Ewa Pacuła, modelka, prezenterka Polsat Cafe z psiary, którą była od dziecka, niemalże z dnia na dzień stała się także kociarą. Stało się to, gdy do jej życia dołączyły kotki Kicia, a następnie Kitty. Niemożliwe? A jednak! Jak sama podkreśla, miłość do kotów i psów to to samo uczucie, zmienia się tylko jego obiekt. Wszystkie czworonogi w domu Ewy, do których należy także labrador Marco, są ważną częścią rodziny. Zwierzęta zawsze mogą liczyć na ogromną dawkę miłości i troski.


Jak zaczęła się Twoja przygoda ze zwierzętami?
Odkąd byłam malutkim dzieckiem, zawsze w naszym domu był pies. Od najmłodszych lat byłam psiarą i nie wyobrażałam sobie rodziny, w której nie byłoby miejsca dla zwierzaka. Kiedy byłam w szkole podstawowej, mój tata przygarnął do naszego domu pierwszego psa, był to mieszaniec owczarka niemieckiego i jamnika, brzmi egzotycznie, ale tak właśnie było! Miał na imię Ami. Był z nami bardzo długo, żył i został z rodzicami jeszcze kiedy wyjechałam na studia. Kiedy pojawiły się moje dzieci i mieszkaliśmy w bloku, w naszym życiu pojawiły się kotki, Kicia, kotka orientalna która ma obecnie 18 lat i Kitty – syjamka która ma lat 13.

Jak wspominasz tę zmianę gdy z dotychczas towarzyszących Ci psów, pojawiły się w Twoim życiu koty?
To nie było takie proste. Musiałam się podejścia do kotów nauczyć, gdyż niektóre ich zachowania, pomimo, że to także zwierzaki czworonożne i domowe, tak jak psy, są u mruczków zupełnie inne. Najbardziej kota chciała mieć moja córka. Nie miało znaczenia jaka ma być to rasa, liczył się kolor, miał być brązowy. Proponowałam, abyśmy wzięły małego pieska, jednak zdecydowanie miał to być kot. Po zastanowieniu, stwierdziłam, że będzie to także zwierzak wygodniejszy w utrzymaniu ze względu na moją pracę.  Kiedy już kupiliśmy kota, po prostu się w nim zakochałam. Moje koty zdecydowanie podążają w ślad za mną i zachowaniem w tym przypominają bardziej psy. Nasze koty cały czas są zainteresowanie kontaktem i komunikacją z nami. Mają dobrany, do konkretnych zachowań inny typ miauczenia.

Jak wyglądał kontakt kotów z małymi dziećmi?
Kiedy do naszego domu trafiła Kicia, moja najstarsza córka miała kilka lat i także mogła zajmować się kotem. Sytuacja wyglądała nieco inaczej w sytuacji, kiedy urodziły się moje młodsze córki. Po przyjściu z noworodkiem ze szpitala, koty były o nowe stworzenie w domu trochę zazdrosne. Kiedy brałam dziecko na ręce, kot cały czas dawał mi znak łapą, żeby to nim się zająć, a nie tym nowym, obcym stworzeniem. Na szczęście z czasem zaakceptowały nową sytuację.

Opowiedz nam o Marco.
Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że Marco, nasz Labrador Retriever jest psem niezwykle łakomym… (śmiech)

Zaczynamy od obgadywania! Jaki jeszcze jest? Od kiedy mieszka w Waszym domu?
Jest słodziakiem, łagodnym, uroczym psem, cała nasza rodzina go uwielbia. Ja nie jestem jego panią od urodzenia, ale mieszkamy pod jednym dachem już siedem lat i jesteśmy teraz bardzo zżyci.

A reszta zwierzaków?
Mieszkał z nami jeszcze Mundek, rottweiler. Mundek był w domu pierwszym psem. Po dołączeniu Marco, bardzo szybko psy zżyły się ze sobą. Z czasem można powiedzieć, że labrador przejął waleczną rasę swojego psiego przyjaciela i stał się rottweilerem. Niestety niedawno Mundek odszedł od nas. Przez pierwsze miesiące po śmierci Mundka, Marco był bardzo osowiały, jakby czekał na jego powrót.

Dlaczego tak ważne jest, aby dzieci wychowywały się ze zwierzętami?
Dzięki wychowaniu dzieci w towarzystwie zwierząt możemy od najmłodszych lat uczyć je odpowiedzialności. Wiedzą, że biorą na siebie obowiązek związany z opieką nad innym istnieniem, któremu, oczywiście pod opieką rodziców, mają dać jeść, czy wyprowadzić na spacer. To uczy dzieci, że nie są na świecie same i o inne istoty żywe też trzeba się zatroszczyć. Dom pełen zwierząt jest też zawsze weselszy, a zabawa z psami i kotami powoduje, że dzieci uśmiechają się częściej. Posiadanie zwierzaka, to także okazja do wspólnych spacerów z dzieciakami i aktywnego spędzania czasu.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Zdjęcia Magdalena Wiśniewska-Krasińska