Na pytania odpowiadają Dorota Romańska i Paweł Szymański z Warszawy
Na pytania odpowiadają Dorota Romańska i Paweł Szymański z Warszawy

Dorota i Paweł adoptowali swoje koty Ciri, Riddicka i Rey, ze schroniska dla bezdomnych zwierząt na Paluchu. Niestety Riddick odszedł od Doroty i Pawła po zaledwie roku. Postanowili, że Ciri znów będzie miała towarzyszkę zabaw. Chcąc pomóc kolejnemu bezdomnemu kotu przygarnęli Rey, kolejną kotkę z Palucha. W adopcji Dorocie i Pawłowi pomagała wolontariuszka, która znała doskonale charaktery wszystkich mruczków. Z dużą życzliwością, przekazała nowym opiekunom wiele cennych rad i wskazówek.

Czy od początku swojego życia byliście kociarzami?
Dorota: W domu rodzinnym zawsze miałam minimum dwa koty. Kiedy przeprowadziłam się na Mokotów postanowiłam także mieć własnego mruczka.
Paweł: W moim życiu miałem jednego psa, którego bardzo kochałem i po jego śmierci nie umiałem mieć kolejnych. Dopiero przy Dorocie otworzyłem się na kolejnych towarzyszy, w postaci kotów. Okazało się jednak, że jestem na mruczki uczulony. Początkowo obawialiśmy się tego, rozpoczynając wspólne mieszkanie, ale co dziwne po miesiącu uczulenie całkiem zniknęło!

Dlaczego tak ważne jest dla Was posiadanie zwierząt?
Dorota: Najprostszym wytłumaczeniem jest to, że warto przygarniać zwierzęta, aby nie musiały przebywać w schronisku. Utrzymanie jednego czworonoga nie jest problemem, nawet w małym mieszkaniu, a jego życie zmienia się nie do poznania.

Dlaczego postanowiliście zaadoptować koty ze schroniska na Paluchu?
Dorota: Nasze poprzednie koty, Ciri i Riddick były rodzeństwem. Zaadoptowaliśmy je ze schroniska dla zwierząt na Paluchu. Trafiły do naszego domu wspólnie, ponieważ już wcześniej mając koty zauważyłam, że dużo lepiej czują się w domu we dwójkę. Opiekun nie zawsze ma wystarczającą ilość czasu na zabawę z kotem, a kiedy zwierzaki mają siebie nawzajem, mogą się wybawić do woli. Riddick nie był z nami długo, ponieważ już po roku w niewyjaśniony sposób zachorował i odszedł. Po śmierci Riddicka, Ciri czuła się samotna, jej zachowanie się zmieniło, wypatrywała życia za oknem, częściej się do nas przytulała. Postanowiliśmy więc
zaadoptować Rey.

Jak przebiegła procedura adopcyjna?
Najpierw oglądaliśmy koty przeznaczone do adopcji na stronie schroniska na Facebook’u. Dostałam numer telefonu do wolontariuszki – Pani Kasi i mogłam porozmawiać z nią o planowanej przez nas adopcji kota. Podczas weekendu pojechaliśmy osobiście do schroniska i mogliśmy zobaczyć mruczki do adopcji. Co ciekawe akurat w kociarni były głównie kotki, a kocurów bardzo mało. Uznaliśmy to za znak i zdecydowaliśmy się na adopcję kotki. Rey była chora, ale nie zniechęciło nas to i tym bardziej chcieliśmy jej pomóc.

Jak Rey zaaklimatyzowała się w nowym miejscu?
Rey już w schronisku była bardzo grzeczna, wręcz przymilała się. Dopiero potem, w trakcie leczenia i zastrzyków zrobiła się na jakiś czas wycofana. Jednak z Ciri dogadały się świetnie i można powiedzieć, że Rey została jej nową siostrą. Od niedawna Wasza rodzina powiększyła się także o nowego członka rodziny, synka Stasia.

Co Waszym zdaniem daje dziecku kontakt ze zwierzakiem w domu?
Ani przez chwilę nie obawialiśmy się tego, że dziecko i koty w domu to niedobre połączenie. Syn Staś jest wielkim fanem naszych kociaków. Ponieważ jest mały, nie może się jeszcze z nimi bawić, podziwia je z odległości i reaguje na nie bardzo entuzjastycznie. Rey i Ciri także uwielbiają Stasia.

 

PARTNERZY CYKLU