Magdalena Popławska, aktorka telewizyj­­na, filmowa i teatralna. Od 2008 roku związana z Nowym Teatrem Krzysztofa Warlikowskiego. Szerokiej publiczności znana z serialu „Usta Usta”, a także filmu Arkadiusza Jakubika „Prosta historia o miłości”. Od dziecka otoczona czworonogami, kontynuuje zaszczepioną przez rodziców chęć do pomagania bezdomnym zwierzętom. Obecnie opiekunka kundelków Starego i Perły oraz kota Zośki.

Czy zwierzęta były obecne w Twoim domu rodzinnym?
Tak, od kiedy pamiętam, zawsze w naszym domu były psy. Trafiały do nas w różnych okolicznościach. Zwykle ktoś z nas, najczęściej moja siostra znaj­dowała je na ulicy i przynosiła do domu, lub przygarnialiśmy psa znajomych, którzy musieli go z jakiegoś powodu oddać. I mnie i mojej siostrze została ta cecha zdecydowanie i prze­niosłyśmy ją do naszych domów rodzinnych, obecnie ja mam dwa psy i kota, a ona psa i kota.

W dorosłym życiu włączyłaś się także w pomoc w schronisku jako wolontariuszka, czy nie bałaś się zaangażowania emocjonalnego?
Kiedy przeprowadziłam się po skończeniu studiów do Warszawy, ze względu na pracę, która trwa czasem nawet po 12, albo więcej, godzin dziennie, nie wyobrażałam sobie posiadania psa. Jednak ponieważ chciałam pomagać, jeździłam jako wolontariuszka do schronisk, aby wyprowadzać psy czekające tam na dom i dać im choć trochę ludzkiego ciepła. Do tej pory, nawet kiedy już zaadoptowałam swoje psy, pomagam w nie­których z nich, oraz wspieram schronisko w moich rodzinnych śląskich stronach. Wiem, że wiele osób boi się przyjeżdżać do schroniska i angażować emocjonalnie w pomoc. U mnie także ten lęk był ogromny, bo jestem dość emocjonalną osobą. Nie jem mięsa, ze względów etycznych, nie zgadzam się na cierpienie, kosztem mojej chwili przyjemności. Pierwsza wizyta w schronisku dużo mnie kosztowała. Jednak kiedy człowiek się skupi na pracy, podejdzie do tematu zadaniowo, jest lepiej. Nie można myśleć o nieszczęściu zwierząt, tylko o chwili przyjemności dla tych, które zdąży się wyprowadzić na spacer. Im więcej, tym lepiej. To ciężka praca, wracałam do domu wykończona.

Opowiedz nam o Perle i Starym, który z nich znalazł się w Twojej rodzinie jako pierwszy?
Starego przygarnęłam z fundacji Karuna, z którą współpracuję. Powiedziałam, że mogę wziąć do domu tymczasowego jednego psa, który nie będzie zbyt duży, ani agresywny. Dostałam e-mailem jedno nieostre zdjęcie i nie zastanawiając się długo powiedziałam „dobra, przywieźcie go”. Tak właśnie, z początkowo jedynie domu tym­czasowego, Stary znalazł u mnie swój dom docelowy. Jak samo jego imię wskazuje, jest psem starszym. Natomiast nie widać tego po nim, ma bardzo dobre wyniki badań, jest zadbany. Stary żyje trochę w swoim świecie, nie jest wielkim fanem pieszczot, jedynie kiedy wychodzę z domu, robi małą aferę. (Pozdrawiam wyrozumiałych sąsiadów). Ma lęki separacyjne. Perłę wzięłam od mojego kolegi, który poprosił mnie o pomoc po śmierci swojej mamy. Sam ma już dwa psy i nie mógł wziąć Perły do siebie. Tak więc zadzwonił do mnie, bo wśród moich znajomych jestem kojarzona z psami. Czasem nawet dzwonią do mnie i pytają o bardzo skomplikowane sprawy, o których nie mam pojęcia, jakbym była lekarzem weterynarii. Ale taki już, można powiedzieć, psy zrobiły mi PR. Perła podobnie jak Stary miała być w moim domu jedynie tymczasowo, ale oczywiście jak łatwo było się domyślić została. Wydaje mi się, że ze względu na jej wredotę nikt z nią nie wy­trzyma, tylko ja (śmiech).

Co daje kontakt z psami w dzisiejszym dość szybkim świecie w jakim żyjemy?
Właściwie w dzisiejszym świecie i w tym tempie życia, jeśli chcemy mieć czworonogi, musimy im wiele podporządkować. Od razu inaczej wyglądają wyjazdy, wakacje, trzeba wrócić do domu i wyjść kilka razy dziennie z psami. Być może chodzi o to, że kontakt z psami nas uspokaja, ta bezwarunkowa miłość uczy cierpliwości, samotni mają z kim pogadać i dzielić życie codzienne. Nawet jeśli czasem są trudne i wredne i trzeba wychodzić z nimi w zimny, deszczowy poranek. Życie bez odrobiny poświęcenia dla innych wydaje mi się puste.

Dlaczego wzięłaś udział w kampanii fundacji Karuna „Kastrujemy bezdomność”?
Moja współpraca z fundacją zaczęła się kiedy wzięłam Starego. Od tamtego czasu staram się pomagać w inicjatywach jakie organizują. Teraz jest to kampania „Kastrujemy bezdomność”. Jestem zdecydowanie za kastrowaniem zwierząt nie przeznaczonych do hodowli, także dlatego, że jako wolontariuszka w schronisku widziałam, jak wielką krzywdę wyrządza bezmyślne rozmnażanie zwierząt. Z jednej strony zwiększa
liczbę psów w schroniskach, bo są one tam odwożone, a z drugiej zabiera przebywającym tam już zwierzakom szansę na dom, kiedy rozdajemy szczeniaki ludziom, którzy mogliby zaadoptować psa czy kota ze schroniska.


Rozmawiała: Dorota Szulc-Wojtasik
Zdjęcia: Magdalena Wiśniewska-Krasińska