Na pytania odpowiada Małgorzata Zbrozińska z Warszawy, wolontariuszka zajmująca się kotami w Schronisku na Paluchu.

Małgorzata jest dumną opiekunką przygarniętych kotów Betiny, Tosi, Notki i Timura. Przygarnia do swojego domu także koty starsze, które nie mają szans
na adopcję, aby pozwolić im spokojnie przeżyć koniec życia. Na tym jednak nie kończy się jej przygoda z pomaganiem zwierzętom. Niezwykle ważną częścią jej życia jest pomoc kotom z warszawskiego schroniska na Paluchu. Jak sama mówi, chęć opieki nad bezdomnymi zwierzętami zrodziła się w niej już pierwszego dnia, kiedy odwiedziła schroniskową kociarnię.

Opowiedz nam o swoich kotach.
Betina i Tosia mają 7 lat, je zaadoptowałam jako pierwsze. Natomiast Notka dołączyła do nas później, ma lat 5. Nie ma przedniej łapki, ale doskonale sobie radzi. Od wczoraj natomiast jestem dumną opiekunką 15-letniego kota Timura (na zdjęciu). Uważam, że warto nawet na kilka miesięcy zabierać do domu koty stare, aby na ich ostatni czas życia, dać im godne i dobre warunki. Jeden z kotów jakie zaadoptowałam miał ponad 20 lat, był niezwykle schorowany, ale przeżył w moim domu 421 dni, co jest ogromnym sukcesem. Cieszył się razem ze mną z każdego dnia, a ja do dziś cieszę się, że mogłam mu podarować tak komfortową jesień życia. Pomimo, że kosztuje mnie to wiele emocji uważam, że nie możemy myśleć w takiej chwili o sobie. Musimy pamiętać o uczuciach i przeżyciach kotów.

Jak to się stało, że zostałaś wolontariuszką w schronisku na Paluchu?
Moja przygoda z wolontariatem zaczęła się, kiedy po raz pierwszy pojechałam do schroniska adoptować swojego kota. Od pierwszego momentu poczułam, że to właśnie jest moje miejsce i że chcę pomagać zwierzętom. Szczególnie kotom, które się tam znajdują. Początkowo sprzątałam w klatkach i dotrzymywałam kotom towarzystwa bawiąc się z nimi. Wolontariusz, który zaczyna swoją przygodę z pomaganiem w schronisku nie może, a nawet nie umie robić wszystkiego. Następnie, po kilku miesiącach przystąpiłam do egzaminów, zdałam je i zostałam wolontariuszką. Obecnie przeprowadzam rozmowy z przyszłymi opiekunami, uczestniczę w procedurach adopcyjnych. Znam coraz lepiej swoich podopiecznych i uczę się ich charakterów. Dzięki takiemu doświadczeniu mogę lepiej dobrać czworonoga do usposobienia przyszłego opiekuna tak, aby czuł się dobrze w nowym domu.

Jakiego kota szukałaś jadąc do schroniska?
Nie miałam konkretnych, określonych wymagań co do wieku czy charakteru kota. Chciałam jedynie, aby była to czarna kotka, ponieważ odeszła od nas niedługo wcześniej kocica Zuzia. Niestety miesiącem, w którym zdecydowaliśmy się na adopcję był styczeń i kotów w kociarni było bardzo niewiele. Poza tym w naszym domu znajdował się wówczas jeszcze jeden kot – Filon, niegdyś towarzysz Zuzi, który po jej śmierci, zapewne z tęsknoty za swoją towarzyszką, zachorował. Wolontariuszki z kociarni nie zgodziły się adoptować nam mruczka ze schroniska do kota, który jest chory. Doradziły nam natomiast, abyśmy wzięli zdrowego kota na tak zwany „tymczas”. W zamian za niego, inny dom tymczasowy miał wziąć chorego kota, którego mieliśmy zamiar adoptować. Jak to w życiu bywa, miała być czarna kotka, a do naszego domu trafiła Betinka. Zamiast czarna, trikolorowa. Miesiąc później dołączyła do nas Tosia, po czasie, ale jednak dopięłam swego, ponieważ kotka jest cała czarna. Miałam wtedy trzy koty. Niestety w tym roku Filon od nas odszedł.

 

PARTNERZY CYKLU