NASZ EKSPERT
Na pytania odpowiada Joanna Dyrda z Warszawy

Tamburyn to wyjątkowy kot przygarnięty ze schroniska na Paluchu. Joanna adoptowała go jako kota dorosłego i nawet nie przypuszczała ile energii i chęci zabawy jest w tym 4-letnim chrapiącym rudzielcu.

Czy można powiedzieć, ze jesteś kociarą?
Zdecydowanie tak, koty fascynują mnie od zawsze. W domu mamy wiele kocich gadżetów np. figurkę kota machającego łapką z Chin, ale też różne plakaty. Często jako pamiątki z podróży wybieramy coś z kocim motywem. Mam też koci tatuaż przedstawiający naszego (nieżyjącego już) kota Stefana.

Zacznijmy od historii Stefana.  

Stefan był naszym pierwszym wspólnym kotem. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w Ostrowcu Świętokrzyskim. Nie pracowałam i starałam się znaleźć jakieś zajęcie, czułam, że dom bez zwie-rzaka jest niepełny. Najbardziej chciałam, żeby zamieszkał z nami kot. Wtedy spotkałam na swojej drodze Stefana, a właściwie przyprowadził go do domu mój narzeczony Mirek, który znalazł bezdomnego kota nieopodal swojej pracy. Po wizycie u lekarza weterynarii okazało sie że „trafił” nam się kot starszy, z problemami zdrowotnymi, ale i tak zadecydowaliśmy, że zostaje z nami. Stefan był arcy-kotem, miał wszystkie cechy, które czyniły go idealnym towarzyszem i przyjacielem a do tego miał bardzo skomplikowany charakterek. Dlatego tak bardzo nam go brakuje.  

Jaki był Wasz kolejny kot?
Następna była Babcia Tosia, kocica w podeszłym wieku, której ktoś się pozbył. Myśleliśmy wtedy od jakiegoś czasu, aby adoptować mruczące towarzy-stwo dla Stefana. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, gdyż zrządzeniem losu wybraliśmy się po książki do biblioteki a wróciliśmy z ekstremalnie zaniedbaną i zabiedzoną perską kotką, którą córka bibliotekarki znalazła pod sklepem. Tośka była z nami 1,5 roku, odeszła nagle z powodu choroby serca. Cieszę sie, mogliśmy jej zapewnić opiekę przez ten czas i myślę że była z nami szczęśliwa.  

Jaka była historia Tamburyna?
Umarła Tosia, kilka miesięcy wcześniej odszedł od nas Stefan, byłam więc w czarnej rozpaczy.
W domu zrobiło się pusto, zaczęliśmy poszukiwania czworonoga, któremu będziemy mogli zapewnić kochający dom. Weszłam na stronę miau.pl, na której wolontariuszki ze schroniska na Paluchu prowadzą własny wątek dotyczący zwierzaków do adopcji. Tam pierwszy raz zobaczyłam Tamburyna. Zwróciłam na niego uwagę, ponieważ po obecności w naszym domu Tosi byłam juz zafiksowana na tle kotów płaskonosych oraz wiedziałam jakiej pielęgnacji wymagają. Tamburyn skradł mi serce. Po zakończeniu jego kwarantanny nawiązałam kontakt z wolontariuszkami. Tego samego dnia, pojechaliśmy po Tamburyna i zabraliśmy go do domu. Nie znamy przeszłości Tamburyna, został przywieziony przez Eko-patrol, a w schronisku czuł się bardzo zagubiony. Przy adopcji zostaliśmy poinformowani, że Tamburyn wymaga konsultacji okulistycznej. Niesamowicie pomogły nam wolontariuszki Asia i Kinga, mogłam przed adopcją zadzwonić do nich, dowiedzieć się sie, jak Tamburyn zachowywał sie w schronisku, jakie ma przyzwyczajenia i czego będzie potrzebował w nowym domu. Imię Tamburyn zostało nadane już na Paluchu, ale uważam, ze idealnie do niego pasuje i sama nie wymyśliłabym lepszego.

Jakie są rytuały Tamburyna?
Śpimy razem w łóżku, Tamburyn chrapie najgłośniej z nas. Uwielbia sprawdzać co przyniosłam z zaku-pów i jest bardzo niezadowolony, jeśli nie ma tam nic dla niego. Jego ulubionymi zabawkami są kocie wędki i piórka, może sie nimi bawić godzi-nami. No i jest wielkim smakoszem jogurtu naturalnego zlizywanego z palca.

Co zyskałaś dzięki kontaktom z kotami?
To bardzo ciężkie pytanie, bo uczucia do zwierząt trudno jest wyrazić słowami. Razem z narzeczo-nym zastanawialiśmy sie nad tym, czy takie pytanie padnie. Mirek żartuje, że Rudy daje nam „tonę futra”. Ale oczywiście Tamburyn daje nam przede wszystkim tonę kociej miłości ale też uczy nas cierpliwości, wrażliwości i cieszenia się z tego, że jest z nami.

PARTNERZY CYKLU