Szymon Majewski dziennikarz, showman i felietonista, od niedawna na YouTube ma swój autorski program „Szymon Majewski SuperSam”. Możemy go oglądać także na deskach warszawskiego Och Teatru. Prywatnie mąż, ojciec i właściciel uroczej suczki Luśki. Do przeprowadzenia tego wywiadu skłonił nas nie tylko fakt, że Szymon jest właścicielem psa adoptowanego, a w dodatku kundelka, ale także jego felieton z lipcowego wydania miesięcznika „Zwierciadło”, który w całości poświęcił wieczornym spacerom z psem! Szymon żali się tam, na brak możliwości założenia wieczorem szlafroka przez mężczyzn, właścicieli psów, bo przecież czeka ich jeszcze wieczorny spacer z psem! Na to ostatnie wyjście każdego dnia nie ma jakoś bowiem innych chętnych... „A system jest taki, że wieczorem trzeba wyjść z psem i zawsze robię to ja! Nie wiem, jak to się stało, ale matka natura tak mnie stworzyła, że tylko ja się nadaję. Wyobraźcie sobie, że tylko ja mam dwie specjalne nogi do wieczornych spacerów i rękę do trzymania smyczy.” Jak nam zdradził w wywiadzie, jego domeną są nie tylko wieczorne spacery, ale także poranne i popołudniowe. Z rozmowy dowiemy się jednak nie tylko o zwyczajach spacerowych Lusi i Szymona, ale także wiele o samochodach, bokserkach i... psach hipsterach!

NA PYTANIA ODPOWIADA SZYMON MAJEWSKI:

Skąd się wzięła Luśka?
Luśkę przywiozła do nas moja małżonka, z wizyty u swojego wujka, w jego domu nastąpiło spotkanie dziwnej pary, mianowicie psa – niejakiego Luloka z suczką husky Shelą, która należała do siostry ciotecznej mojej żony. I z tego związku właśnie zrodziła się nasza Lusia. Moja żona pojechała tam, żeby naprawić auto i w ramach bonusu dostała psa.

Czyli Lusia jest z Wami od szczeniaka?
Tak, od szczeniaka, od samego początku nam towarzyszy. Charakter ma po tacie, Lulok był dość ostrym psem i Lusia z pewnością to odziedziczyła. Shela to suczka husky, więc po tej rasie Lusia też z pewnością wiele otrzymała w spadku, na przykład niezależność, to ona decyduje, kiedy kończymy zabawę. W swoim czasie była psem można powiedzieć „nadenergetycznym”. Próbowałem przez pewien czas Luśkę jakoś ustawić, chodziliśmy razem na szkolenia, ale niestety nie udało się to. Początkowo było w porządku, suczka grzecznie siadała, aportowała i wszystko było jak należy, ale do momentu, kiedy złapała jakiś „boczny wiatr”, a wtedy kończyła się cała zabawa i Luśka przepadała w pogoni za tym właśnie wiatrem. Pamiętam, że kiedy była młodsza miała taką energię, że jeżdżąc na rowerze, to ja próbowałem nadążyć za nią, tak szybko biegała. Teraz jest już niestety (ale może to dobrze) na odwrót, bo Lusia ma już 13 lat. Nadal pozostała jednak bardzo charakterna.

Jak objawia się „charakterność” Luśki?
Idziemy do lasu pobiegać, po 100m. Lusia orientuje się jak długa będzie planowana przeze mnie trasa, siada i czeka w miejscu aż ja sam zrobię kółko. Stwierdza, że to nie jest trasa dla niej, nie chcę jej się, bo przecież „człowieku, nie widzisz?! jest gorąco!” i czeka aż wrócę.

Psy uwielbiają codzienne aktywności, jakie są ulubione zwyczaje Lusi? A może macie jakieś wspólne rytuały?
Tak jak mówiłem, Lusia jest bardzo uparta, ma na przykład swoje wyznaczone trasy spacerów które lubi i których nie lubi. Kierunek, jaki będzie chciała obrać zależy od jej nastroju. Na przykład danego dnia ta trasa jej się nie podoba, nie wiadomo dlaczego, a następnym razem bardzo chętnie tam pójdzie. Naszym rytuałem jest wspólne leżenie na podłodze. Lubię czasem przyjść sobie do Luśki, wtulić się w nią i tak razem leżymy, zapominając o wszystkim i relaksując się. Lubimy też czasem latem, kiedy jest ciepło położyć się podczas spaceru na trawie, na naszej specjalnej górce i tam medytować sobie wspólnie. Natomiast z moim poprzednim czworonogiem Muchą jako harcerz jeździłem na kajaki i biwaki. Zawsze uwielbiałem spędzać czasu z moimi psami.

Opowiedz nam coś o Musze.
Miałem ją w czasach dzieciństwa. Mucha też była kundelkiem. Z resztą zawsze uznawałem wyższość kundelków nad innymi psami.

Co tak wyjątkowego dostrzegasz w kundelkach?
Kundel ma w sobie zawsze coś rozkosznego, nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Na przykład pies mojego kolegi potrafi zjeść majtki - bokserki, a dodam, że nie jest bokserem! Zdecydowanie kundelki mają wyjątkowy stosunek do jedzenia. Nasza Luśka, kiedy któregoś razu zostawiliśmy na wierzchu dużą ilość smakołyków w zasięgu jej pyska, zjadła prawie wszystko, a to, czego nie dała rady zjeść postanowiła pochować w doniczkach z kwiatkami po całym domu, na później.

Czy zdarzyło Ci się pomagać w schronisku dla bezdomnych zwierząt?
Tak, jakiś czas temu odwiedziłem Schronisko dla Zwierząt w Łodzi. Brałem udział w sesji zdjęciowej z psiakami czekającymi na nowy dom, aby zachęcić ludzi do wyjątkowych zwierzaków, jakie możemy spotkać w schroniskach. Poznałem tam na prawdę wspaniałych ludzi, niezwykle oddanych, dla których pomoc bezdomnym zwierzakom to misja.

Czy pamiętasz jeszcze jakąś zabawną historię związaną z Lusią?
Nasz Luśka miała przez pewien czas, jak przystało na suczkę z genami wiejskiego psa, zwyczaj atakowania samochodów. Dla niej uciekające auto miało być zdobyczą, którą trzeba złapać i przynieść do domu ku uciesze domowników. Potem, cały czas do końca dnia spędzała za szafą, analizując tę sytuację i myśląc zapewne „Dlaczego mi się to nie udało?”.

A czy masz może jakąś zabawną historię, w której występujesz razem z Lusią?
Ostatnio Lusia została rasową hipsterką. Poszedłem z nią na spacer w kierunku jednego z Warszawskich klubów, nad Wisłę i wysyłałem mojej córce zdjęcia naszego psa, podobne jak z filmu „Amelia”, tam jeden z bohaterów otrzymywał z rożnych zakątków świata zdjęcia skrzata na tle zabytków. Ja robiłem Lusi zdjęcia na tle najmodniejszych lokali warszawskich „Na Lato” i „Cud nad Wisłą”. Wtedy moja córka stwierdziła, że pies został hipsterem, że oto ten kundel młociński w ciągu 7 godzin zwiedził wszystkie najmodniejsze knajpy warszawskie! Muszę też przyznać, że miałem niezłe rwanie na psa, wszystkie dziewczyny od razu mówiły „Ojej, co to za piesek? Jaka to rasa?” wtedy stwierdziłem, że dzisiaj człowiek podrywa już nie na swoją urodę, a na urodę psa.

Jak widać, nic, tylko wszędzie zabierać psa!
Tak, tak, to jest bardzo fajny pomysł. Wychodząc z psem, łatwiej nawiązuje się kontakty. Na przykład tutaj na Młocinach jest pani która wychodzi z chow-chow’ami 8 razy na spacer, bo każdy z nich chce wychodzić o innej porze dnia. Dobrze, że te psy „obsługuje” małżeństwo, więc mogą się zmieniać. Ja tylko widzę jak wychodzi mąż, żona, mąż, żona. Tacy właściciele to dopiero mogą poznać masę ludzi na spacerach!

Czy Lusia ma swój ulubiony sposób odpoczynku?
Luśka jest psem, który zdecydowanie dużo się relaksuje, często w różnych pozycjach jogi. Ja uwielbiam pracować w domu patrząc, na nią, relaksującą się, od razu wtedy sam czuję się bardziej wyluzowany.

Jak wyglądają kontakty Lusi z innymi psami?
Różnie, z innymi sukami miała kiepskie kontakty, próbowaliśmy pracować nad nią, bo mieliśmy sąsiada, który miał suczkę, dobermankę, spotkaliśmy się 3-4 razy, a nagle na 5 spacerze, zabawa trwała w najlepsze, dopóki suczki nie znalazły w trawie kości. Wtedy w sekundę, stała się ona „kością niezgody” i mieliśmy taką awanturę, że zapomnieliśmy szybko o tych poprzednich udanych spacerach i trzeba było psy rozdzielić.

Czy Lusia lubi jazdę samochodem?
O tak! Luśka bardzo lubi jazdę samochodem, najbardziej siedzieć obok mnie. Jak podróżujemy, lubi obserwować trasę, szczekać na otaczające nas auta, krowy na pastwiskach. Pamiętam, że kiedyś staliśmy na światłach, a pół godziny później dostałem od mojego znajomego, który nas widział sms o treści „Co to za piękna blondynka siedzi obok Ciebie w samochodzie?”.

Porozmawiajmy wreszcie o temacie, który był inspiracją do przeprowadzenia tego wywiadu, czyli o wieczornych spacerach z psami.
Tak, to jest ten problem, że Luśka jest w naszym domu psem wszystkich, ale jeśli chodzi o spacery, to jest tylko moja. Oczywiście cała rodzina twierdzi, że oni też z nią wychodzą, słynny tekst mojego syna Antka sprzed dwóch lat, kiedy powiedziałem „Antek, wyjdź z psem”, na co on odpowiedział „Jak to, przecież byłem w zeszłym tygodniu!”. Jak wiadomo jest wiele wytłumaczeń, poranny spacer – „nie, bo jesteśmy niewyspani”, akurat na to nie narzekam, bo dzięki porannym spacerom z Luśką zacząłem uprawiać jogging, jazdę na rowerze i jestem dzięki temu bardziej fit. Spacery popołudniowe – czasem zdarza mi się z tego wykręcić, bo pracuję, ale też zdarzało się, że wracałem specjalnie z pracy, żeby wyjść z Luśką. A spacery wieczorne – to już od razu wiadomo, że nie ma na nie chętnych, bo wiadomo, facet nie musi się na taki spacer stroić, nie musi robić makijażu, tylko wychodzi i już. Wszelkie argumenty typu „wieczorem makijażu i tak nie widać” nie mają znaczenia, po prostu, czy zima, czy lato, muszę wychodzić.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Magdalena Wiśniewska-Krasińska