MAJKA JEŻOWSKA jest znaną piosenkarką i kompozytorką wielu przebojów familijnych m.in. „A ja wolę moją mamę”, „Wszystkie dzieci nasze są”, „Kochaj czworonogi”. Prowadzi własną firmę fonograficzną Ja-Majka Music, jest Kawalerem Orderu Uśmiechu i Ambasadorem Dobrej Woli Unicef. Stworzyła charytatywny projekt „Czarodzieje uśmiechu” na rzecz walki 
z nowotworami u dzieci, za który otrzymała tytuł Gwiazdy Dobroczynności 2012.

Kiedy zwierzęta znalazły sie w Twoim życiu?
Wychowywałam się w Nowym Sączu, w domu 
z ogrodem. Koty już od najmłodszych lat były obecne w moim życiu i zawładnęły moją wyobraźnią i moim sercem. Najlepiej pamiętam Mimi, Bubu, Pepinio i ich kocią mamę Micię. Wtedy odkryłam u siebie talent do naśladowania ich głosów. Wymyślałyśmy z siostrą historie z życia kociej rodziny. Każdy mruczek miał swoją barwę głosu i sposób mówienia. Moja siostra była kocim tatą, a ja mamą i tymi trzema kotkami.
Zaczęłam studiować, a w domu były kolejne koty: Klapka i Karolina, która okazała się Karolem. Na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat sporo kotów przewijało się przez nasz dom. Potem wyjechałam do Stanów Zjednoczonych i poznałam mojego drugiego męża Toma i jego grafitowo-białą kotkę Stinkers. Przeżyła 
z nim 20 lat. Dużo podróżowałam. Jak mnie nie było, to kicia była oczywiście najszczęśliwsza, bo miała swojego pana wyłącznie dla siebie, ale bardzo się lubiłyśmy.

Kiedy pojawił się Twój pierwszy, osobisty kot?
Po powrocie na stałe do Polski rzuciłam się w wir pracy. Nie miałam warunków i czasu żeby zajmować się zwierzęciem, tak mi się wydawało. W 1999 roku byłam na kolacji u Piotra Fronczewskiego, który jest wielkim miłośnikiem kotów. Miał wtedy kocura Kiwi. Znajomy przyniósł do niego 3 miesięczną koteczkę Melę, której trzeba było znaleźć dom. Po tym spotkaniu trafiła do mnie. Była z nami 13 lat. Zawsze wydawało mi się, że Mela dożyje 
20 lat, tak jak Stinkers. Bardzo o nią dbałam. Wracaliśmy w nocy, nad ranem, z najdalszego krańca Polski, żeby tylko dojechać do Meli. Koteczka kochała spacery. Była obowiązkowa. O godzinie dwudziestej pierwszej, stała pod drzwiami i domagała się miauczeniem, wręcz krzykiem, wyjścia na zewnątrz. Prowadziliśmy ją na specjalnej smyczy. Była też wielką miłośniczką natury. Czasami leżała w koniczynie i patrzyła na świat zachwycona. Przez ostatnie miesiące życia coraz mniej jadła, była pod opieką lekarzy, spędziła trochę czasu 
w klinice. Okazało się, że był to chłoniak jelit, niestety nie umiała nam o tym powiedzieć. Pewnego dnia znalazła w sobie siłę, żeby obejść cały dom, później wzięłam ją na ręce i wyszłam na taras. Kotka chyba wiedziała, że patrzy na świat ostatni raz. W nocy odeszła. W ogóle nie byłam na to przygotowana. Potem była żałoba. Mela była naszym przyjacielem, członkiem rodziny….

Kolejna kocia adopcja, to przypadek?
W tym roku, w czasie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, ktoś wyrzucił przed domem siostry w Nowym Sączu małego kotka. Uznałam to za jakiś znak i obowiązek zaopiekowania się nim. Przylgnął do mnie, jak do wybawicielki, obdarzył mnie niesamowitą miłością i czułością. Pomyślałam, ze moja Mela, 13 letnia jedynaczka, pewnie nie zaakceptuje przybysza, ale przywiozę go do Warszawy i będę mu szukać domu. Przyjechał wtulony we mnie, mruczał z zadowolenia, przespał na moich kolanach 4 godziny. Po dwóch tygodniach Mela pozwalała mu spać obok siebie i stykały się noskami. A ja go pokochałam. Marzyłam cale życie o takim kocie. Moja Mela była ostrożna, unikała obcych, chowała się pod łóżko. Może dlatego, że była sama i nie miała kontaktu z innymi kotami.

Czabi, jak piłkarz Xabi Alonso?
Podczas Mistrzostw Euro 2012, grała drużyna hiszpańska. Siostra i jej przyjaciel z pasją oglądali wszystkie mecze. Xabi miał wielki, puszysty ogon. Wyglądał jak książę hiszpański. Był na początku burym kotkiem, który miał na grzbiecie pas białych, długich włosów, takiego stojącego irokeza. Dzień po dniu, robił się coraz bardziej puchaty, okazało się, że ma piękną sierść, kryzę, wielkie łapy. Przede wszystkim ma wspaniały charakter. Jest takim pieszczochem, jak mówię – „mój kochasiu” – daje mi buzi, kładzie mi swoją łapkę na nosie lub na twarzy i tak zasypiamy.

Co daje Ci wyjątkowa więź z Twoim kotem?
Jest pięknym, delikatnym i czułym przyjacielem. Ma w sobie dumę arystokraty i niezależność dzikich przodków. Emanuje taką siłą pozytywnej energii i wewnętrznego spokoju. Ma niesamowite wyczucie sytuacji. Gdy poczuje, że wróciłam zdenerwowana do domu, potrafi wyciszyć moje negatywne emocje. Jak jestem zajęta, nigdy mi nie przeszkadza. Śpi i mruczy zadowolony, bo jestem blisko, a ja jestem bardzo szczęśliwa, że jest ze mną.

Rozmawiała Dorota Szulc-Wojtasik
Fot. Bogna Czechowska