Zofia Zborowska ukończyła trzy lata temu Akademię Teatralną w Warszawie. Zadebiutowała w Teatrze Polonia w „Przygodzie” w reżyserii Krystyny Jandy, obecnie gra również w spektaklu „Pod mocnym aniołem” (reż. Magda Umer) oraz w OCH Teatrze w „Zemście” (reż. Waldemar Śmigasiewicz). Pojawia się w filmach, serialach i rolach dubbingowych. Jej pasje to zdrowe odżywianie i zwierzęta, do których miłość zaszczepili jej rodzice, znani aktorzy Maria Winiarska i Wiktor Zborowski.

Jakie miałaś doświadczenia ze zwierzętami w swoim życiu?
Zawsze chciałyśmy z moją starszą siostrą mieć psa. Pierwszy przybłąkał się do nas na Mazurach. To była czarna Sunia, kundelek (w ciąży, jak się później okazało). Wtedy miała już ok. 3 lat, dożyła słusznego wieku 17 lat. Miała czułe serce i była bardzo mądra. Tata zakochał się w niej. Mawiał, że to jest jedyna kobieta w domu, która patrzy na niego z pełną miłością i nie prosi o pieniądze. Kiedy przeprowadziliśmy się pod Warszawę, mieszkaliśmy obok babci, która też miała kundelka – Czorcika. Pamiętam, że, gdy Czorcik odszedł, przygarnęłyśmy z siostrą przepiękną suczkę. Wcześniej dokarmiałyśmy ją i w końcu zabrałyśmy z bardzo złych warunków, gdzie była narażona na agresję. Była tak przestraszona, że przy próbie pogłaskania jej – sikała pod siebie i tak została Siuśką. Jest z nami do dziś.

Skąd wziął się Ziutek?
Kiedy umierała Sunia – czekała, żeby pożegnać się z tatą. Odeszła w jego ramionach. Wzięłam sprawy w swoje ręce, bo uważam, że najlepszym lekiem, na takie cierpienie, związane z odejściem ukochanego psa, jakie przeżył mój ojciec, jest kolejne zwierzę. Trzeba to zrobić od razu i dać szansę psiakowi ze schroniska. Tata twierdził, że nie jest gotowy, więc zrobiłam to siłą. Pies był z Palucha, niby dla babci (w zmowie z nią). I co się okazało? Kto się najlepiej dogaduje z Ziutkiem? Oczywiście tata. To był świetny pomysł, bo Ziutek jest teraz najlepszym przyjacielem taty. Śpią razem w łóżku, plecy w plecy.

Jak wytłumaczyć ludziom, którzy stracili ukochanego psa, że warto adoptować kolejnego?
Takie osoby nie chcą narażać się na nowe cierpienie, ale przecież śmierć jest częścią życia. Czy mamy nie mieć dzieci, żeby nie przeżywały naszej śmierci? Czy mamy nie przeżywać miłości czy przyjaźni, bo jest ryzyko, że ktoś nas skrzywdzi? To wszystko jest wpisane w nasze życie, w nasz los. Taki psiak jest w stanie dać nam tyle radości i szczęścia, ile my jemu. Nie bójmy się dawać miłości zwierzętom, one kochają bezwarunkowo i bardzo mocno.

Opowiedz nam o swoim psie.
Trzy lata temu zaadoptowałam Kluskę, z Celestynowa. Też jest „terierowata”, podobnie jak Ziutek. Przez 8 miesięcy była u mnie, ale ostatecznie znalazła się w Konstancinie u rodziców.  Mama z siostrą uważały, że tam jest jej lepiej, w domu z ogrodem, z dwoma psami, z którymi może się wyszaleć. Pisałam wtedy pracę magisterską i według nich nie miałam czasu dla psa, ale i tak teraz się z nią widuję kilka razy w tygodniu.

I nie byłoby miejsca dla Wiesi?
Do tego zmierzam. Kluska ma super warunki, bo jest z Ziutkiem i Siuśką, śpią pod kołdrą z tatą i z mamą. Mają gotowane jedzonko. Teraz przyszedł czas na świadomą adopcję. Czasem organizuję zbiórki pieniędzy wśród znajomych na schroniska, czasem ktoś mnie prosi o pomoc w adopcji zwierzaka. W styczniu zobaczyłam zdjęcie w internecie, które mi rozerwało serce: smutna, mała suczka w głębi budy. Ostatecznie sama ją przygarnęłam w porozumieniu z moim chłopakiem. Wiesia miała wtedy około roku, w schronisku była przez parę miesięcy, a wcześniej włóczyła się po wsiach przestraszona i zabiedzona. Jesteśmy bardzo do siebie przywiązane. Nie wyobrażam sobie życia bez Wiesi. Ona chyba myśli, że jest człowiekiem: jak ja śpiewam, to ona śpiewa ze mną. Uwielbiamy też wspólne spacery.

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik


Sklepy Aquael Zoo wspierają 
program Dobra Adopcja