Mirosława Krajewska – aktorka teatralna, filmowa i dubbingowa. W 1962 r. ukończyła PWST w Warszawie. W latach 1964-1997 r. była aktorką warszawskiego Teatru Dramatycznego. Jest zdobywczynią wielu nagród, m.in. za rolę Niny 
w „Maskaradzie” Michaiła Lermontowa czy monodram „Podróż do szczęścia”. Na festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2012” została najlepszą aktorką drugoplanową za rolę Babki Linsrumowej w słuchowisku „Dziura w niebie” w reżyserii Pawła Łysaka (słuchowisko zgłoszone przez Program 2 Polskiego Radia). W tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej.

Kochasz zwierzęta?
Kocham wszystkie zwierzaki, ale najbliższe są mi psy. Sama siebie nazywam „psią matką”. Ta miłość do psów była we mnie od zawsze, choć i kotów nie unikałam. Pamiętam, że moja babcia miała prześliczną koteczkę Burcię. W moim dorosłym życiu miałam jednak więcej szczęścia do piesków.Najpierw mieszkał ze mną Fredek, a potem suczka Bona. Po odejściu Bony postanowiłam, że nie będę mieć więcej zwierząt, aby nie przeżywać ich śmierci. Rozstania z moimi ukochanymi zwierzętami były dla mnie zawsze bardzo trudne.

Jak to się stało, że trafiła do Ciebie Tina?
Któregoś dnia, jakieś trzy miesiące po odejściu Bonusi, ogarnęła mnie wręcz niewyobrażalna tęsknota za psem. Za namową Krysi Sienkiewicz pojechałam do schroniska w Milanówku. Tam zobaczyłam wiele psów, które wspinały się na kraty, ale moją uwagę przykuł jeden z nich. Może dlatego, że piesek przypominał mi właśnie Bonusię, a może dlatego, że miał charakterystyczne ubarwienie „w kropeczki”. Poprosiłam obsługę schroniska, aby pokazali mi pieska. Między nami od razu „zaiskrzyło”. Kiedy suczka pocałowała mnie, postanowiłam zabrać ją do domu.

Czy poznałaś „przedschroniskową” historię suczki?
Suczkę znaleziono gdzieś pod Otwockiem, gdy była w dosłownie ostatnich minutach ciąży. Stan ten był o tyle niebezpieczny, iż szczenięta były bardzo duże i naturalny poród nie wchodził w grę. Gdyby nie natychmiastowa pomoc lekarza weterynarii 
i zabieg cesarskiego cięcia, suczka nie przeżyłaby porodu. W schronisku była na szczęście krótko 
– jakieś pół roku.

Czy układanie sobie wspólnego życia z Tiną było trudne?
Sunia była totalnie zestresowana. Właściwie nie chodziła, lecz się czołgała. Bała się wielu rzeczy, 
a przede wszystkim śmietników i zaparkowanych samochodów. Ale miłością można naprawdę wiele zdziałać. Dziś jest otwartym, wesołym pieskiem. Kocham ją bezgranicznie.

Co lubi Tina?
Tina uwielbia ze mną spać w łóżku. Nie mam serca jej wyrzucać, bo jest zwierzęciem bardzo ciepłym, „przytulnym” – uwielbia pieszczoty. Tinusia zwinięta „w wężyk”, przytulona do mojego brzucha, spokojnie zasypia. Uwielbiam te chwile.
Poza tym lubimy nasze wspólne wypady za miasto, na działkę. W pobliżu mamy las sosnowy, gdzie chodzimy na spacery. Frajdą są też chwile, gdy ja leżę na leżaku i czytam książkę, a ona biega wesoło wokół mnie.

A czego nie lubi?
Szczególną antypatią darzy inne suczki, dlatego muszę uważać na spacerach, aby po prostu nie narażać jej na niechciany kontakt. Nie lubi też suchej karmy, ale i na to znalazłam sposób: dorzucam do jedzenia drobno pokrojony smakołyk. Teraz jednak Tina przytyła cztery kilo i lekarz zwrócił mi uwagę, abym nie doprowadziła do otyłości. Przeszłyśmy zatem obie na dietę (śmiech).

Czy macie jakieś rytuały?
Ostatnio naszym rytuałem stało się chodzenie do psiego SPA, w którym jest strzyżenie, kąpiel, obcinanie pazurków. Po zabiegach pielęgnacyjnych wraca jeszcze piękniejsza, ze wspaniałą, błyszczącą sierścią. Rytuał jest powtarzany co trzy miesiące. Już czekamy na kolejny, bo Tina bardzo polubiła to upiększanie.

A dlaczego nazwałaś ją Tina?
Nazwałam ją Tina od imienia Tiny Turner, wokalistki, którą bardzo lubię. Burza włosów, fantastyczna figura, niesamowita witalność i głos, którego nie da się zapomnieć. Ale to nie wszystko. Podczas koncertu piosenkarka zachowuje charakterystyczną postawę – ma lekko ugięte kolana, przez co jej nogi wydają się krótsze. Zupełnie tak samo jak 
u mojej suni (śmiech).

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik