Joanna Jabłczyńska – szerokiej publiczności znana z filmu „Nigdy w życiu” oraz seriali „Trzy szalone zera”, „Klan”, czy „Na Wspólnej”. Jak sama o sobie mówi, posiada bardzo dużo nadprogramowej energii. Na co dzień łączy zawód radcy prawnego z zawodem aktorki. Ma wiele sportowych pasji. W aktywnym życiu towarzyszy jej jack russel terrier Mecenas.



Jaka jest historia Mecenasa?
Od dziecka wychowywałam się z psami. W naszym domu rodzinnym mieszkały kolejno jamnik, terrier i golden retriever. Bardzo chciałam mieć swojego psa, kiedy założyłam własny dom. Jednak posiadanie czworonoga, kłóciło się nieco z moim mobilnym trybem życia. Dopiero kiedy zdałam egzamin radcowski i zdecydowałam się na otwarcie własnej kancelarii, stwierdziłam, że będę miała wystarczająco dużo czasu dla przyjaciela na czterech łapach. Mogę decydować o tym, czy zabrać ze sobą psa do biura. Przyprowadzam go tam bez obaw, że będzie to źle widziane. Dlatego też postanowiłam nadać mu „branżowe” imię. Początkowo miał się nazywać paragraf, ale znam już kilka psiaków o tym imieniu. Tak więc dla upamiętnienia tego wyjątkowego momentu w moim życiu, jakim było otwarcie kancelarii, nazwałam psa Mecenas.

Wspominałaś, że od dziecka byłaś otoczona czworonogami? Jakie to były zwierzaki? Co dały Ci te doświadczenia?
Pierwszym zwierzakiem jakiego pamiętam był jamnik Agat. To jednak nie była modelowa relacja człowiek-pies. Byłam bardzo mała i nie rozumiałam że np. nie powinno się psa ciągnąć za uszy, czy głaskać wbrew jego woli. Potem w naszym domu zamieszkała terrierka Aga. Była bardzo ważnym psem w moim życiu i spędzałam z nią wiele czasu. Golden retrieverkę, której dałyśmy tak samo na imię, kupiłam dla mojej mamy.  

Czym się kierowałaś wybierając rasę psa?
Przede wszystkim jestem osobą bardzo aktywną. Uprawiam triatlon. Tak więc musiał to być pies, który przebiegnie ze mną 20 km po górach i nawet się nie zmęczy, a przede wszystkim sam będzie czerpał z tego przyjemność. Niejedna rasa by tego nie zniosła. Jestem fanką dużych psów, do których można się przytulić. Jednak moja praca nie pozwala mi na posiadanie dużego zwierzaka. Małego Mecenasa mogę przemycić w hotelu, a z dogiem czy berneńczykiem byłoby dużo gorzej. W taki oto sposób, drogą eliminacji, zdecydowałam się na jack russel terriera. I muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Mecenas towarzyszy mi we wszystkich sportowych eskapadach. W wyborze hodowli pomogła mi moja siostra, która zawodowo zajmuje się strzyżeniem zwierząt. Prowadzi również hotel dla psów oraz hodowlę. W jej hodowli znajdują się chihuahua oraz berneńczyki, tak więc nie zdecydowałam się na psiaka od siostry. Ale okazało się, że znała godną polecenia domową hodowlę, z której wzięłam właśnie Mecenasa.
 
Jak wyglądały szczenięce lata Mecenasa?
Kiedy pojechałam do hodowli, od początku wiedziałam, że chciałabym kupić pieska, a nie suczkę. Tak więc wybór został zawężony do dwóch szczeniaków. Hodowczyni pokazała mi obydwa. Miały dopiero trzy tygodnie, były więc malutkimi kuleczkami. Jeden ze szczeniaków od razu do mnie podszedł, natomiast drugi chodził po całym posłaniu i jakby czegoś szukał. Pewnie każdy zdecydowałby się na psiaka, który nawiązał z nim od razu kontakt. Jednak ja stwierdziłam, że ten szukający bardzo przypomina charakterem mnie, jest ciągle w ruchu i chce poznawać nowe rzeczy. Tak więc zdecydowałam się właśnie na niego i to był Mecenas. Mogłam go odebrać kilka tygodni później, czyli kiedy skończył trzy miesiące. Wtedy wyglądał już zupełnie inaczej, ale nadal był bardzo żywy i ciekawy świata.

Mecenas towarzyszy Ci w pracy, zarówno w kancelarii jak i na planie serialu, zapewne to dla niego bardzo ciekawe przeżycia?
Zabieram Mecenasa na plan i wtedy zwykle zostaje w pokoju aktorskim. Początkowo miałam wyrzuty sumienia, bo myślałam, że długo będzie siedział sam i będzie mu smutno. Okazało się jednak, że nic bardziej mylnego! Mecenas jest na planie rozchwytywany. Kiedy przychodzę po niego jest już bardzo zmęczony zabawą, ponieważ wszyscy dotrzymują mu towarzystwa. W kancelarii z kolei objawia się spokojna natura Mecenasa. Kojarzy ją z miejscem, gdzie musi zachowywać się dostojnie. Wydawałyby się, że będzie to ogromnie trudne dla niego zadanie, gdy patrzymy na jego temperament. Okazało się jednak że jest zupełnie inaczej. Można powiedzieć, że Mecenas jest w kancelarii spokojny i opanowany jak na prawdziwego mecenasa przystało.