Joanna Żółkowska

 

Przywróciłabym modę na pudle!

Joanna Żółkowska – aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa, z powodzeniem łącząca pracę na scenie z występami w popularnych produkcjach telewizyjnych. Szerokiej publiczności znana z charakterystycznej, pełnej komizmu roli Anny Surmacz-Koziełło w telenoweli „Klan”. Studiowała w warszawskiej PWST, którą ukończyła w 1972 r. W tym samym roku zadebiutowała na scenie krakowskiego Starego Teatru w zaskakująco śmiałej roli Zosi w słynnej inscenizacji „Dziadów” w reżyserii Konrada Swinarskiego. Od 1974 r. związana jest na stałe z Teatrem Powszechnym w Warszawie. Od lat występuje też w spektaklach Teatru TV. Ostatnie jej filmowe występy to specyficzne dla aktorki, bardzo żywiołowe kreacje w komediach: „Zróbmy sobie wnuka” Piotra Wereśniaka, „Ryś” Stanisława Tyma czy „Rozmowy nocą” Mikołaja Żaka. Prywatnie – mama aktorki Pauliny Holtz.

 

Czy zanim pojawiła się Funia, miała Pani jakieś inne zwierzęta?

Oczywiście. W moim rodzinnym domu zawsze mieszkały z nami „wieloowocowe” koty i psy. Chociaż przyznam, że częściej pieski – znajdy, kundelki. Gdy byłam studentką, przywiozłam 
z Zakopanego psa – ogara polskiego, zaskakując tym moją mamę, która musiała w końcu zaakceptować jego niemałe gabaryty.

Potem wspólnie z mężem – Witoldem Holtzem, kupiliśmy dalmatyńczyka. Stwierdzam jednak, że ta decyzja nie była do końca przemyślana. Pies okazał się niesforny, trudny do ułożenia, a ja, przyznam szczerze, nie miałam do niego cierpliwości. Dziś wiem, że przed zakupem zwierzaka trzeba się zastanowić czego się oczekuje i zebrać wszelkie informacje na temat rasy, a przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wolę suczkę czy pieska? Zdecydowanie wolę suczki, bo bardziej się trzymają domu.

Kolejnym pieskiem była Mimi, ratlerek, którą moja córka Paulina dostała w prezencie. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że Paulinka podczas spacerów sama wychowała swojego ratlerka, zdając się zupełnie na intuicję, bo przecież była dzieckiem i nie mogła znać zasad szkolenia psów. Otóż Mimi na komendę dawała głos i chodziła przy nodze. Paulina zachowała do dziś ten szczególny dar podejścia do zwierząt. Myślę, że mogłaby profesjonalnie zajmować się szkoleniami, bo ma to tego niezwykły talent. Póki co, to ja bardzo chętnie korzystam z jej rad odnośnie czworonogów. Paulina jest dla mnie w tym zakresie wielkim autorytetem.

Wracając jednak do Mimi. Mimi mieszkała z nami przez 18 lat, a potem odeszła od nas ze starości. Po upływie dwóch lat byłam zdecydowana, aby zakupić kolejnego czworonoga. Pewnego dnia moja córka zadzwoniła do mnie z pytaniem: „A co byś powiedziała na białego pudelka?”. Ja się zgodziłam i ani przez chwilę nie żałowałam swej decyzji. Do dziś twierdzę, że byłyśmy sobie po prostu przeznaczone, tym bardziej, że Funia obchodzi urodziny 6 marca a ja 7!

 

Dlaczego pudel?

Pudle to jedna z najstarszych ras. Może były nawet „od początku świata”? Kiedyś cieszyły się wielką popularnością, dziś – ustępują stopniowo nowym rasom, choć oczywiście mają grono wielbicieli i pasjonatów, do których i ja się zaliczam. Gdyby to ode mnie zależało, przywróciłabym modę na pudle!

Po śmierci Mimi myślałam o przyjaznym i małym psie, bo wiedziałam, że będę musiała go ze sobą zabierać w wiele miejsc i często z nim podróżować. Przeczytałam, że pudle to psy niezwykle towarzyskie i łatwo przystosowują się do różnych warunków oraz trybu życia. Poza tym, że są inteligentne, o niezwykłych zdolnościach uczenia się, co też było ważne, bo niestety nie jestem tak konsekwentna w wychowaniu psiaków jak moja córka. Ich żywe i pogodne usposobienie przekonały mnie w stu procentach. Gdy Funia pojawiła się 
w moim życiu wiedziałam, że jest to pies dla mnie.

 

Jaki charakter ma Funia?

Aby wypracować dobrą i przyjacielską relację, chodziłam z Funią na szkolenia. Zajęcia spowodowały też, że zaczęłam się interesować „psią psychiką”. Przeczytałam wiele ciekawych książek z zakresu behawioryzmu i zdałam sobie sprawę z tego jak ważne jest poszukiwanie „wspólnego języka” pupila z człowiekiem.

Co do Funi – to jest ona damą i księżniczką. Myślę, że ona uważa, że ja jestem po to, aby ją mieć! Sądzę, że nasza relacja jest tak udana także z innego powodu. Otóż wzajemnie akceptujemy swoje nastroje. Niekiedy ją wołam, a ona nie przychodzi, wówczas myślę, ok., ja też czasami tak mam. W takich sytuacjach jest jak kot – pokazuje swój charakterek.

W stosunku do ludzi oraz innych zwierząt jest raczej ufna i przyjacielska. Oczywiście z pewnymi wyjątkami. Zauważyłam, że nie darzy szczególną sympatią małych piesków np. yorków oraz nie lubi szczekających, hałaśliwych psów – wówczas potrafi podkulić ogon i co sił biec do domu, a ja oczywiście razem z nią. Podczas spacerów nie spuszczam jej z oczu. Przyznam się, że panicznie się o nią boję, bo jest tak krucha i delikatna, że każdy większy pies mógłby bez trudu zrobić jej krzywdę. Na całe szczęście do tej pory nie miałyśmy żadnych nieprzyjemnych i niebezpiecznych sytuacji.

Funia to pies – podróżnik. Kiedy wyciągam walizkę, to wówczas czytam w jej oczach: „Jedziemy? No to trudno!”. Podczas podróży autem, kiedy kieruję, leży trochę obrażona, nie rusza się i nie reaguje na moje nawoływania, jakby chciała powiedzieć: „Ty nie gadaj! Ty jedź!”. Natomiast, gdy auto prowadzi ktoś inny, wtedy jest zadowolona, bo poświęcam jej dużo czasu. Podróżowanie z psem po Polsce jest łatwe. Rzadko pytam wcześniej, czy mogę gdzieś przyjechać z psem, zwykle jadę i już. 
W hotelu wszyscy się nią zachwycają, ale nie dziwi mnie to, bo moja Funia jest nad wyraz śliczna. Jej „uroda” zachwyca wszystkich. Kiedyś, pewien mały chłopczyk myślał, że Funia jest sztuczną, nakręcaną zabawką. Jest tak ładna, że zdaje się być nieprawdziwa! Przed każdym wyjazdem musimy się oczywiście„wypięknić”, co oznacza, że Funia jest strzyżona i kąpana.

 

A czy Funia ma kłopoty ze zdrowiem?

Zdecydowanie nie. Pudle są rasą długowieczną, dobrze się starzeją, często przekraczają 15. rok życia. Rzadko odwiedzamy lekarza weterynarii, choć Funia lubi do niego chodzić, bo w poczekalni ma zapewnione towarzystwo innych psów. U mojej suni szczególnie należy dbać o higienę jamy ustnej , by zapobiec osadzaniu się kamienia nazębnego 
i nieprzyjemnej woni z pyska.

 

Jak traktuje Pani relację człowiek – pies?

Wydaje mi się, że w człowieku istnieje naturalna potrzeba przebywania ze zwierzętami w ogóle. Natomiast tolerancję i szacunek dla nich, wynosimy z domu rodzinnego. Tak było w moim przypadku.

W mojej relacji z Funią ważna jest fascynacja. Jej cechy osobnicze nadal mnie ciekawią. Przedmiotem podziwu jest jej żywotność i potrzeba bliskiego kontaktu ze mną. Funia swą radością i pogodą ducha potrafi rozproszyć smutki dnia codziennego. Po ciężkim dniu pracy wiem, że przywita mnie z wielką radością. Jej pojętność i łatwość wychowania są niejako przysłowiowe, dlatego nie dziwi mnie fakt, że rasa ta jest bardzo wysoko umieszczona w rankingach inteligencji użytkowej. Ale przede wszystkim ważna jest miłość, a ja kocham moją Funię, absolutnie!

 

 

rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik

fotografował Łukasz Breczko