Olga Frycz aktorka filmowa i telewizyjna, Na ekranie debiutowała w wieku czterech lat, w spektaklu Teatru TV „Król Edyp" w reżyserii Laco Adamika .Nominowana do nagród „Orły” za role w filmach „Weiser” Wojciecha Marczewskiego oraz „Bożych skrawkach” Yurka Bogayevicza. Zwierzęta były obecne w życiu Olgi Frycz od dzieciństwa. Olga wiedziała, że w jej dorosłym życiu także znajdzie się miejsce dla przygarniętego czworonoga. Więź pomiędzy czworonogiem, a jego opiekunem może rodzić się przez wiele miesięcy, ale czasami jest to, miłość od pierwszego wejrzenia. Tak właśnie było, w przypadku Olgi. Kiedy pierwszy raz pojechała do fundacji „Niechciane – zapomniane” pod Łodzią, zobaczyła Kapsla i… zakochała się. Poza Kapslem z Olgą mieszkają także dwa koty Władzia i Jimmy.

NA PYTANIA ODPOWIADA OLGA FRYCZ:
Czy psy i koty były obecne od zawsze w Twoim życiu?
Tak. Zawsze było nas w domu dużo. Mama, czwórka mojego rodzeństwa, ja i pies. Pierwszego, którego pamiętam to Kleks. Znaleziony w parku Jordana, później kudłata Polisia i Ponguś, który umarł cztery lata temu.

Opowiedz nam o Pongusiu.
Podczas pobytu na Kaszubach, Ponguś przybłąkał się do nas. Pojawiał się w okolicach ośrodka wypoczynkowego od dłuższego czasu, ale do naszej rodziny zapałał szczególną miłością, którą okazywał najczęściej poprzez podszczypywanie zębami w pupę w drodze na stołówkę. Być może chciał w ten właśnie sposób zwrócić na siebie uwagę i udało się, bo wrócił z nami do domu. Mieszkaliśmy wtedy w kamienicy w centrum Krakowa, ale Ponguś, pomimo, że przywieziony ze wsi, szybko się zaaklimatyzował. Nie był zbyt przyjacielski w stosunku do innych psów, szczególnie dla dalmatyńczyka i owczarka niemieckiego naszych sąsiadów. Miał dużo cech ludzkich, dzięki którym stał się naszym nieocenionym przyjacielem. Moja Mama mówiła nawet, że stanowił wcielenie naszego Dziadka, przygarnęliśmy go niedługo po jego śmierci. Był z nami 14 lat. Kiedy odszedł wszyscy bardzo cierpieliśmy.

Jakie psy były z Wami poza Pongusiem?

Przed przygarnięciem Pongusia, była z nami Polisia, znaleziona na alejkach Grottgera w Krakowie. Zabraliśmy ją od człowieka, który najprawdopodobniej chciał ją utopić. Później Pongo. Nasz najukochańszy pies, który ciężko zachorował i po dwóch tygodniach umarł. Wielkie nieszczęście. Po Pongusiu moja Mama, która zarzekała się, że nigdy więcej nie chce mieć psa, znalazła w internecie ogłoszenie i postanowiła adoptować bezdomniaka. Wybrała oczywiście najbardziej zabiedzonego , który był wykorzystywany do nielegalnych walk psów. Okazało się, że jest to wielki mieszaniec leonbergera. Pies przypominający wielkością młodego konia. Mama stwierdziła, że skoro wszystkie jej dzieci wyprowadziły się już z domu, może przygarnąć kolejnego synka. Ma na imię Piernik, jest piękny. Bez problemu dogadał się z kotami, które także mieszkają z Mamą i zwierzaki podzieliły teren domowy tak, aby nie wchodzić sobie w drogę.

Jak zaczęła się historia Twoja i Kapsla?
Przeprowadziłam się z Krakowa do Warszawy, mieszkałam sama i miałam marzenia o psie w stylu wyżła weimarskiego, z krótką sierścią, która nie będzie latać po całym mieszkaniu i przyczepiać się do mich ubrań. Zwlekałam jednak z tą decyzją bo wiedziałam, że zanim wezmę psa, powinnam posiadać samochód, żeby móc zabierać go ze sobą na plan, a nie zostawiać na cały dzień samego w domu. W międzyczasie zaczęłam jeździć do fundacji „Niechciane-zapomniane” W Łodzi i tam wypatrzyłam Kapsla. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Byłam w fundacji jeszcze kilka razy zanim Kapsel trafił na dobre do mojego domu. Chodziłam z nim na długie spacery, przywoziłam mu pyszne jedzenie. W międzyczasie starałam się znaleźć dom dla niego i kilku innych psów ogłaszając ich kandydatury na moim profilu na Facebook’u. Decyzję o adopcji Kapsla podjęłam jednak później, kiedy pojechałam do schroniska z ekipą „Dzień Dobry TVN” aby przedstawić działalność fundacji i pokazać kilka czworonogów do adopcji. Dzięki tej wizycie do nowych domów trafiło jeszcze kilka innych psów. Wtedy już w 100% wiedziałam, że nie mogę Kapsla w tym miejscu zostawić ani dnia dłużej. Następnego dnia były moje urodziny, kupiłam samochód, załatwiłam wszystkie formalności i dokładnie 1 listopada pojechałam po mojego ukochanego Kapsluta. Szybko okazało się, że ma chorobę lokomocyjną i moja nowa pachnąca tapicerka poszła do wymiany. Nie przejmuję się tym wcale, i o ile w domu jestem pedantką, w samochodzie Kapsel może robić co mu się podoba.


Jak budowała się więź pomiędzy Tobą i Kapslem? Jak zmieniało się jego zachowanie podczas waszych kolejnych spotkań w fundacji i potem kiedy już zabrałaś go do domu?
Nie znam dokładnie historii Kapsla. Wiem jedynie, że mieszkał na parkingu i był bardzo wychudzony. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do schroniska fundacyjnego, Kapsel poznawał mnie i nadstawiał się do pieszczot. Bardzo ważne było dla mnie, że nie przejawiał agresji wobec innych psów. Nie chciałam podczas spaceru stresować się, że zaatakuje innego psa, albo sprowokuje go i sam zostanie zaatakowany. Powinniśmy brać psa stosownie do swoich możliwości i warunków, tak, aby nie bać się jego zachowań i aby spacery z nim, czy inne czynności które razem wykonujemy nie przysparzały nam stresu. Zarówno pies, jak i człowiek męczą się wtedy i nie wychodzi z tego nic dobrego. Dziewczyny z fundacji nie wiedziały jak Kapsel zareaguje na moje koty, które mieszkały ze mną w domu już wcześniej. Na szczęście zwierzaki dogadały się, koty śpią na jego legowisku, natomiast są pewne miejsca gdzie pies ich nie wpuszcza np. moja sypialnia. Kapsel jest o mnie bardzo zazdrosny, wkurza go kiedy ktoś się do mnie przytula, a kiedy jestem z nim na spacerze żaden mężczyzna nie może się nawet do mnie odezwać (śmiech). Nasza relacja jest od początku zbudowana na silnej miłości dlatego bez szkolenia słucha się mnie i za każdym razem gdy jesteśmy na spacerze i chciałby pójść bawić się z innymi psami, najpierw patrzy na mnie i wzrokiem „pyta” mnie o zgodę. Nie mam też z nim żadnych problemów w domu. Podobno podczas pobytu w fundacji gryzł swoje posłanie, a odkąd zamieszkał ze mną nie zniszczył nic, a wszelkiego rodzaju kupione przeze mnie zabawki i gryzaki pozostały nietknięte. Czasami co prawda kiedy wracam do domu trafiam na kępki kociego futra, ale mam nadzieję, że Kapsel nie zastępuje gryzaków kotami…

Bardzo dużo powiedziałaś nam już o psach w swoim życiu, a skąd się wzięły Twoje koty?
Od zawsze byłam psiarą i nie przypuszczałam, że w moim domu znajdzie się też miejsce na koty. Do czasu, aż moje przyjaciółki mieszkające pod Nowym Sączem miały koty do oddania. Przeprowadzałam się wtedy do Warszawy, więc pomyślałam, że z kotem w domu będzie mi raźniej. Tak trafiła do mnie Władzia. Po roku stwierdziłam, że Władźka może czuć się samotna, a znowu usłyszałam o kotach do oddania, tak więc postanowiłam przygarnąć Jimmy’ego. Jest to duże ułatwienie, kiedy wyjeżdżam na kilka dni, nie mam wyrzutów sumienia, że kot zostaje sam w pustym mieszkaniu. We dwójkę na pewno jest im raźniej. Oczywiście wtedy przychodzi do nich moja sąsiadka, która dba o nie i głaszcze i karmi. Taka sąsiadka to prawdziwy skarb.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Zdjęcia Magdalena Wiśniewska-Krasińska