aby u nas został, ale aby ją przekonać tata wyjaśnił jej, że psiak zostanie u nas „tylko na kilka tygodni”. I tak już Laluś został z nami na stałe. Kontakt z psem rozbudza w człowieku wiele dobrych cech. Potem przez wiele lat podróżowałam i nie miałam warunków do tego, aby mieć psa, ale zawsze kiedy widziałam czworonogi, budziły we mnie sentyment. Następnym psem jaki zagościł w moim życiu była chichuachua, którą ktoś przyniósł do naszego domu w Nowym Jorku w czasie świąt Bożego Narodzenia. Miał na imię Buźki. Był niezwykły, można powiedzieć bardzo podstępny. Nigdy nie wiedzieliśmy jaki będzie jego następny krok. Mieszkał z nami bardzo długo, a odszedł w wieku 18 lat. Kolejny pies, to spadek po mojej córce. Ma na imię Małpka i jest można ją śmiało tak nazwać owczarkiem przegubowym. Aż wreszcie, naszym osobistym psem od niedawna jest Jaco.

Jaka jest historia Jaco?

Nie szukaliśmy zwierzaka, ze względu na bardzo mobilny tryb życia mogłoby być nam ciężko się nim opiekować. Jednak los zadecydował za nas, jak to często bywa. Byliśmy wspólnie z Bogusławem na wsi pod Łukowem. Wybraliśmy się na spacer i nagle zobaczyliśmy psa-buddę. Był niezwykle skupiony na obserwacji nas. Podeszliśmy do niego i pogłaskaliśmy, zaczął za nami iść. Zrobiliśmy oczywiście pełen wywiad środowiskowy żeby dowiedzieć się, do kogo należy. Okazało się, że nie ma właścicieli. Po oględzinach odkryliśmy, że ma na ciele wiele kleszczy. Tak, więc od razu zabraliśmy go do lecznicy weterynaryjnej na całodobowy dyżur. Niestety okazało się, że Jaco ma babeszjozę, czyli częstą chorobę odkleszczową. Wdrożyliśmy niemal natychmiast leczenie. Jak się okazało, to był ostatni dzwonek, aby go ratować, bo miał już 40 stopni gorączki. Podczas leczenia zaczęliśmy szukać dla Jaco opiekunów. Jednak nikt nie chciał go adoptować. Powoli dojrzewaliśmy do decyzji aby pozostał w naszym domu. Zwłaszcza Boguś bardzo szybko się do niego przywiązał.

Skąd się wzięło jego oryginalne imię?

Początkowo stwierdziliśmy, że nazwiemy go na cześć wybitnego gitarzysty jazzowego Jaco Pastoriousa. Jednak ze względu na podobieństwo w brzmieniu jego nazwiska i znanego sportowca skazanego za morderstwo – Oscara Pistoriusa zrezygnowaliśmy z tej inspiracji. Obecnie kiedy ktoś się pyta skąd wzięło się jego imię, mówimy że nazwaliśmy go tak na cześć Michaela Jacksona, ulubionego artysty mojej córki Miki.

Co lubicie razem robić z Jaco?

Jaco jest psem – indywidualistą. Lubi bawić się sam, nawet plastikową butelką, sam znajduje sobie ciekawe zajęcia. Można powiedzieć, że ma bardzo otwarty i kreatywny umysł. Błogosławieństwem dla nas jest to, że Jaco uwielbia podróżować. Kiedy tylko otwieramy przestrzeń bagażową w samochodzie, od razu chce wskoczyć i jest gotowy do drogi. Często nawet szybciej niż my. Kiedy przyjeżdża w nowe miejsce, jest bardzo ciekawy nowych wrażeń i bodźców.

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik