Elżbieta Romanowska – aktorka telewizyjna i teatralna. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Współpracowała z Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Teatrem Współczesnym we Wrocławiu, Teatrem Piosenki Capitol we Wrocławiu. Szerokiej publiczności znana m.in. z ról w serialach „2XL” i „Słodkie życie”. Prywatnie opiekunka kundelka o bardzo oryginalnym imieniu Browar. Dla Elżbiety to ukochany psiak, amator poduszek i pluszaków, wierny towarzysz podróży, a przede wszystkim najwierniejszy przyjaciel.

Czy zawsze w Twojej rodzinie obecne były zwierzęta?
Zdecydowanie tak! Psiaki, koty, żółwie, w bardzo dużej ilości. I prawie wszystkie z nich, poza jednym, były przygarniane z ulicy lub z trudnych warunków. Tym jedynym odstępstwem jest york, o którym zawsze marzyła moja mama. Jednym z naszych ukochanych, przygarniętych zwierzaków był pies Skubik. Pewnego razu, znalazłam pod drzwiami naszego rodzinnego domu w Szczecinie kota. W międzyczasie pojawiła się w naszej rodzinie kotka Sowa, pieszczotliwie zwana przez wszystkich Ziutą. Można powiedzieć, że nigdy nie nudziliśmy się w kwestii przygód ze zwierzętami. Sowa była zdecydowanie moim kotem, zawsze spała ze mną i przesiadywała w moim pokoju. Jej wyjątkowe imię wzięło się z podobieństwa do sowy właśnie. Bardzo daleko odchylała głowę i podobnie jak nocny ptak, była bardzo puchata. Niedawno do naszej psio-kociej ferajny dołączył kot Jacuś. Mój tata znalazł go podczas spaceru z psami.

Jaka jest historia Browara?
Przez długi czas myślałam o tym, żeby zaadoptować psiaka do swojego domu w Warszawie. Kiedy byłam na wakacjach w Sopocie, zadzwoniła do mnie mama, która ma wyjątkowy talent do znajdowania bezdomnych zwierząt. Okazało się, że ktoś wyrzucił psa z jadącego samochodu. Za namową mojej chrześnicy, która akurat jechała z mamą, zabrały psiaka do domu. Wahałam się przez dłuższą chwilę, bo ze względu na moją pracę, która łączy się z częstymi wyjazdami, wiedziałam, że przygarnięty przeze mnie zwierzak będzie zdecydowanie przypominał bohatera książki „O psie, który jeździł koleją”. Moja mama wsparła mnie w tej decyzji, oferując swoją pomoc i ewentualną opiekę nad przyjacielem na czterech łapach. Szybko okazało się, że Browar doskonale odnalazł się w swojej roli, a teraz można nawet powiedzieć, że jest celebrytą. Wspólnie braliśmy udział w zbiórce funduszy na bezdomne zwierzaki, a nawet w pokazie mody! Teraz, po wywiadzie w Czterech Łapach na pewno do końca przewróci mu się w głowie…

Skąd wzięło się jego oryginalne imię?
Kiedy już przez telefon podjęłam decyzję o zaadoptowaniu psa, oczywiście dostałam jego zdjęcie od mamy. Byłam wtedy ze znajomymi na wakacjach, tak więc miałam wielu pomocników którzy pomogli mi wymyślić imię dla nowego członka rodziny. Propozycje były przeróżne, od Puszka, czy Dżekiego, aż po Azora i Misia. W pewnym momencie podczas wymyślania imienia spojrzałam na parasole stojące na plaży obok nas z wielkimi napisami „Browar Szczeciński”. Zerknęłam na zdjęcie i pomyślałam, że takie imię idealnie będzie pasowało do umaszczenia mojego czworonoga.

Co najbardziej lubi Browar? Jakie macie wspólne rytuały?
Browar jest zdecydowanie psem kanapowym, w każdym kącie naszego mieszkania posiada swoje posłanie, ma nawet posłanie balkonowe. Ale i tak uwielbia leżeć na głównej kanapie, przeznaczonej dla ludzi. Jego wielką pasją jest także kolek­cjonowanie wokół siebie poduszek. Do tego stopnia je uwielbia, że czasem ściąga mi je z łóżka, aby je zgromadzić i się na nich położyć. Bardzo lubi także pluszaki. Mamy w domu kilka zdobyczy przyniesionych ze spaceru. Zachwycony Browar zabierał je dzieciom, myśląc że wszystkie pluszaki świata należą do niego. Myślę, że najszczęśliwszy byłby w pomiesz­czeniu pełnym zabawek i poduszek, już nawet ja nie musiałabym się tam pojawiać! Ma jeszcze jeden wyjątkowy talent – do śpiewu. Naszym wspólnym rytuałem są podróże, Browar jest cudownym kompanem moich wypraw do teatrów we Wrocławiu i Warszawie. Jeździmy też do moich rodziców do Szczecina. Kiedy zabieram go ze sobą na plan jest bardzo grzeczny, opiekują się nim panie garderobiane, czuje się tam więc jak u siebie w domu.



Dlaczego warto mieć psa?
Mam wrażenie, że dzięki posiadaniu psa stajemy się bardziej czuli na krzywdę ludzi i zwierząt. Oczywiście mówię o sytuacjach, w których posiadanie zwierzaka jest naszą w pełni zaplanowaną decyzją. Kiedy świadomie przygarniamy psa, przestajemy być egoistami. Pojawia się domownik, który potrzebuje naszej opieki i pomocy, nie skupiamy się wyłącznie na sobie. Bardzo przyjemnie wraca mi się do domu z pracy czy imprezy. Browar zawsze cieszy się na mój widok. Kiedy jestem chora albo smutna, także mogę liczyć na pomoc duchową mojego czworonoga. Pies to także doskonały towarzysz dla dzieci. Oczywiście nie podarowany jako prezent, tylko zaadoptowany z pełną odpowiedzialnością przez rodziców. Dzieci powinny uczyć się empatii i odpowiedzialności od najmłodszych lat.

Rozmawiała: Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografował: Ireneusz Rek