O tym, że warto zaadoptować zwierzaka, przekonali się ci, którzy postanowili dać dom czworonożnym pupilom. Wszyscy deklarują, że są bardzo zadowoleni ze swoich pociech oraz zachęcają, by inni zrobili to samo. Maja Zaworowska przeczytała o Melusiu 
i zobaczyła jego zdjęcia na jednym 
z portali społecznościowych. Przy-garnęła Melusia, gdy miał trzy miesiące. Dziś Meluś jest dużym, zdrowym i szczęśliwym psem.


Gdy myślę o zwierzętach to...?
Od urodzenia kochałam zwierzaki. Do tej pory przechowuję album, w którym jako 3-letnia dziewczynka pozuję do zdjęć z prześlicznym kundelkiem. Niestety nie moim, gdyż rodzice nie chcieli zgodzić się na czworonożnego podopiecznego. Dopiero gdy miałam 11 lat zamieszkał 
z nami cocker spaniel, ale nie zadomowił się na długo, bo okazało się, że mój brat ma alergię na psią sierść. Rozstanie z psem strasznie przeżyłam i postanowiłam, że gdy będę już dorosła, to wówczas sprezentuję sobie psa...


Spełniłaś tę obietnicę?
Dość długo mieszkałam w USA. Gdy wróciłam ze Stanów Zjednoczonych był luty, a ja nie miałam ciepłego obuwia. Wybrałam się do sklepu. Do dziś w mojej rodzinie krąży anegdota o tym, że wyszłam po buty... a kupiłam psa. Była to Tina, która okazała się na tyle wierną towarzyszką, że była ze mną 15 lat! Po pewnym czasie do Tiny dołączyła kolejna suczka – Milka, którą dostałam od mojego ówczesnego chłopaka.


Wybierałaś celowo suczki?
Wówczas wydawało mi się, że suczki są łatwiejsze do ułożenia. Przyznam się, że popełniłam bardzo duży błąd związany z ich zdrowiem, tzn. nie wysterylizowałam ich w odpowiednim czasie. Kilka lat temu panowało błędne przekonanie, że suczka przynajmniej raz w życiu musi mieć szczeniaki. Poddałam się temu mitowi. Po kilku latach obie suczki zachorowały na ropomacicze. U Tiny zauważyłam wyraźne sygnały choroby, natomiast Milka miała słabo wyrażone objawy 
i o mały włos nie straciłam jej. Przeszły bardzo poważne operacje, ale na szczęście szybko wróciły do zdrowia.


Jak pomagałaś bezdomnym zwierzakom?
Gdy wyprowadziłam się z Warszawy na wieś, trafiałam na zwierzęta, które potrzebowały pomocy. I tak znalazłam Kajtka, czyli psa przywiązanego przy drodze do drzewa, którym ostatecznie zaopiekował się mój brat. Potem w lesie znalazłam Miśka, który teraz ma prawdziwy dom 
w Milanówku. W końcu do mojego domu trafiła kotka z azylu „Pod Psim Aniołem”, której nadałam imię Fifka.


Jak kot zaadaptował się do nowych warunków?
Kotką zajął się Myszkin, czyli nasz kot-domownik. Musiałam dorosnąć do posiadania kotów pod moim dachem: zaakceptować ich suwerenność oraz to, że chodzą czasami własnymi drogami.


A jak trafił do Ciebie Meluś?
Melusia znalazłam na Facebooku. Zobaczyłam na zdjęciu psa o wyjątkowo mądrym spojrzeniu 
i ogromnych łapach. Wpis i zdjęcie zamieściły wolontariuszki, bo piesek znajdował się tymczasowo w lecznicy w Żabiej Woli. Gdy po kilku dniach okazało się, że psiak na stronie internetowej nie ma żadnej „publiki”, postanowiłam go przygarnąć.


Jaki jest Meluś i co lubi najbardziej?
Meluś okazał się pieskiem bardzo grzecznym, inteligentnym i bystrym. Szybko wkradł się w łaski swoich czworonożnych kumpli. Najbardziej przyjaźni się jednak z moim trzyletnim synem – Jasiem.
Uwielbia, gdy się do niego mówi łagodnie i z uczuciem. Rzecz, której się boi to smycz. Nie toleruje też gwałtownych, niespokojnych ruchów. Można wówczas wyczuć w nim silny niepokój. Prawdo-podobnie ma to związek z jego przeszłością.


Warto adoptować?
Warto. Procedura adopcyjna nie jest skomplikowana – pies musiał zostać zaczipowany. Poza tym podpisałam oświadczenie, że poddam Melusia zabiegowi kastracji. Gdyby nie moja decyzja – Meluś najprawdopodobniej trafiłby do schroniska. A schroniskowa rzeczywistość nie jest łatwa. Psy może nie cierpią głodu, ale co to za życie – siedzą latami zamknięte w boksach, bez możliwości ruchu, bez kontaktu z człowiekiem. Nieocenioną rolę pełnią wolontariusze, którzy podchodzą do zwierząt 
z wielkim sercem oraz socjalizują je. Ale wciąż to przysłowiowa kropla w morzu potrzeb, bo bezdomnych zwierząt stale przybywa. One cierpią, 
a my cierpimy wraz z nimi, bo nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim zwierzakom. Ale nawet jedno uratowane psie życie się liczy. Tego jestem pewna!