Sebastian Cybulski – aktor teatralny i filmowy. Współpracuje z teatrami w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Radomiu oraz w Białymstoku. Ma na swoim koncie również wiele ról w serialach telewizyjnych, użycza głosu w grach komputerowych i dubbingu. Jako asystent reżysera pracował 
w Teatrze Powszechnym w Radomiu oraz w Teatrze Studyjnym w Łodzi. W 2009 roku otrzymał wyróżnienie w plebiscycie publiczności BIAŁY BEZ dla najlepszego poznańskiego aktora.

Opowiedz nam historię Duniaszy.
To jest pies, który ma swój fanpage na facebooku: pl-pl.facebook.com/duniasza. Dlatego śmieję się, że jest z Facebooka i tam ją pierwszy raz zobaczyłem. Była 3 dni w domu tymczasowym u wolontariuszek ze schroniska. Wcześniej mieszkała na budowie, gdzie dokarmiali ją robotnicy. Do tej pory jej ulubionym jedzeniem jest bułka z masłem i serem. Jest ze mną 3 lata. Dunia była już wysterylizowana. Dziewczyny ze schroniska wytłumaczyły mi sens takiego działania. Ma profilaktyczne znaczenie prozdrowotne dla suki, gdy nie planujemy dla niej potomstwa.

Skąd się wzięło takie imię dla psa?
W „Ożenku” Gogola jest postać służącej – Duniaszy. Pracowałem nad tym spektaklem, jako asystent reżysera. Spodobało mi się to imię i uznałem, że będzie do niej pasowało.

Jaki charakter ma Dunia?
Jest rozbrykana, czasami nie da się jej zahamować. Ale ja lubię czasem skupić się na czymś, co wymaga więcej uwagi. Dużo podróżuję – kiedyś wziąłem ją na wyprawę do Amsterdamu. Dunia musiała dostosować się do mojego trybu życia. Wszystkie trudy wychowania rekompensuje nieopisana radość, z jaką mnie wita, gdy wracam do domu po pracy. Dunia jest bardzo aktywna podczas spacerów – jak się trafi jakiś kijek, to skacze do upadłego. Musiałem przepracować problem związany 
z jej płochliwością. Panicznie bała się wody z węża ogrodowego i worków na śmieci. Rozmawiałem 
z behawiorystą – mogła być kiedyś podtapiana, jako szczenię i wrzucona do worka.

Skąd wiesz, jak opiekować się psem?
Mam doświadczenie, bo jestem z rodziny psiarzy. Jest taka anegdota, że pierwszy nasz pies, kiedy byłem bardzo mały, musiał być oddany komuś, bo gryźliśmy się i męczyliśmy nawzajem. To był 
cocker spaniel. Potem była Nuka i Lara. Lara była jamniczką miniaturką, która przeżyła w naszej rodzinie 14 lat. Po 4 letniej przerwie pojawiła się, już w moim domu, Duniasza. Ważne jest, by pomysł opieki nad zwierzęciem był przemyślany. Pies zostaje z nami na wiele lat.

Dlaczego bierzesz udział w akcjach na rzecz zwierząt?
Niesłychanie ważnym tematem są warunki bytowania zwierząt. Mamy ustawę, która zabrania trzymania zwierząt domowych na łańcuchu dłużej niż 12 godzin na dobę i na uwięzi krótszej niż 
3 metry. Musimy zmienić jednak myślenie, by prawo zadziałało. Ze względu na pracę nie mam zbyt wiele czasu, ale włączyłem się do akcji „Zerwijmy łańcuchy”, bo każdemu psu należy się swoboda ruchu, dach nad głową, miska jedzenia 
i świeża woda. Pewien starszy pan przyznał, że nie jeden pies mu zdechł na łańcuchu. Po rozmowie ze mną zbudował ogrodzenie. Nie zawsze musimy się doszukiwać złej woli tych ludzi – po prostu źle myślą lub też wstydzą się przyznawać do własnych błędów. Ważna jest forma przekazu, bez nacisku – wtedy jest duża szansa, że ktoś zareaguje pozytywnie.

Czy mając kundelka uważasz, że masz najmądrzejszego psa?
Wydaje mi się, że coś w tym jest, skoro to jest mieszanka wszystkich ras, to z każdej rasy coś zostało wyciągnięte najlepszego. To są kundelki, ale ja wole nazywać je pareras. Ktoś pyta: „Przepraszam, co to za rasa? Pareras? O! To poszukam”. A ja mówię: „Nie, to składa się z paru ras”.


Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik 

Fotografowała Magda Wiśniewska-Krasińska