Michał Piela – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Gra policjanta w serialu „Ojciec Mateusz”. Mogliśmy go zobaczyć także w takich filmach jak: „Rozdroże Cafe”  „Ogród Luizy” „Rozmowy nocą” i „Śluby panieńskie”. Lubi zmierzyć się z rolami dubbingowymi w filmach dla dzieci.

Jakie ma Pan wspomnienia związane ze zwierzętami?
W dzieciństwie wychowywałem się z wielkim owczarkiem niemieckim Barrym, który towarzyszył naszej rodzinie 18 lat. Ten pies wychowywał się razem ze mną, pierwsze kroki stawiałem trzymając się jego ogona. Rodzinna legenda mówi, że jadłem z jego miski i chodziłem za nim na czworaka.

A jaka jest historia Chojraka?
Zaczęła się 7 lat temu w Teatrze Polonia u pani Krystyny Jandy, gdzie pracowałem nad spektaklem Przemka Wojcieszka „Jeszcze będzie przepięknie”. Akurat nie miałem po co, ale wszedłem do biura, a tam grupa ludzi pochylała się nad szczeniaczkiem znalezionym przez panią Krystynę na podwórku, gdzie błąkał się przerażony zaczepkami dzieci. Jak to małe czarne coś zobaczyło mnie, zrobiło błyskawiczny wyskok i wpadło prosto na moją pierś, pod marynarkę. Pani Krystyna Janda uznała to za szczęśliwy omen, więc po chwili pertraktacji zgodziłem się nim zaopiekować, choć twierdziłem, ze żona na pewno się nie zgodzi. Pani Krystyna powiedziała: „bądź mężczyzną”, na co ja odrzekłem: „no to będę”.

No właśnie, jak zareagowała żona?
To śmieszna sprawa, bo dosłownie dzień wcześniej rozmawialiśmy czy nie wziąć psa. Stanęło na tym, że nie chcemy, bo to duża odpowiedzialność, ale los spłatał nam figla, spróbowaliśmy i trwa to już 7 lat.

Jak taki maluch po przejściach zaadaptował się waszym w domu?
Było dziwnie. Przez dwie noce nie spał. Chodził, węszył, był po prostu szczęśliwy.  Na spacerach nie odstępował naszych nóg, plątał się między nimi, piszczał i denerwował się. Chyba bał się zgubić. To trwało 2 tygodnie. W tym okresie adaptacyjnym żona była z nim w domu. Gdy wychodziłem do pracy, pies siedział w szafie. Po prostu się chował i wychodził dopiero, jak ja pojawiałem się, żeby się przywitać. Ten rytuał wytworzył miedzy nami bardzo silną więź. Potem zadomowił się i polubił wszystkich, ale przez 5 miesięcy brał antybiotyki, bo okazało się, że był bardzo chory.  Ale od tamtej pory jest silnym i radosnym przyjacielem. Ma jedynie lokomocyjną przypadłość i w czasie dłuższych podróży dostaje tabletkę na uspokojenie

A jak sobie radzi Chojrak ze spotkaniami z psami podczas spacerów?
Nie lubi innych psów, szczególnie dużych, ale ma zdecydowany temperament i potrafi pokazać, gdzie ich miejsce. Natomiast uwielbia z wzajemnością suczki, pod warunkiem, że nie szczekają na niego. Ma więc charakter wybiórczy – jak go ktoś urazi, to już nie podejdzie. Jeśli coś mu się nie podoba, potrafi się obrazić, choć nie ma w tym cienia agresji.

Proszę opowiedzieć nam o ulubionych rytuałach Chojraka.
Największą radość podczas spacerów sprawia mu zabawa z patykami, jesienią uwielbia ganiać za kasztanami i rozgryzać je, a zimą przepada za śnieżkami. Gdyby potrafił ulepić bałwana, to na pewno robiłby to zimą bez przerwy. Uwielbia zabawki. Ma taki stały zwyczaj, że jeśli pluszak ma oczy, uszy i nos, to dokładnie wykrawa te elementy ząbkami, potem bierze się za odrywanie czoła i całej głowy z precyzyjnym wyszarpaniem zawartości. Podczas zabiegów związanych ze szczotkowaniem sierści zawsze bierze do zabawy taki długi sznurek, który szarpie, daje mi (zaciskając na zębach) do przeciągania, obracania i podnoszenia. Jest też wielbicielem parapetów, potrafi cały dzień spędzić na obserwacji świata, patrząc z wielkim zainteresowaniem, co dzieje się za szybą. Jest niezwykłym i najukochańszym psem.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografowała Magda Wiśniewska-Krasińska