Julia Rosnowska z Popeye’m

Julia Rosnowska jest studentką czwartego roku Akademii Teatralnej w Warszawie. Znamy ją z tytułowej roli w serialu „Julia”. Aktorka ma na swoim koncie epizody 
w ,,Misji Afganistan” i ,,Bez Tajemnic”, 
a ostatnio zagrała jedną z głównych ról 
w telewizyjnej sztuce teatralnej Juliusza Machulskiego „Next-ex”. Niedawno zadebiutowała także w teatrze. Jej pasją są fotografia i języki obce.

Jak się zaczęła Twoja przygoda ze zwierzętami?
Zaczęło się, oczywiście, od ,,męczenia” rodziców o zwierzę. Gdy już uznali, że wreszcie dorosłam do takiej odpowiedzialności, pojawił się Roch. Cudowny ,,świnek morski”, któego tak nazwałam na cześć mojego ukochanego z przedszkola. Potem w domu pojawił się nasz pierwszy pies 
– Szura. Dowiedzieliśmy się o niej z ogłoszenia. Matka Szury, zagłodzona, a już ciężarna, została znaleziona i przygarnięta przez pewną wspaniałą panią. Szura była najmniejszym, najbardziej przerażonym i prawdę mówiąc najbrzydszym ze szczeniąt. Dlatego nas tak urzekła. Wyrosła na przepięknego, dużego kundelka, ze wspaniałym charakterem .Jest wprawdzie damą, ale strasznym pieszczochem. Jak w domu pojawiło się jedno zwierzę, to już dalej poszło z górki (śmiech). Na naszą działkę pod Warszawą przybłąkał się Nero. Po prostu przyszedł, stanął pod bramą i już został z nami. Pokochał nas prawdziwą miłością przygarniętego psa. Nero był już dorosły i prawdopodobnie trzymany wcześniej na łańcuchu, 
bo miał dość duże problemy z krtanią. Prawdo-podobnie wiele przeżył. Jego pokora i to, jak docenia fakt, że ma rodzinę są niesamowite. Ma do nas ogromne i bezwarunkowe zaufanie. Potem pojawiły się koty – oba znajdy, przybłędy. Jak już się wyprowadziłam od rodziców, potwornie tęskniłam za takim ,,żywym domem”. Dom bez zwierząt, to według mnie, żaden dom. Dlatego z zaprzyjaźnionej kliniki weterynaryjnej przygarnęłam kota PanTalona. Niestety był ciężko chory i po dwóch latach odszedł od nas. To było bardzo bolesne przeżycie. Po roku, uznaliśmy, że jesteśmy gotowi na nowego przyjaciela, bo w domu było bez Pantka nie do zniesienia pusto. 
Z tej samej kliniki wzięliśmy kota Popeye’a, a rok później trafiła do nas kotka – Pippi. Zdecydo-waliśmy się na drugiego kota, bo podczas naszych nieobecności w domu Popeye się nudził i płakał pod drzwiami. Zwierzaki natychmiast się w sobie zakochały. Popeye, jako starszy i bardziej doświadczony, wychowuje 6 miesięczną kotkę, uczy ją życia. Pippi jest dzika, zabrana z lasu, więc kocur oswaja ją z nami i pokazuje jej, że wbrew pozorom, nie jesteśmy niebezpieczni. Uczy ją łasić się, dać się pogłaskać, przytulić. Teraz już zaczyna sama do nas przychodzić, ale to wszystko zasługa Popeye’a.

Czy widzisz jakieś różnice w charakterach Twoich pupili?
Popeye to straszny urwis. Czasem wydaje nam się, że on najprawdopodobniej umie latać. Zwiedził każdą, nawet najwyższą półkę, potrafi wejść 
w każde miejsce. Jest typowym kocurem, któremu nic nie jest straszne. Oczywiście, z wyjątkiem odkurzacza. Uwielbia spacery, jest bardzo dzielny 
i odważny, ale jest też niesłychanym pieszczochem. Teraz, jak pojawiła się Pippi, spoważniał. Przybrał pozę starszego, mądrzejszego brata. Pippi, z kolei, to śliczna, delikatna dziewczynka, całkowicie zapatrzona w Popeye’a. Stara się go we wszystkim naśladować. Siadać tak jak on, jeść to co on. Oboje uwielbiają zabawę, a w nocy obowiązkowo urządzają szaloną rundkę z jednego końca mieszkania na drugi, budząc nas oczywiście. Moje zwierzaki mają bajkowe imiona. Popeye – to marynarz z kreskówki, który jadł szpinak przez fajkę i rosły mu mięśnie. A Pippi, to najsilniejsza 
z bohaterek książek dla dzieci. Oba imiona wiążą się więc z siłą, żeby moje zwierzaki były zdrowe 
i krzepkie. Bajkowe, a z przesłaniem.

Uważasz, że zwierzęta należy przygarniać a nie kupować?
Jestem przeciwna kupowaniu zwierząt. Dziwi mnie taki pomysł. Mam moralny problem z kupowaniem żywego stworzenia. Nachodziłam się trochę po schroniskach, wiem jak to wygląda. Jest tyle wspaniałych zwierząt, które potrzebują domu. Pierwsze moje doświadczenie ze schroniskiem ustawiło moje myślenie o bezdomności zwierząt na całe życie. Kiedyś znalazłam w metrze błąkającego się psa i odwiozłam do schroniska, bo prawdopodobnie się zgubił. Rozwiesiłam też ogłoszenia i właściciele rzeczywiście zgłosili się po zgubę. Ale nigdy nie zapomnę, że jak się jedzie do schroniska bez zwierzaka, to jest jazgot po prostu nie do wytrzymania. Każdy pies chce się pokazać, każdy rzuca się na klatkę, krzyczy: „ja tu jestem! weź mnie!”. Natomiast jak się przyjeżdża ze znajdą – jest kompletna, przeraźliwa cisza. Wszystkie psy leżą, patrzą spode łba i żaden się nie odzywa. Nigdy nie zapomnę, jak zwierzęta to czują.

Są konkretne badania, które mówią, że zwierzęta wyczuwają emocje, nie tylko te pierwotne, ale również wtórne, takie jak empatia.
Dla mnie to jest oczywiste. Jeszcze tyle wspaniałych psów i kotów, które czekają na adopcję. Miłość, wdzięczność i więź, jaką daje przygarnięty kundelek są bezcenne.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fotografował Stanisław Krzemiński