Na pytania odpowiadają Katarzyna Nizińska i Łukasz Zbroziński, na zdjęciu z Runą i Kajetanem
Na pytania odpowiadają Katarzyna Nizińska i Łukasz Zbroziński, na zdjęciu z Runą i Kajetanem

Katarzyna Nizińska i Łukasz Zbroziński stworzyli wyjątkowy dom. Jest w nim miejsce dla trójki kotów Kajetana, Poli i Runy. Polę i Runę adoptowali ze schroniska na Paluchu. Można powiedzieć, że gdyby nie miłość do kotów, nie spotkaliby się, bowiem właśnie w schronisku na Paluchu rozpoczęła się znajomość Kasi i Łukasza.

Można śmiało powiedzieć, że Wasza rodzina jest bardzo „zakocona”. Jak to się stało, że macie tyle mruczków w swoim domu?

Mogę powiedzieć, że nie spodziewałabym się tego, ile kotów zagości w moim życiu. Zawsze uważałam się bardziej za psiarę. Jednak obecnie jestem przekonana, że koty będą ze mną na zawsze, bez względu na to co by się działo. Każde z nas zostawiło w domu rodzinnym po kilka mruczków, którymi opiekują się rodzice, a teraz mamy swoje własne i stworzyliśmy taką nową ludzko-kocią rodzinę.

Co takiego zmieniło się w Twoim życiu, że z psiary stałaś się kociarą?

Myślę, że przede wszystkim jest to kwestia obalenia pewnych stereotypów, jakie krążą na temat kotów. Wiele osób mówi, że to bardzo złośliwe zwierzęta, nie można nawiązać z nimi kontaktu, nie są tak oddane jak psy. W rzeczywistości jest to kwestia odpowiedniego podejścia do nich. To wyjątkowe zwierzaki.

Jakie są historie Waszych adopcji?

Początkowo wzięliśmy ze schroniska na Paluchu dwie kotki Polę i DiDi. Niestety DiDi szybko zabrał nam złośliwy nowotwór – chłoniak. Po krótkich poszukiwaniach wybraliśmy na stronie internetowej Kajtka. Pojechaliśmy na rozmowę przedadopcyjną i zdecydowaliśmy, że to właśnie on pojedzie z nami aby towarzyszyć Poli. Spełnił swoją rolę w 100%. Najpierw izolowaliśmy koty, aby wszystko poszło dobrze w ich socjalizacji i stopniowo jej zapoznawaliśmy. Obecnie bardzo się kochają i tworzą zgraną parę. Kolejną kotką w naszym domu jest Runa. Początkowo miała zostać u nas jedynie na tymczasowy pobyt, do czasu aż wyzdrowieje, jednak zdecydowaliśmy się ją zostawić na zawsze. Okazuje się, że nie nadajemy się na dom tymczasowy, ponieważ nie potrafimy się rozstać z kotami, które do nas trafiają.

Obydwoje jesteście wolontariuszami?

Tylko ja zajmuję się pomocą w schronisku, a Łukasz opiekuje się naszymi kotami w domu. Żeby było zabawnie, poznaliśmy się właśnie w schronisku na Paluchu. Łukasz szukał razem ze swoją mamą kota do adopcji, po śmierci ich ukochanego mruczka. Ja byłam wolontariuszką i pomagałam akurat wtedy w kociarni.

Na czym polega praca wolontariusza w schronisku na Paluchu?

Każdy z nas jest przydzielony do danego gatunku zwierząt. Tak więc ja na przykład zajmuję się jedynie kotami. Po stronie wolontariuszy leży zrobienie wszystkich ogłoszeń i zdjęć kotów przeznaczonych do adopcji. Przeprowadzamy także rozmowy z chętnymi do adopcji. Zwykle umawiamy się na spotkania adopcyjne w weekendy. Spotykamy się wtedy z osobami, które są zainteresowane przygarnięciem kotów wcześniej widzianych na stronie internetowej. Zależy nam, aby dokładnie poznać każdego kota, możemy się wtedy wypowiedzieć na temat jego charakteru i polecić go konkretnej osobie. Kotów trafia do schroniska każdego roku jedynie dwa razy mniej niż psów. Wielu z nich szczęśliwie udaje się znaleźć nowe domy, nasza wolontariacka komórka w kociarni działa prężnie i możemy być z siebie bardzo dumni.

PARTNERZY CYKLU