Paweł Pochwała

 

Paweł Pochwała – absolwent socjologii na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserii na PWST w Warszawie. Do TVP trafił przypadkiem, na zaproszenie Henryka Rozena, ówczesnego dyrektora Telewizji Edukacyjnej, a wcześniej szefa Teatru Polskiego Radia, w którym reżyserował słuchowiska. Zaczynał od prostych, krótkich reportaży do pierwszych wydań programu „Kawa czy herbata?”. Od 1993 r. jest jednym z prowadzących, a od ubiegłego roku stał się również szefem programu „Kawa czy herbata?”. Od kilkunastu lat pojawiał się w programie z Iwoną Schymallą, a ostatnio program prowadzi z Beatą Chmielowską-Olech. Jest także autorem programów, m. in. „Pochwały Pawła Pochwały” oraz cyklu pt. „Ja i mój pan”, poświęconym relacjom „ludzko-psim”.

Jak zaczęła się Pana przygoda z czworonożnymi przyjaciółmi?
Kiedy nasze dzieci były małe, systematycznie dopominały się o pieska. W końcu z żoną uzgodniliśmy, że zwierzak może pojawić się w naszym domu. Niebawem zamieszkała z nami śliczna, gładkowłosa jamniczka Comma. Comma okazała się jednak psiakiem niezwykle chorowitym i odeszła od nas po pięciu latach. Była jesień 2002 r. 
i bardzo to przeżyliśmy. Bez psa wytrzymaliśmy niespełna pół roku. A wszystko za sprawą pani Izabeli Działak, szefowej schroniska w Celesty-no wie, którą gościłem w porannej „Kawie czy herbacie?”. Po realizacji programu stwierdziłem, że zaadoptujemy psa ze schroniska. „Przegadałem” plan adopcji z moją rodziną i razem pojechaliśmy do Celestynowa. Tam zastaliśmy „morze” psów. Zimą 2003 r. w tym podwarszawskim schronisku przebywało ponad 1000 zwierząt, co ewidentnie świadczy o niefrasobliwości właścicieli psów, którzy porzucają lub rozmnażają zwierzęta nieprzeznaczone do hodowli. Mieliśmy wrażenie, że każdy z psiaków woła do nas: „Weź mnie stąd! Ja chcę być twoim przyjacielem!”. Było to dla nas niezwykle trudne przeżycie. Wtedy zobaczyliśmy pieska, który siedział na wzgórku ze śniegu. Był odwrócony od całego świata, zrezygnowany. Siedział i na nic nie liczył... Tak zrobiło nam się żal tej „biedy” – zdecydowanie ostatniego psa 
w „schroniskowej hierarchii” – że postanowiliśmy go niezwłocznie stamtąd zabrać. Myślę, że dowodzi to słuszności tezy, że „ostatni będą pierwszymi”. Pani Iza co prawda odradzała nam adopcję psa – outsidera , sugerując, abyśmy raczej zaadoptowali siostrę upatrzonego pieska, ale my byliśmy już zdecydowani i nic, ani nikt nie mógł nas odwieźć od tego pomysłu. Pies był suczką i nadaliśmy jej imię Bajka.

Czy zna Pan jej historię?
Dowiedzieliśmy się, że urodziła się w kociarni. Domyślamy się, że nie miała kontaktu z ludźmi 
i nie znała normalnego domu. Gdy braliśmy ją ze schroniska miała niespełna rok.

Jak przebiegał proces socjalizacji Bajki?
Kiedy przywieźliśmy ją do domu, spała przez tydzień – dzień i noc. Wnieśliśmy ją do mieszkania, bo samodzielnie nie mogła wejść po schodach – była chora (pogryziona przez inne psy) i wyczerpana stresem. Nie reagowała na nasze nawoływania. Praktycznie nie było z nią żadnego kontaktu. Taki stan trwał dosyć długo. Później Bajeczka uspokoiła się na tyle, że zaczęła sama nawiązywać kontakt 
z otoczeniem. Zabieraliśmy ją na pierwsze spacery, których nie lubiła.

Jak dziś, po 8 latach przebywania z wami, zachowuje się suczka?
Bajka do dziś nie przepada ani za spacerami, ani za zabawami na świeżym powietrzu, bo najbezpieczniej czuje się w domowym zaciszu. Zalicza krótki spacer, nie oglądając się szczególnie za innymi psami i szybko wraca ze mną do domu. Sąsiedzi dziwią się, że jest tak posłuszna, a tymczasem Bajka po prostu nie lubi tych pieszych osiedlowych wędrówek.
Bajka jest prawdziwą strażniczką „domowego ogniska” i pilnuje, aby w domu nie pojawiali się nieproszeni goście. Jest pieskiem niezwykle inteligentnym i wrażliwym. Szczególną estymą darzy moją żonę, bo czuje, że to ona ją wybrała owego pamiętnego, zimowego wieczoru w Cele-stynowie...

Jak ułożyć „ludzko-psie” relacje?
Przede wszystkim należy się przygotować na to, że praca ze zwierzakiem, który został zabrany ze schroniska będzie wymagała dużej cierpliwości, wyrozumiałości oraz zrozumienia psiej psychiki. A z płochliwością i lękiem trzeba będzie walczyć nawet latami... Nasza Bajka bardzo boi się huku fajerwerków. Przed kilku laty, w okresie przedświątecznym, byłem z nią na spacerze, kiedy ktoś podpalił i rzucił petardę. Bajka uciekła. Szukaliśmy jej, ale niestety bezskutecznie. Kiedy cała nasza rodzina zasiadła do wigilijnego stołu, usłyszeliśmy szczekanie. Podszedłem do okna, patrzę, a ona stoi na zewnątrz. Zmizerniała przez te kilka dni rozłąki. Szybko zabraliśmy ją do domu. Radość, że z powrotem jest z nami była naprawdę wielka. Moja rada na wypracowanie prawidłowej relacji 
z czworonożnym podopiecznym jest taka, że trzeba „pójść za psem”, co oczywiście nie jest łatwe. Poza tym pies musi wiedzieć, że go kochamy. Bajkę otoczyliśmy wielką miłością, a ona po dziś dzień odpłaca nam tym samym.

Co lubi Bajeczka?
Chętnie podróżuje autem. Dobrze odnajduje się u moich rodziców w Olsztynie, ponieważ uwielbia wodę. Gdy pojechaliśmy z nią nad morze to wprost oszalała z radości. Potrafiła godzinami siedzieć i wpatrywać się w falującą taflę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
fotografowała Joanna Kost