W Brwinowie, niedaleko Warszawy jest niezwykły dom. Mieszka w nim Konrad Bońda, lekarz medycyny ratunkowej, pasjonat czynnie uprawiający lekkoatletykę (rzuty, szczególnie oszczep) wraz z żoną Moniką, dziećmi i niemałą gromadką przygarniętych, przez nikogo niechcianych zwierzaków.

Wasze stado jest imponujące: cztery psy i osiem kotów. Wszystkie znajdy, tak?
Konrad: Pierwsze dwa koty wzięliśmy z miotu, za darmo, bo właściciele nie wiedzieli, co z nimi zrobić. Pozostałe były adoptowane. Trzy psy są ze schronisk, a jeden przygarnięty po prostu z ulicy. Najstarszy pies – Quique, który jest u nas najdłużej – pochodzi ze schroniska na Paluchu. Trafił tu z jamnikiem, który niestety odszedł w tym roku (miał niedowład tylnych kończyn, jeździł na wózku). Potem pojawiła się suczka Tuula, która przybłąkała się do mnie w pracy, w pogotowiu ratunkowym. Przychodziła nie po jedzenie, a po pieszczoty. Uwielbia kontakt z ludźmi, lgnie do nich mimo tego, co ją spotkało. Ma trwale uszkodzoną łapę, ale świetnie sobie radzi. Kiedy na wiosnę odszedł Filip, żona zdecydowała o adopcji jeszcze jednego psa – niepełnosprawnego. W trakcie poszukiwań wybór padł na Fokusa. Podczas wizyty adopcyjnej w przytulisku w Łomiankach mnie z kolei wybrał sobie Norek i trzeba było wziąć oba psy.

Czy jak człowiek zetknie się z psim nieszczęściem, to tak po prostu chce takiemu zwierzakowi pomóc? Chyba jamnik zajął szczególne miejsce w Waszych sercach?
Monika: Byłam bardzo przywiązana do Filipa, wiele łez po nim wylałam. To był ogromny pies 
w małym ciele. Jak od nas odszedł szukałam zwierzaka szczególnej troski. Wiadomo, że takie nie są chętnie adoptowane.

Fokus jest piękny, ma wspaniałe proporcje 
i jestem zaskoczona jak on szaleje z innymi psami. Wcale nie widać, że biega na trzech nogach. A jak to było z Norkiem?
Konrad: Norek podobno nie chciał być adoptowany. Jak zjawiali się ludzie, chował się do budy albo do wykopanej nory. Jeżeli już wychodził, to najchętniej łapał panów za łydki, więc gdy my przyjechaliśmy do schroniska był zamknięty w boksie 
z drugim psem. Podszedłem, żeby oba pogłaskać. Norek odszedł, jak zwykle, poczym został przyprowadzony przez kolegę, który pchał go do mnie potrącając nosem, jakby mówił: „no idź!”. Zacząłem Norka przytulać, a on wcale nie zamierzał mnie ugryźć, wręcz przeciwnie, wyglądał tak, jakby całe 5 lat czekał właśnie na mnie – więc go musiałem zabrać.
Monika: Nasze psy bardzo się kochają. Uwielbiają się ze sobą bawić, jedzą razem, śpią razem. Kiedy idziemy na spacer, to oglądają się na siebie. Tylko Tuula nie wychodzi, bo panicznie boi się smyczy. Nawet nie próbujemy tego zmienić – musi mieć bardzo złe wspomnienia, które najprawdopodobniej zafundował jej człowiek.
Konrad: Najważniejsze w naszych relacjach z psami jest równe obdarowywanie pieszczotami, czułością. Jeśli któreś zwierzę jest wyróżniane, rodzą się konflikty. A jamnik zawsze był szefem, od samego początku. Gdy wszystkie cztery stanęły naprzeciw siebie, wiadomo było, kto będzie rządził. Są jednak pewne preferencje w naszych relacjach z psami. Zwierzaki sobie wybierają ludzkich przywódców. Quique jest zdecydowanie psem żony, zakochany w niej po same uszy. Norek preferuje mnie. Tuula wyznaje zasadę „kto mnie karmi”, a Fokus stara się wszystkich traktować tak samo, choć chyba nasza młodsza córka jest jego ulubienicą.

Czy to prawda, że każdy z psów ma swojego ulubionego kota?
Konrad: To działa w obie strony. Nie każdy pies lubi bawić się z konkretnym kotem, ale na przykład razem śpią. Te niewyjaśnione upodobania 
i przyjaźnie są dla nas tajemnicą.
Co daje kontakt ze zwierzętami?
Monika: Nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Konrad: Dla mnie to wielka przyjemność. Od dziecka, w moim życiu były zwierzęta. Psy i koty, choć nie w tak dużej liczbie, jak obecnie, towarzyszyły mi w dorastaniu.
Monika: Najważniejsze chyba jest poczucie bezpieczeństwa, jakie dajemy naszym zwierzętom, mają u nas dobry klimat, spokój i mnóstwo miłości. Jest nam po prostu razem dobrze.

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik


Sklepy Aquael Zoo wspierają 
program Dobra Adopcja