Krystyna i Witold Pyrkosz z Czarusiem

Krystyna i Witold Pyrkosz z Czarusiem

Witold Pyrkosz zagrał wiele ról filmowych i teatralnych. Jest znany z popularnych seriali, m. in. „Czterej pancerni i pies”, „Stawka większa niż życie”, „Janosik” „Alternatywy 4” i cieszącego się nadal dużym zainteresowaniem „M jak miłość”. Role te przyniosły mu wielką popularność i sympatię widzów. Wspólnie z żoną Krystyną opiekują się zwierzętami. W swoim domu mają 150 figurek kotów oraz kilkadziesiąt obrazów z wizerunkiem tych zwierząt.

Spora ta Wasza gromadka!
Witold Pyrkosz: A spora!
Krystyna Pyrkosz: Stan aktualny naszego „inwentarza” to 6 psów i 8 kotów. Zaczynaliśmy od posiadania psów, dlatego ich imiona wymienię w pierwszej kolejności: Buźka, Aza, Misia, Pisia, Baba i Figa.
W.P.: Wszystkie suczki!
K.P.: I wszystkie przygarnięte bądź otrzymane 
w prezencie od przyjaciół. Na przykład Buźkę dostaliśmy od Andrzeja Fedorowicza.

Kto przewodzi „psim” stadkiem?
K.P.: Przewodniczką jest najstarsza suczka, czyli Buźka. Za to rolę „kozła ofiarnego” spełnia Misia. Ale generalnie nasze zwierzęta żyją ze sobą w harmonii.
W.P.: Bo my wszyscy żyjemy w zgodzie! Uważam, że nie należy szkodzić stworzeniom, które żyją pośród nas, czyli naszym mniejszym braciom.
K.P.: Nasze pieski uwielbiają czarny, suchy chleb. Tzw. „biesiadny chleb”, który zazwyczaj dla nich kupuję, traktują jak prawdziwy rarytas. Co prawda Witold wyczytał, że taki chleb lubią zazwyczaj teriery rosyjskie, do których należy Misia i Pisia, ale pozostałe pieski także chętnie go zjadają na śniadanie.
W.P.: Ale proszę nie myśleć, że karmimy je tylko chlebem. W końcu moja żona była hodowcą bokserów i zna się również na zasadach żywienia zwierząt.

Naprawdę?
K.P.: Zgadza się. Najpierw zajmowałam się hodowlą bokserów, a później sprowadzałam do Polski pierwsze afgany. To psy niezwykle chłodne uczuciowo. Nie są wylewne w okazywaniu serdeczności. Kiedy po kilkumiesięcznym pobycie w Niem-czech, wróciłam do domu, nasz afgan nawet nie podniósł łba z posłania...
W.P.: Za to boksery były wspaniałe! Nasza bokserka potrafiła schodzić z ósmego piętra, gdy podjeżdżałem samochodem pod blok, by przywitać się ze mną i pokonywać z powrotem drogę na górę. No cóż, winda we wrocławskim bloku psuła się dość często...

A kiedy nastała „era kotów”?
W.P.: Wówczas, gdy moja żona zdjęła z drzewa pierwszego z nich... Teraz mieszkają z nami także inne mruczące znajdy: Myszka, Lola, Kulasek, Czaruś, Kulka, Antek, Rudy, Świrek i Ciapa. Nawet ich imiona trudno zapamiętać (śmiech).
K.P.: Witoldzie, pamiętaj, że nasza Myszka nie jest kotem! Ona jest koto-psem.
W.P.: Faktycznie, to pies „zaklęty” w ciele kota. Gdy żona wychodzi, Myszka przeraźliwie miauczy, a ja jej cierpliwie tłumaczę, że „pani zaraz wróci”.
K.P.: Ona jest do mnie bardzo przywiązana. W domu chodzi za mną dosłownie wszędzie. Nie tak jak Ciapa, która obraża się bardzo często i nawet nie widać jej przez całą zimę. Inne koty też nie specjalnie przepadają za naszymi gośćmi. Chowają się i w zależności od humoru, wychodzą z kryjówek albo nie.
W.P.: Każdy nasz kot jest niesamowitym indywidualistą.
K.P.: Psy są przewidywalne w swych zachowaniach. Gdy się cieszą, po prostu machają ogonami, dając nam do zrozumienia w ten sposób, że lubią naszą obecność. Z psami zrobię wszystko, co zechcę, a z kotami, tylko tyle, co one będą chciały. Czasami myślę, ze życia nie starczy, aby poznać ich psychikę.
W.P.: Ale bardzo je kochamy! Moja żona, gdy jest zima, a naszego wychodzącego kota, Czarusia, nie ma po zmroku w domu, otwiera okno i woła: „Czaruś, chodź, bo ci ogonek przymarznie”. Ciekawe, co myślą o nas nasi sąsiedzi?
K.P.: Po prostu to, że się troszczymy o nasze zwierzęta. Wszystko co robimy jest im podporządkowane. Ostatnio zrezygnowaliśmy nawet z wyjazdów, bo kto by się nimi zaopiekował?
W.P.: W ten sposób zaoszczędzamy stresu zarówno sobie, jak i im.
K.P.: A ja myślę, że im z nami dobrze. Mogą przebywać nie tylko w domu, ale do swojej „dyspozycji” mają jeszcze pół hektara ogrodu, który chętnie im „użyczyliśmy”!

A skąd pomysł kolekcjonowania figurek kotów?
W.P.: O, to specjalność mojej żony!
K.P.: Figurki dostajemy od przyjaciół lub przywozimy je z różnych miejsc, w których bywamy. Lubimy na nie spoglądać. A może podświadomie wierzymy, że figurka kota przywołuje szczęście w życiu. Któż to wie?

Rozmawiała i fotografowała
Dorota Szulc-Wojtasik