Jędrzej Taranek – aktor teatralny i filmowy, zaangażowany również w reżyserię i scenopisarstwo. Przygodę z zawodem rozpoczął serialem „Ojciec Mateusz”, gdzie pojawia się regularnie. Występuje na deskach warszawskich teatrów (Narodowy, Studio i Palladium), a także w produkcjach serialowych i filmowych (m.in. „Barwy szczęścia”, „To nie koniec świata”). Jest współtwórcą Teatru Ekipa, którego celem jest tworzenie i promowanie teatru, za którym widzowie będą tęsknić i do którego będą chcieli wracać. Jego pies ma własny fanpage na facebooku: pl-pl.facebook.com/Laser.znany.pies

Kiedy pojawiły się zwierzęta w Twoim życiu?
Nie mam zbyt bogatych doświadczeń ze zwierzętami. Dostałem w dzieciństwie akwarium z rybkami. Później pojawiła się, na długie lata, kotka Tulla, zwykły dachowiec. Imię nadał jej tata – z książki Guntera Grassa.

Opowiedz nam o swoim psie.
Laser został przygarnięty ze schroniska w Józefowie pod Warszawą. Chciałem mieć psa, ale w zawodzie aktora nigdy nie wiadomo, gdzie los nas rzuci. Bałem się też odpowiedzialności. Trzeba przecież pamiętać o spacerach, karmieniu i zabawach. Obawiałem się, że może to kolidować z moimi zawodowymi obowiązkami. W końcu uznałem, że tak można sobie odmawiać całe życie. Podjąłem ryzyko i stwierdziłem: spróbuję to ogarnąć, a zawsze ktoś mi może pomóc. Miałem nadzieję, że Laser będzie podróżnikiem. To jest jedyna rzecz, na której się zawiodłem. Podróżujemy, ale on tego nie lubi.

Dlaczego wziąłeś psa ze schroniska?
Brałem pod uwagę tylko psa z adopcji. Wspieram akcję „Psia mać”. To jest projekt edukacyjny mający na celu zmniejszenie popytu na zwierzęta rasowe, pochodzące z nielegalnych źródeł. Chodzi o zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat pseudo hodowli. Kiedy pojechałem do schroniska i zobaczyłem Lasera w kojcu ze swoją rodzinką (zostali znalezieni w lesie, w kartonie), od razu wiedziałem, że go stamtąd zabiorę. Wszystkie maluchy skakały, a jeden był nieufny i nie podchodził – to był Laser. Była zima. Wziąłem go na ręce. Przytulił się do mnie i zrozumiałem, że mnie zaakceptował.

Jak opiekujesz się swoim psem?
Od początku starałem się go jak najbardziej socjalizować, żeby był przyzwyczajony do wszystkiego: do jeżdżenia windą, autobusem, do samochodów, ludzi i innych zwierząt. Laser był trochę zamknięty na inne psy, nieufny, ale szybko się z nimi oswoił, bo natychmiast rozpoczęliśmy postawowe szkolenie a potem dog frisbee. Mój przyjaciel jest wymarzonym partnerem do takich treningów. Zaczęliśmy od zabawy i nauki aportowania. Pracowaliśmy trochę, żeby nauczył się oddawania zabawki za każdym razem. Potem zacząłem wprowadzać ten magiczny dysk. Nie od razu łapał – to była metoda prób i błędów. Ważne jest w tej dyscyplinie „zarażenie” psa entuzjazmem do takiej formy ruchu. Już dwa razy byliśmy na zgrupowaniu dla psów uprawiających frisbee i okazało się, że wcześniej intuicyjnie szkoliłem Lasera dobrze. Trzeba pamiętać o rozgrzewce, bezpieczeństwie i wystudzaniu psa po treningu. Mamy certyfikat i jesteśmy pół profesjonalistami.

Jak Laser został aktorem?
„Załapał się” bez castingu.  Kiedyś nie miałem go z kim zostawić i zabrałem go na plan serialu „To nie koniec świata”, do Białej Podlaskiej. Były sceny przy ognisku i siedział tam Krystian Wieczorek jedząc z talerza kiełbaskę. Posadziliśmy Lasera obok, a on cały czas gapił się w ten talerz i zrobił to tak dobrze, że dostał angaż. Często jest ze mną na planie. Dostaje swoją gażę.

Co daje Ci obcowanie z Laserem?
Właściwie staramy się być nierozłączni, nie lubię go zostawiać w domu samego. Jeśli nawet mnie nie ma, to Laser jest z moją dziewczyną Martyną. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Moi rodzice też traktują go jak wnuka i troszczą się o niego.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Magda Wiśniewska-Krasińska