Ewa Kasprzyk – aktorka teatralna i filmowa. Obecnie szerokiej publiczności znana między innymi z seriali „Blondynka” i „Przyjaciółki”. Jej najnowszym projektem jest spektakl teatralny w reżyserii Jacka Poniedziałka „Kto się boi Wirginii Woolf” do obejrzenia w teatrze Polonia w Warszawie. Jak sama mówi, resztę czasu, którego nie absorbuje aktorstwo, spędza z psem – wyjątkową suczką rasy papillon o muzycznym imieniu Shakira.



Czy Shakira jest pierwszym psem w Pani życiu?

Nie, jest to mój drugi pies. Pierwszym, jaki gościł w moim domu był kundelek którego zaadoptowałam będąc z okazji Świąt Wielkanocnych u siostry w Świnoujściu. Moja córka razem z kuzynką wybrały się do schroniska dla zwierząt i przyprowadziły nam dwa psy, tak więc i ja i moja siostra zostałyśmy postawione przed faktem dokonanym po-siadania psa. Nazywały się Lusia i Dżeki. Do naszej rodziny dołączył Dżeki. Z małego szczeniaka wyrósł na pięknego psiaka w typie labradora. Przeżył z nami 15 lat.

Jak trafiła do Pani Shakira?

Shakira jest pamiątką po moim udziale w „Tańcu z Gwiazdami”. Moim partnerem tanecznym był Jan Kliment, który jest szczęśliwym opiekunem dwóch psiaków rasy papillon. Czasami przyprowadzał je na nasze próby. Byłam wtedy pod wrażeniem, że są niezwykle cierpliwe i spokojne. Stwierdziłam, że ja również chciałabym się zaopiekować takim psiakiem, tak więc Janek przywiózł mi Shakirę z Czech. Po doświadczeniach z Dżekim, który w domu był aniołem, natomiast na spacerach dawał upust swojemu wojowniczemu charakterowi i zdarzało mu się mieć zatargi z innymi psami, wolałam tym razem mieć suczkę niż samca. Inspiracją dla jej oryginalnego imienia był jeden z naszych life'ów w Tańcu z Gwiazdami.

Jakie cechy ma Shakira?

Od samego początku, kiedy trafiła do naszego domu w wieku 2 miesięcy, była bardzo temperamentna. Skorzystaliśmy z pomocy instruktorki szkolenia psów, aby nauczyć ją dobrych manier. Od pierwszej wizyty powiedziała, że Shakira ma wyrazisty charakter. Ja także jestem osobą o mocnym charakterze, tak więc któraś z nas musiała się podporządkować i nie trudno się domyślić, że padło na suczkę. Zapisałam ją do psiego przedszkola. Oczywiście chodziłyśmy na zajęcia wspólnie. To była niesamowita przemiana, z malutkiego psiaka stała się dorosłą damą. Chciałam, aby pies, którym się opiekuję, był niewielkich rozmiarów, żebym mogła zabierać go w wiele miejsc ze sobą. Tak więc Shakira ze względu na swoje cechy, czyli urok osobisty i małe gabaryty jest dla mnie idealną towarzyszką. Dzięki temu, stała się stałą bywalczynią planów serialowych i prób teatralnych. Nie raz zresztą udało jej się zagrać razem ze mną w kilku scenach. Teraz, kiedy jesteśmy nierozłączne, zastanawiam się, jak ja mogłam żyć bez Shakiry?

Jakie są Wasze wspólne zajęcia?

Planuję dla Shakiry przyszłość sportową. Sama jestem sportowcem, tak więc nie ma innego wyjścia, jak uprawiać sporty razem ze mną! Na razie rzucam jej na spacerze frisbee, które uwielbia. Kiedy podrośnie i w pełni wykształcą jej się kości, chciałabym żebyśmy zaczęły uprawiać agility. Myślę, że Shakira jest do tego stworzona, uwielbia wszelkie aktywności. Oczywiście pomimo niechęci Shakiry, naszym rytuałem jest codzienna toaleta. Jako, że papillony mają włosy, a nie sierść, trzeba je codziennie czesać. Nie śpi już ze mną w łóżku, bo jej ulubionym legowiskiem stała się jedna z kanap. Byłoby idealnie, gdyby ludzie, którzy biorą pod swoją opiekę psy zastanowili się, jaki tryb życia prowadzą, czy są domatorami, a może wolą długie spacery. Decydując się na podopiecznego na czterech łapach, zrobiłam dogłębny wywiad na ten temat, dowiedziałam się, że papillony były dawniej psami przebywającymi na dworach królewskich, że nie mają potrzeby polowania, czy cech psów agresywnych. Upewniłam się, że suczka będzie pasowała do mojego trybu życia i planu dnia. Gdyby była wielkim psem np. myśliwskim, mogłaby być nieszczęśliwa, dużo dłużej siedziałaby w domu, bo nie mogłabym jej zabrać ze sobą w podróż na drugi koniec Polski. A dzięki idealnemu dopasowaniu rasy do właściciela, jesteśmy szczęśliwe.

Rozmawiała: Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografował: Ireneusz Rek