Maria Rotkiel – psycholog, a także specjalistka Public Relations, prowadzi bloga psychobloguje.pl. Zwierzaki, były w życiu Marii Rotkiel obecne od zawsze. Obecnie w jej domu mieszkają dwie suczki Tosia i Fifi, oraz kot Duszek. Maria jak sama mówi posiada dar przyciągania do siebie bezdomnych zwierząt, może pochwalić się dziesiątkami udanych adopcji, głównie w gronie przyjaciół i rodziny.

Obecnie posiadasz całą gromadę zwierząt, czy zawsze byłaś otoczona tak dużą ilością czworonogów?
Tak, od zawsze w moim życiu były obecne zwierzęta, kot Duszek jest ze mną od 8 lat, znalazłam go na drzewie. Początkowo nie chciał zejść, a nawet wchodził coraz wyżej, ale na szczęście udało mi się go przekonać do zeskoczenia na moją rękę i od tej pory dołączył do naszej rodziny. Wszystkie moje zwierzęta, oprócz suczki Tosi są przygarnięte. Posiadam takie, można powiedzieć zdolności, że zawsze kiedy udaje się na spacer, znajduję potrzebującego czworonoga. Ilości psów i kotów, które zostały oddane przeze mnie i zaadoptowane do nowych domów zakrawa na kilkadziesiąt, nie wszystkie mogę wziąć do siebie i zapewnić im opiekę, więc staram się szukać im domów wśród rodziny i znajomych. Suczkę Daszę znalazłam w lesie. Miała sparaliżowane tylne nogi, ale świetnie radziła sobie podczas spacerów, pomagał jej w tym wózek. Niestety Dasza odeszła od nas w zeszłym roku.  

W jednym z wywiadów telewizyjnych powiedziałaś, że opieka nad niepełnosprawnym czworonogiem była doskonałym sprawdzianem dla Twojego partnera.
Zdecydowanie, był to doskonały sprawdzian. Nie wyobrażam sobie bycia w związku z kimś, kto nie kocha zwierząt i nie jest dla nich dobry. Mój partner wspaniale zajmował się Daszą, pomimo, że nie znał jej długo. Pomagał mi w opiece nad nią i był bardzo zaangażowany. Wtedy, też zobaczyłam jakim jest człowiekiem, oraz stwierdziłam, że będzie się nadawał także na ojca moich dzieci. I nie pomyliłam się!

Jak trafiła do Was Fifi?
Cztery miesiące temu pojechałam do olsztyńskiego schroniska aby wspierać akcję Bieg na sześć łap. Nie zamierzałam wtedy adoptować zwierzaka. Do rzeczonego biegu otrzymałam właśnie Fifi, która dzielnie przebiegła ze mną cały dystans. Po zakończeniu sunia nie chciała jednak wrócić do kojca. Postanowiłam, że zabiorę ją do domu. Idealnie wpisała się w życie rodziny. Można nawet powiedzieć, że rządzi Duszkiem i Tosią.

Skąd pomysł, aby w Waszej rodzinie zamieszkał tak duży psiak, a nawet suka, jak Tosia?
Tosia dołączyła do naszej rodziny po śmierci mojej ukochanej suczki Lali, która została otruta. Byłam wtedy w 2 miesiącu ciąży i bardzo przeżyłam jej odejście. Mój partner, za namową naszej lekarz prowadzącej kupił szczeniaka Tosa Inu Tosię. Kiedy ją zobaczyłam w domu, wyglądała jak Pies Pluto z bajek Disneya. Teraz jest naprawdę dużym psem, ale nie rządzi życiem rodziny, jest raczej potulna jak baranek. Żałoba po Lali jednak nadal nie została przeze mnie przepracowana, przez przybycie do naszego domu Tosi na pewno moja uwaga została odwrócona i mogłam się uspokoić i zająć czymś innym.

Jak Twoim zdaniem wychowywanie dziecka ze zwierzętami wpływa na jego rozwój?
Wychowanie dziecka w towarzystwie zwierzaków jest wspaniałym pomysłem. Dzieci od najmłodszych lat powinny uczyć się empatii i zwracania uwagi na uczucia innych. Kiedy widzą, że zwierzakiem trzeba się zająć, pojmują to w bardzo naturalny sposób. Poza tym mogą też nauczyć się odpowiedzialności. Mój syn żyje ze wszystkimi naszymi zwierzakami w można powiedzieć symbiozie, uwielbia spędzać z nimi czas, obserwować jak jedzą, uczy się też, że aby były z nami dłużej i nie uciekały trzeba głaskać je delikatnie.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Zdjęcia Magdalena Wiśniewska-Krasińska